
W trakcie obecnego posiedzenia Sejm zajmuje się nowelizacją ustawy o otwartych funduszach emerytalnych. Nie dziwi więc aktywność twórców reformy, ówczesnego premiera Jerzego Buzka i wicepremiera, ministra finansów Leszka Balcerowicza. Lansowane przez nich tezy, jako wyznawców szkoły chicagowskiej i pierwszych piewców neoliberalizmu, nie są żadnym zaskoczeniem. Zwolennicy utożsamiający się z tym nurtem używają właściwie tylko dwóch argumentów. Pierwsze: państwowa emerytura jest do d*py. Drugie: lepiej by było jakbym sam odkładał na swoją przyszłość. Czy jesteś jedną/-ym z nich?
REKLAMA
Jaki jest koń, każdy widzi
To że system ubezpieczeń społecznych w Polsce nie radzi sobie najlepiej wiedzą, albo myślą że wiedzą, chyba wszyscy. Niskie emerytury, kosztowna administracja, wystawne siedziby ZUS – tak postrzega to większość Polek i Polaków. Mało kto jednak temat zgłębia. Może dlatego że do łatwych on nie należy. Zacząć trzeba od tego, że w przeważającej części system jest repartycyjny i opiera się na czynniku demograficznym, czyli obecnie pracujący wpłacają składki, które w całości przeznaczane są na wypłatę bieżących rent i emerytur. Mamy więc do czynienia z piramidą finansową czystej wody ergo, to może być zaskoczenie dla wielu, w ZUS-ie, a precyzyjniej w FUS-ie, nie ma, nigdy nie było i już raczej nie będzie żadnych pieniędzy. Są co najwyżej obietnice polityków i gwarancje państwa, że pieniądze na kolejne wypłaty się znajdą. Wniosek? System jest słaby, zły i nie warto mu ufać.
To że system ubezpieczeń społecznych w Polsce nie radzi sobie najlepiej wiedzą, albo myślą że wiedzą, chyba wszyscy. Niskie emerytury, kosztowna administracja, wystawne siedziby ZUS – tak postrzega to większość Polek i Polaków. Mało kto jednak temat zgłębia. Może dlatego że do łatwych on nie należy. Zacząć trzeba od tego, że w przeważającej części system jest repartycyjny i opiera się na czynniku demograficznym, czyli obecnie pracujący wpłacają składki, które w całości przeznaczane są na wypłatę bieżących rent i emerytur. Mamy więc do czynienia z piramidą finansową czystej wody ergo, to może być zaskoczenie dla wielu, w ZUS-ie, a precyzyjniej w FUS-ie, nie ma, nigdy nie było i już raczej nie będzie żadnych pieniędzy. Są co najwyżej obietnice polityków i gwarancje państwa, że pieniądze na kolejne wypłaty się znajdą. Wniosek? System jest słaby, zły i nie warto mu ufać.
Humanitarne rozwiązanie
Nic więc dziwnego, że osoby reprezentujące poglądy między innymi Janusza K. używają głównie drugiego argumentu: lepiej by było jakbym sam/sama odkładał/-a na swoją emeryturę.
Pytam zawsze takiego korwinisty, co zrobić z obecnie pobierającymi świadczenia? Co z dzisiejszymi emerytami i rencistami? W odpowiedzi słychać tylko 'gdybologię'. „Gdyby system nie był źle pomyślany...”, niestety był i póki fizycy nie opracują wehikułu czasu, takie rozważania pozbawione są sensu i nadają się tylko na nocne Polaków rozmowy, bądź mało owocną dyskusję akademicką. System jest niewydolny, ma znamiona nowotworowe, ale nie można go odciąć szybkim ruchem skalpela. Zaproszenie wszystkich dzisiejszych emerytów i rencistów w jedno miejsce i rozpuszczenie tam śmiertelnej dawki gazu wydaje się być bardzie humanitarne, niż pozbawienie ich środków do życia i czekania na powolną agonię.
Ponadto gdy pytam, kto z moich znajomych ultra-liberałów, wierzących w rozsądek i umiejętność przewidzenia przyszłości przez poszczególne jednostki, sam odkłada na jesień swojego życia, słyszę, że jedynie połowa ma jakiś plan, a z tego tylko połowa zaczęła go realizować. Zastanawiam się wtedy zawsze, jak mam wierzyć w to, że osoba zarabiająca 1600 zł, po zwolnieniu jej z obowiązku płacenia składek odłoży je na indywidualne konto emerytalne, w momencie gdy osoby zarabiające średnią krajową robią to tylko w 25%? Czy naprawdę chcemy za 30 lat mieć ponad 3/4 „emerytów i rencistów” bez jakichkolwiek środków do życia? To dopiero jest prawdziwa eksterminacja obywateli i bomba z opóźnionym zapłonem.
