własne

Jest poranek 3 września 2012 roku. Od trzech dni trwają naloty dywanowe na Teheran. Lotnictwo izraelskie dość łatwo rozprawiło się z irańskimi MIGami i praktycznie bezkarnie penetruje przestrzeń powietrzną Iranu.

REKLAMA
Jest poranek 3 września 2012 roku. Od trzech dni trwają naloty dywanowe na Teheran. Lotnictwo izraelskie dość łatwo rozprawiło się z irańskimi MIGami i praktycznie bezkarnie penetruje przestrzeń powietrzną Iranu. Lądowe siły inwazyjne w sile pięciu amerykańskich dywizji piechoty morskiej, dwóch brytyjskich wspieranych przez australijską dywizję czołgów i kanadyjską dywizję powietrzno-desantową posuwają się w głąb lądu. Wczoraj sprzymierzeni zdobyli miasto Isfahan.
- Prezydent Barack Obama w orędziu do narodu o godzinie 1.00 czasu polskiego potępił zajęcie przez Federacje Rosyjską Gruzji i wezwał Unię Europejską do przyłączenia się do sankcji gospodarczych w stosunku do agresorów – złowieszczy komunikat nadają wszystkie dzienniki telewizyjne.
- A było tak dobrze - z nostalgią pomyślał premier Donald Tusk. Jeszcze tydzień temu był rozluźnionym, pewnym siebie premierem Polski, która była uosobieniem sukcesu. Co prawda nie zdobyliśmy tytułu mistrza kontynentu po nieznacznej porażce w finale z Niemcami, ale i tak był to największy sukces w historii naszej piłki. Sondaże jak za dobrych lat poszybowały wysoko. Tak dalece, że sam nie mógł uwierzyć jak pokazali w TVN dwa tygodnie temu kibiców Legii gromko śpiewających pieśń „Donald - na dole - twój rząd wspierają kibole”. Do tego te wspaniałe igrzyska w Londynie, z których przywieźliśmy 16 złotych medali. Naprawdę czuł się jeszcze w zeszłym tygodniu jak nigdy dotąd.
- Panie premierze musimy wydać komunikat przed odlotem do Brukseli – stuknął obcasami w progu Paweł Graś. – Niemcy nie odpuszczą. Merkel i Hollande palcem nie kiwną przeciwko Rosjanom. Praktycznie cała reszta popiera Brytyjczyków. Musimy się opowiedzieć. Kaczyński szaleje. Podobno dostał od Amerykanów zapis satelitarny lotu do Smoleńska. W tej sytuacji nie możemy czekać. Każda minuta milczenia to dawanie im możliwości tych ich gierek, że niby sprzyjamy Rosjanom i Niemcom.
Premier wstał za biurka i poprawił krawat.
- Mój stan ducha mógłby dzisiaj zrozumieć tylko Sikorski – rzucił niedbale do swojego wypróbowanego rzecznika.
- Radek jest już w Brukseli. Dzwonił rano i uważa, że trzeba trzymać się Niemców.
Grymas na twarzy premiera przestraszył rzecznika.
- Nie o Radku myślałem – rzucił rozpaczliwie Premier. – Dlaczego historia lubi się powtarzać?
Otworzył drzwi, za którymi czekała blisko setka dziennikarzy.