By było taniej, by produkować bardziej ekologicznie, by wyżywić świat będziemy produkować mięso z probówki.

REKLAMA
Naukowcy od lat prowadzą badania nad wyprodukowaniem sztucznego mięsa. Churchill już w latach trzydziestych pisał, że bardziej efektywnym było by hodować pierś z kurczaka zamiast całego ptaka z kośćmi, podrobami i zbędnym pierzem.
Prawdopodobnie już w tym roku uda się wyprodukować pierwszego hamburgera z probówki. A ściślej, wystarczającą ilość włókien mięśniowych produkowanych sztucznie z komórek macierzystych krowy, które następnie zostaną połączone z tłuszczem krwią po to, by stworzyć nową wersje burgera. W przyszłości tańszego i bardziej przyjaznego dla środowiska.
Dziś prowadzi się badania nad wprowadzeniem do menu Europejczyków robaków, a w przyszłości, pewnie w perspektywie najbliższych dwudziestu lat, również hodowanego mięsa. Z prostego względu.
Chodzi o ziemię i pieniądze. Pośrednio także o środowisko. Dziś znaczna część naszego globu przeznaczona jest pod uprawy pasz lub pastwiska dla zwierząt. Większość roślin uprawianych na naszej planecie służy jako pasza dla zwierząt. Stąd ciągła intensyfikacja upraw – GMO, chemizacja rolnictwa i przemysłowe farmy. Problemy z wodą? Do produkcji kilograma wołowiny potrzeba średnio od kilku do kilkunastu tysięcy litrów wody. Na każdy kilogram mięsa potrzeba ok. 10 kg pasz. Problem polega na tym że wraz z bogaceniem się społeczeństw i wzrostem demograficznym zapotrzebowanie na mięso nie maleje. Szacunki mówią, że tylko do 2050 zapotrzebowanie na mięso wzrośnie globalnie o 60%. Dziś sporo mówi się o globalnym ociepleniu i emisji gazów. Okazuje się że rynek produkcji mięsa odpowiada za emisję większej ilości gazów cieplarnianych niż cały transport i przemysł motoryzacyjny razem wzięte.
Wniebowzięte są za to firmy handlujące tanim mięsem. Dzięki wielkiej konkurencyjności cenowej w wielu krajach niemal zmiotły z powierzchni ziemi tradycyjne rolnictwo. Tu przykładem mogą być Stany Zjednoczone gdzie niemal 80% rynku mięsnego należy do 4 firm. W Polsce i wielu innych krajach Europy niemal nie opłaca się hodować na ubój wolno biegających kur, gdyż te fermowe są wielokrotnie tańsze. I choć ponad 50% naszego społeczeństwa jest przeciwko GMO to mało kto wie, że kury te żywione są transgeniczną paszą.
Zmonopolizowanie rynku taniego mięsa przez inkubatory mięśni to wizja przyszłości, ale masowa produkcja tanich, „napompowanych” wędlin to współczesna norma, podobnie jak podawanie ich w szkołach. Powstaje pytanie w co warto inwestować. Jaka żywność powinna być promowana?. O subsydiach nie wspomnę, bo to osobny rozdział i kolejny dylemat czy produkcja żywności powinna być dotowana z unijnego budżetu.
W naszym kraju dyskusja o wegetarianiźmie, semiwegetarianiźmie, czy fleksitarianiźmie jest trudna z wielu względów (choć w przeszłości normą było ponad 200 dni postu w roku). Naród mięso uwielbia, w końcu ma go pod dostatkiem. Citylegend to jego nieoceniona wartość zdrowotna i potrzeba jedzenia dla utrzymania zdrowia.
Największe dotychczas przeprowadzone badanie zdrowotności dzieci przeprowadzone na grupie ponad 17 000 maluchów (OLAF) wykazało ze najzdrowsze okazały się dzieci wegańskie. Na drugim miejscu były te odżywiające się dietą wegetariańską.
Powstaje pytanie o jedzenie przyszłości, o to jakie nawyki żywieniowe powinny być kształtowane wśród najmłodszych. Czy tanie, przemysłowo hodowane mięso powinno zajmować poczesne miejsce w szkolnym menu?. Czy może warto, nawet mimo naszych – dorosłych – przyzwyczajeń kulinarnych wychowywać młode pokolenie w oparciu o bardziej zrównoważoną pod kątem środowiskowym, ekonomicznym i zdrowotnym dietę?
A może warto rozwijać fabryki mięsa i taniej żywności? By wszyscy byli syci!