Nic więc dziwnego, że osoby reprezentujące poglądy między innymi Janusza K. używają głównie drugiego argumentu: lepiej by było jakbym sam/sama odkładał/-a na swoją emeryturę.
Pytam zawsze takiego korwinisty, co zrobić z obecnie pobierającymi świadczenia? Co z dzisiejszymi emerytami i rencistami? W odpowiedzi słychać tylko 'gdybologię'. „Gdyby system nie był źle pomyślany...”, niestety był i póki fizycy nie opracują wehikułu czasu, takie rozważania pozbawione są sensu i nadają się tylko na nocne Polaków rozmowy, bądź mało owocną dyskusję akademicką. System jest niewydolny, ma znamiona nowotworowe, ale nie można go odciąć szybkim ruchem skalpela. Zaproszenie wszystkich dzisiejszych emerytów i rencistów w jedno miejsce i rozpuszczenie tam śmiertelnej dawki gazu wydaje się być bardzie humanitarne, niż pozbawienie ich środków do życia i czekania na powolną agonię.
Ponadto gdy pytam, kto z moich znajomych ultra-liberałów, wierzących w rozsądek i umiejętność przewidzenia przyszłości przez poszczególne jednostki, sam odkłada na jesień swojego życia, słyszę, że jedynie połowa ma jakiś plan, a z tego tylko połowa zaczęła go realizować. Zastanawiam się wtedy zawsze, jak mam wierzyć w to, że osoba zarabiająca 1600 zł, po zwolnieniu jej z obowiązku płacenia składek odłoży je na indywidualne konto emerytalne, w momencie gdy osoby zarabiające średnią krajową robią to tylko w 25%? Czy naprawdę chcemy za 30 lat mieć ponad 3/4 „emerytów i rencistów” bez jakichkolwiek środków do życia? To dopiero jest prawdziwa eksterminacja obywateli i bomba z opóźnionym zapłonem.
OFE – podsumowanie
Patrząc na system w ten sposób, rzeczywiście można dojść do wniosku, że jest on do d*py. W roku 1998 postanowiono więc by w sposób płynny przejść od systemu repartycyjnego do systemu kapitałowego, czyli takiego, w którym płacona składka nie jest od razu przejadana, ale inwestowana i w postaci aktywów (akcji, obligacji, części przedsiębiorstw, nieruchomości) generuje dodatkowe środki na przyszłe świadczenia. W tym celu powołane do życia zostały Otwarte Fundusze Emerytalne.
Po 13 latach, gdy pojawiły się pierwsze wypłaty z OFE, należało dokonać rachunku sumienia i ocenić wpływ tej reformy. Bilans nie wypadł najlepiej.
Okazało się, że mechanizm w którym OFE kupowały obligacje Skarbu Państwa i odsprzedawały po kilku latach z zyskiem, w ryzyku niczym się nie różni od ZUS-owskich obietnic. Gwarantem wypłaty środków z ZUS i gwarantem spłaty obligacji jest ten sam podmiot – Państwo Polskie. Różnica polega tylko na tym, że w drugim wariancie dość duża część środków w postaci prowizji transferowana jest do prywatnych rąk właścicieli OFE. W ten sposób na przestrzeni 13 lat straciliśmy 17 mld zł.
OFE-rta nie do odrzucenia-Infografika
Gdzie są moje pieniądze?
Dziś wiele osób jest mocno oburzonych z rządowej propozycji zmiany ustawy o OFE. Powtarza się zarzut, że politycy sięgają do kieszeni obywateli. To niestety wynik zwykłej propagandy największych beneficjentów systemu, czyli właścicieli OFE. Czy pieniądze zgromadzone na kontach OFE kiedykolwiek były nasze? Czy można mówić że coś jest moje, gdy nie mogę tym dysponować?
Gdzie są moje pieniądze?
Dziś wiele osób jest mocno oburzonych z rządowej propozycji zmiany ustawy o OFE. Powtarza się zarzut, że politycy sięgają do kieszeni obywateli. To niestety wynik zwykłej propagandy największych beneficjentów systemu, czyli właścicieli OFE. Czy pieniądze zgromadzone na kontach OFE kiedykolwiek były nasze? Czy można mówić że coś jest moje, gdy nie mogę tym dysponować?
W trakcie reformy OFE nie wszystko jednak było złe. Powstał jeszcze jeden fundusz - Fundusz Rezerwy Demograficznej, w którym gromadzone środki miały przeciwdziałać demograficznym wpływom na rynku pracy po 2020r.
