Jeszcze mamy szanse by stworzyć i wdrożyć innowacyjny system żywienia w szkolnych stołówkach. System, który dostarczy młodym ludziom wiedzy i praktycznych umiejętności dotyczących tego co i jak jeść by czuć się dobrze, by być zdrowym. To nie takie trudne, a prawdopodobnie również tańsze niż życie w chorym społeczeństwie.

REKLAMA
Spotkałem się dziś z niemal sześćdziesięcioma licealistami. W ramach Akademii Planet DOC młodzi ludzie oglądali dokument pt. „Nakarmimy Świat” Erwina Wagenhofera (warto zobaczyć – druga część filmu dostępna jest za darmo - http://alterkino.org/nakarmimy-swiat). Rzecz o przemysłowej produkcji żywności. Obraz współczesnego rynku oczami specjalistów. Ważny o tyle, że swój głos mieli m.in. Jean Ziegler, specjalny wysłannik Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw żywności, ponadto jeden z kluczowych pracowników światowego potentata w produkcji nasion GMO – firmy Pioneer; jak również dyrektor generalny Nestle - Peter Brabeck. Twórcy przedstawili drogę jaką przebywają produkty przed trafieniem na nasze stoły.
Pewnie dla większości z nas dane przedstawione w filmie wydadzą się szokujące. Oto kilka z nich: Brazylia jest jednym z największych na świecie eksporterów soji, ¼ mieszkańców tego kraju głoduje, mimo iż kraj należy dziś do najlepiej rozwijających się krajów na świecie. Dlaczego? Może kolejne dane będą częścią odpowiedzi. Od 1975 roku w Brazylii wycięto lasy o areale zbliżonym do obszaru Francji i Portugalii. Wszystko po to by produkować soje. Wszystko po to by eksportować ją do Europy. 90% służy nam Europejczykom jako pasza dla zwierząt. 1 metr kwadratowy ziemi w Brazylii można kupić za centa.
Co na to licealiści?
Na sali nie było poruszenia. Ciężko ocenić czy film zrobił na nich wrażenie. Jednak mnie osobiście poruszyło coś innego. Kiedy spytałem ilu z nich gotuje, na sześćdziesiąt osób rękę podniosły trzy. Kiedy spytałem ilu z nich interesuje się żywnością, w powietrzu były już tylko dwie ręce. To w dużej mierze obrazuje nasz stosunek do żywności. Pewien stopień ignorancji dla czegoś, co ma fundamentalne znaczenie dla jakości naszego życia. To się nie bierze z niczego.
Od kilku lat w naszym systemie edukacyjnym nie ma już obowiązkowych zajęć z gotowania. Stosunkowo niewiele jest ich nawet w szkołach gastronomicznych. Wielu młodych ludzi kończąc liceum nie umie ugotować zupy, nie mówiąc już o zrobieniu najprostszego sosu do sałatek. To zdawać by się mogło podstawowe czynności, częstokroć bardziej przydatne niż pierwiastkowanie czy rozwiązywanie równań (z całym szacunkiem do dwóch powyższych). Dla nich najprostszym rozwiązaniem będzie wizyta w fastfoodzie, w najlepszym wypadku sos z proszku lub zupa z kostki. Jak bardzo może się to wydawać obraz przerysowany tak wygląda dziś rzeczywistość. Z braku czasu i pieniędzy nie ma już miejsca na to by uczyć rzeczy najprostszych.
A może warto. Bo chcąc budować świadome i zdrowe społeczeństwo warto jest również zadbać o edukacje kulinarną. Czy dom, w którym coraz częściej brak czasu na wspólny posiłek, powinien być jedynym miejscem, z którego młodzi ludzie powinni czerpać kulinarną edukację, wzorce konsumpcyjne, które będą powielali przez całe życie?
To pytanie zarówno jeśli chodzi o sklepiki szkolne, automaty, stołówki, jak i zajęcia, w trakcie których będzie szansa na zdobycie wiedzy dotyczącej tego co i jak nas kształtuje. Jaki jest wpływ żywności na nasze życie i otoczenie? Jak ją stosować? To wiedza, do której potrzebujemy praktyki a nie wyłącznie książkowych przykładów milczących piramid zdrowego żywienia, z których i tak niewiele wynika.
Co my na to?
Kto z nas i jak często zastanawia się skąd pochodzi żywość, która trafia na nasze stoły? Czy zastanawialiście się kiedyś jak można wyhodować świnie tak, by kawałek schabu kosztował 9.90 za kilogram? Co je i w jakich warunkach żyje kura, którą w sklepie można kupić za 6 zł? Przecież tyle samo w sezonie kosztują pomidory. Gdzie pasza, ubój, transport i zysk?
Zysk jest tam gdzie brakuje wiedzy. Po co się zastanawiać nad tym, ile naprawdę będzie kosztowało nas żywienie pompowanym mięsem i białym chlebem od najmłodszych lat?
Dziś rośnie na naszych oczach pokolenie ludzi, którzy o żywności wiedzą niewiele. Wielu z nich nie zna smaku prawdziwego rosołu bo zabrakło czasu by go ugotować.
Polska to nie Wielka Brytania. Epidemii otyłości spowodowanej brakiem wiedzy o dobrym jedzeniu jeszcze w tym kraju nie ma.
Jeszcze. Mamy szanse by stworzyć i wdrożyć innowacyjny system żywienia w szkolnych stołówkach. System, który dostarczy młodym ludziom wiedzy i praktycznych umiejętności dotyczących tego co i jak jeść by czuć się dobrze, by być zdrowym. To nie takie trudne, a prawdopodobnie również tańsze niż życie w chorym społeczeństwie.