Kilka dni temu na jaw wyszło, że w Warszawie planowane jest zamknięcie 66 szkolnych stołówek. Z tej przyczyny pracę straci 186 osób. Może to sposób na oszczędności. Może to też perspektywa na nowe miejsca pracy i lepszą jakość posiłków w szkołach. Może…

REKLAMA
Okazuje się, że zjawisko zamykania szkolnych kuchni oraz zwalniania pracowników ma szerszą skale i z całej Polski dochodzą sygnały świadczące o tym, że samorządy szukają oszczędności mi. w dziedzinie edukacji.
Fakt, że wiele kuchni wymaga modernizacji, nie spełnia norm Sanepidu i wymaga doposażenia co powoduje, że samorządy uciekają od niezbędnych wydatków zasłaniając się kosztami.
Dziś stołówkowy obiad kosztuje, w zależności od regionu od 2.5 do 6 zł. Koszty cateringu są dwu lub czasami trzykrotnie wyższe. Poniosą je rodzice oraz również budżet państwa!
Obecnie dożywianie dzieci z publicznej kieszeni odbywa się na skalę ogólnopolską. Póki co te pieniądze trafiają do szkolnych stołówek. Tani obiad to mniejszy wydatek nie tylko dla rodzica, ale również dla naszego wspólnego budżetu. Widziałem stołówki gdzie na 200 dzieci obiad jadło 180 z czego 150 było dofinansowywane. Rachunek jest prosty – ze wspólnej kasy będziemy musieli zapłacić więcej. Co więcej ci, którzy pozostaną głodni niemal zawsze mogą liczyć na darmową zupę lub dokładkę. W przypadku zakontraktowanych obiadów z firmy cateringowej na taką sytuacje nie ma co liczyć.
Zamykanie szkolnych stołówek ma o wiele szersze konsekwencje. Jeśli wziąć pod uwagę problem bezrobocia to mnożenie się firm cateringowych pewnie nie przyczyni się specjalnie do rozwiązania tej kwestii. Nacisk na podnoszenie efektywności nie idzie w parze z tworzeniem nowych miejsc pracy. Podobnie jest z podnoszeniem jakości posiłków.
Powstaje pytanie czy catering może być lepszym rozwiązaniem. Czy jakość przygotowywanych posiłków będzie wyższa. W tej materii jestem oszczędnym optymistą. Chciałbym wierzyć, że firmy będą konkurowały ze sobą pod względem jakości. Pewnie po części tak będzie. Mimo to niemal zawsze podstawowym kryterium ich wyboru pozostanie cena, a oszczędzać jak wiemy najłatwiej jest na surowcach.
Dziś catering ma jedną podstawową przewagę. Firmy nie są zmuszone do ogłaszania przetargów na dostawców produktów. Umożliwia to ich dowolny dobór. Łatwiej jest im pozyskiwać produkty. Stołówki nawet gdyby chciały zaopatrywać się u lokalnych dostawców oferujących lepszą jakość często nie mogą tego robić, gdyż podstawowym i często jedynym kryterium wyboru dostawców ponownie pozostaje cena.
Cena zdrowia się nie jest najważniejsza. Liczy się krótkotrwały efekt - dodatni bilans budżetu samorządu. Pewnie ważny tak samo jak lekcja, którą można wyciągnąć z obserwacji Wielkiej Brytanii, w której stołówki szkolne zostały sprywatyzowane kilkadziesiąt lat temu. Efekty znamy - dziś Brytyjczycy i Amerykanie inwestują w edukacje kulinarną próbując zwalczyć epidemię otyłości. Ci ostatni wyliczyli że każdy zainwestowany w edukacje dolar zwraca się dziewięciokrotnie.
Nie jestem radyklanym przeciwnikiem firm cateringowych. Ale proszę sobie porównać jakość „jedzenia na wynos” do jedzenia „domowego”, kanapkę zawinięta w folię do, tej która przygotowuje mama. Tu nie ma porównania. Czy dzieci powinny jeść ze styropianowych tacek? Czy nadanie jedzeniu anonimowości przez dostarczanie go z odległej kuchni zbliży dzieci do dobrego żywienia?
Chciałbym w to wierzyć, ale nie wierzę!
W naszych czasach potrzeba norm, standardów, zarówno dla firm cateringowych, jak i dla szkolnych stołówek. Istotna jest potrzeba zweryfikowania systemu zamówień produktów, inwestycji, a nie cięć kolejnych kosztów. Kucharki muszą mieć dostęp do sprzętu i wiedzy, która pomoże im przygotowywać wysokiej jakości jedzenie, bo jeśli dalej sprawa będzie „zamiatana pod dywan” zapłacimy za to w przyszłości znacznie więcej.