Rząd SLD-PSL uposażył FRD wpływami z prywatyzacji, dzięki czemu generował on dodatkowe dochody na przyszłe emerytury. Fundusz miał spełnić swoją rolę po 2020 roku, niestety Rząd Donalda Tuska już 4-ro krotnie uszczuplił jego aktywa: w 2010 – 7,5 mld; w 2011 – 4,0 mld; w 2012 – 2,9 mld i w 2013 2,5 mld. Czemu nikt wtedy nie rozdmuchiwał tematu i nie zadawał pytania: „Gdzie są moje pieniądze?”? Bo właściciele OFE nie musieli bronić swoich interesów i nie było takiej nagonki medialnej. Miejmy jednak świadomość, że wtedy, jako przyszli emeryci, traciliśmy znacznie więcej niż teraz.
Rząd SLD-PSL uposażył FRD wpływami z prywatyzacji, dzięki czemu generował on dodatkowe dochody na przyszłe emerytury. Fundusz miał spełnić swoją rolę po 2020 roku, niestety Rząd Donalda Tuska już 4-ro krotnie uszczuplił jego aktywa: w 2010 – 7,5 mld; w 2011 – 4,0 mld; w 2012 – 2,9 mld i w 2013 2,5 mld. Czemu nikt wtedy nie rozdmuchiwał tematu i nie zadawał pytania: „Gdzie są moje pieniądze?”? Bo właściciele OFE nie musieli bronić swoich interesów i nie było takiej nagonki medialnej. Miejmy jednak świadomość, że wtedy, jako przyszli emeryci, traciliśmy znacznie więcej niż teraz.
Potrzeba nowych zmian
W ramach dokonywanej nowelizacji Sojusz Lewicy Demokratycznej postuluje powołanie do życia, na zasadach zbliżonych do FRD, Państwowego Emerytalnego Funduszu Inwestycyjnego, który mógłby inwestować na giełdzie oraz zasilać Bank Gospodarstwa Krajowego, tak by wpłacane do niego pieniądze realnie pracowały na przyszłe emerytury. Środki zgromadzone w ten sposób, analogicznie jak w OFE podlegałyby dziedziczeniu. Dodatkowo obecność państwowego funduszu uniemożliwiałaby zaniżanie przez OFE osiąganych zysków z aktywów pozostawionych im w zarządzaniu.
W ramach dokonywanej nowelizacji Sojusz Lewicy Demokratycznej postuluje powołanie do życia, na zasadach zbliżonych do FRD, Państwowego Emerytalnego Funduszu Inwestycyjnego, który mógłby inwestować na giełdzie oraz zasilać Bank Gospodarstwa Krajowego, tak by wpłacane do niego pieniądze realnie pracowały na przyszłe emerytury. Środki zgromadzone w ten sposób, analogicznie jak w OFE podlegałyby dziedziczeniu. Dodatkowo obecność państwowego funduszu uniemożliwiałaby zaniżanie przez OFE osiąganych zysków z aktywów pozostawionych im w zarządzaniu.
Gdy opozycja popiera Rząd
Donald Tusk chce przeprowadzić zmiany, przeciw którym tak naprawdę najbardziej powinna buntować się sama Platforma. Zmuszony doraźną potrzebą ratowania budżetu, realizując program opozycji, premier niczym Don Corleone przykłada broń do skroni rywala. Składa swojemu klubowi i opozycji propozycję nie do odrzucenia. W moim przekonaniu debata na ten temat na pewno powinna trwać więcej niż trzy dni. Wskazanym jest by zainteresowane strony miały szansę wyartykułować swoje racje w ten sposób, aby pozostali dysponowali wiedzą i przekonaniem co do niesionych zmian. Uważam też, że w przypadku gdy zostaną uwzględnione postulaty SLD, Sojusz powinien ten projekt nowelizacji z czystym laickim sumieniem poprzeć.
Donald Tusk chce przeprowadzić zmiany, przeciw którym tak naprawdę najbardziej powinna buntować się sama Platforma. Zmuszony doraźną potrzebą ratowania budżetu, realizując program opozycji, premier niczym Don Corleone przykłada broń do skroni rywala. Składa swojemu klubowi i opozycji propozycję nie do odrzucenia. W moim przekonaniu debata na ten temat na pewno powinna trwać więcej niż trzy dni. Wskazanym jest by zainteresowane strony miały szansę wyartykułować swoje racje w ten sposób, aby pozostali dysponowali wiedzą i przekonaniem co do niesionych zmian. Uważam też, że w przypadku gdy zostaną uwzględnione postulaty SLD, Sojusz powinien ten projekt nowelizacji z czystym laickim sumieniem poprzeć.
Ps. Jako socjaldemokrata apeluję jednak: Oszczędzajmy na swoją przyszłość także we własnym zakresie!
