12 marca minęło 17 lat od momentu, kiedy Polska weszła do NATO. 17 lat temu Polska odmieniana przez wszystkie przypadki, była w zachodnich gazetach przedstawiana  jako stabilny, ważny, oczekiwany członek Sojuszu Północnoatlantyckiego. Tym bardziej należy o tym pamiętać, w czasie, kiedy te zachodnie gazety zastanawiają się głośno czy szczyt NATO odbędzie się w Polsce w 2016 roku. Z pewnością nie w takim kontekście chcemy, aby o Polsce pisano. Nie po to Polska przeszła  25 letnią transformację, 9 lat przygotowań jako kandydat do sojuszu i nie po to nasi żołnierze już jako żołnierze NATO ginęli w Afganistanie.

REKLAMA
Polacy zawsze swoją szansę widzieli w kulturze zachodnioeuropejskiej. Wschodnia Europa ściągała nas zawsze w dół. Księstwo Warszawskie przyniosło nam nowoczesne prawo i nowoczesną administrację. Natomiast szumnie nazywane Królestwem Polskim, którego królem był car dusiło każdy przejaw niezależności.
Doświadczenie osamotnienia w czasie II wojny światowej oraz stała dominacja ZSRR w czasie przed przemianą 1989 roku nie pozostawiały złudzeń a nawet momentami nadziei. Położenie geopolityczne przez wiele lat okupione licznymi stratami nie złamało w nas ducha.
Dlatego też po 1989 roku Sojusz Północnoatlantycki stał się naturalną i najbardziej rozsądną drogą dla naszego kraju – realnym gwarantem bezpieczeństwa. W 1993 roku Prezydent Lech Wałęsa stwierdził, ze członkostwo w NATO jest jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej, a Sekretarz Generalny NATO Manfred Worner potwierdził, że drzwi są otwarte. Musiało minąć jednak 9 lat, w czasie których musieliśmy udowodnić, że Polska jest wiarygodnym i stabilnym partnerem.
Gdyby nie bliskie relacje ówczesnego ministra spraw zagranicznych Bronisława Geremka z ówczesną sekretarz stanu Madeleine Albright moglibyśmy nie obchodzić teraz siedemnastej rocznicy członkostwa w NATO. Mimo różnych wyników wyborów nikt w to dotychczas nie wątpił. Dlatego zdziwienie budzi fakt pouczania USA przez jednego z czołowych polityków PiSu o demokracji. Jest to podobne do niedawnego wystąpienia premiera Grecji pogrążonej w dramatycznym kryzysie, że ich demokracja jest starożytna. Bez komentarza.
Od przejęcia władzy PiS ma inną narrację opowiadającą światu o Polsce, jako członku NATO. MON przeprowadza nocną zmianę w Centrum Eksperckim Kontrwywiadu NATO, minister obrony narodowej mówi o polskich oficerach kierujących tą jednostką „niewiarygodna polska ekipa”. Świat przeciera oczy ze zdumienia, a minister obrony narodowej Słowacji pyta  z kim ze Słowacji polska strona rozmawiała o wyznaczeniu nowego kierownictwa wspólnej jednostki. Do swojej nowej roli w relacjach z NATO PiS przygotowywał się już wcześniej. W 2014 roku Jarosław Kaczyński protestował przeciwko ewentualnemu wpuszczeniu do Polski niemieckich żołnierzy NATO, bo kojarzyli mu się z Wehrmachtem. - By do tego doszło, musi minąć przynajmniej siedem pokoleń - stwierdził. Natomiast w 2015 roku PiS protestował przeciwko ustaleniom ze szczytu NATO w Newport, twierdząc że nasz kraj (któremu de facto przyznano utworzenie NATO-wskiej szpicy) poniósł spektakularną porażkę.
Minęło 17 lat należałoby oczekiwać stabilnej i kluczowej dla Polski współpracy w ramach NATO. Teraz w przeddzień szczytu nasza pozycja jest coraz bardziej niedookreślona. Ale jeśli szczyt odbędzie się zgodnie z planem w Polsce i przyjedzie prezydent Barack Obama to należy pamiętać o jednym  - to Bronisław Komorowski zaprosił szefów państw na szczyt do Warszawy.