Czym dziś zajmują się liberalni studenccy aktywiści w Stanach, poza tym, że załamują ręce nad tym jak duże poparcie ma republikański kandydat na prezydenta Rick Santorum? W tym tygodniu rozmowy na Swarthmore zdominowała dyskusja spożywczo-polityczna.

REKLAMA
Dziś wpis w którym troszkę ułatwiam sobie życie, sporo czerpiąc z innych tekstów, ale w obliczu lawiny prac i egzaminów którymi zasypywani jesteśmy tydzień przed słynnym “spring break,” musicie mi wybaczyć (już niedługo możecie oczekiwać wpisu z mojej podróży do Jackassowego Knoxville, Elvisowego Memphis i DollyPartonowego Nashville)
Może dlatego, że właśnie napisałam pracę o Iranie i Izraelu (a może też i dlatego, że szykuje się wojna?) nieustannie krążę myślami wokół tego regionu, ale pomyślałam też, że mogłabym przytoczyć tu czym zajmują się dziś liberalni studenccy aktywiści w Stanach, poza tym, że załamują ręce patrząc ilu ludzi idzie głosować na Ricka Santorum w republikańskich prawyborach i zastanawiają się co z przyszłością ruchu Occupy.
“Czy to normalne, że studenci wtrącają się w inwestycje szkoły?” Mama zadzwoniła do mnie parę dni temu po przeczytaniu artykułu w Daily Gazette, której jestem redaktor naczelną. Artykuł był o grupie Mountain Justice która prowadzi kampanię o tzw. divestment na Swarthmore. Divestment, czyli dezinwestycja w tym kontekście polega na wyciąganiu funduszy uprzednio zainwestowanych w firmy lub korporacje, które są zaangażowane w etycznie wątpliwe przedsięwzięcia.
Mountain Justice stara się by szkoła przestała inwestować w kompanie energetyczne, których działalność szkodzi środowisku. Ale korporacje takie jak ExxonMobil są tradycyjnymi i oczywistymi wrogami wszelkich studenckich aktywistów. W tym tygodniu dostaliśmy też dwa interesujące listy na temat związany z dezinwestycją, na zgoła innym polu. SPJP, czyli Students for Peace and Justince in Palestine (Studenci na rzecz Pokoju i Sprawiedliwości w Palestynie), chcą by studenci i szkoła rozpoczęli bojkot ... humusu.
“Wierzymy, że bojkot to najbardziej efektywna, pokojowa taktyka by wywierać presję na rządzie Izraela by powstrzymał dyskryminację i wrócił do negocjacji. Wierzymy, jako grupa, że ważne jest by bojkotwać firmy, które wspierają aparat okupacyjny, lub które czerpią zyski z okupacji palestyńskich terytoriów. ”
SPJP wzywa do bojkotu firmy Sabra, sprzedawanej w szkolnych kawiarniach, której częściowym właścicielem jest Strauss Group, jedna z największych firm spożywczych w Izraelu. Sabra wspiera armię izraelska poprzez darowanie paczek żywieniowych dla żołnierzy. Według listu SPJP, jednym z beneficjentów Strauss Group jest Brygada Golani, znana z łamania praw człowieka.
W zeszłym roku podobna dyskusja odbyła się na Princeton, zdobywając medialny rozgłos m.in. w New York Times. Na Princeton zwolennikom Izraela, i humusu, udało się powstrzymać bojkot.
“Wierzymy, że kupowanie humusu Sabra zaprzecza ideom odpowiedzialności społecznej, które szkoła zobowiązała się wspierać.”
W liście SPJP przytacza historie podobnych akcji na Swarthmore - w 1990 roku studentom udało się przekonać radę nadzorczą by przeprowadziła dezinwestycję z firm które wspierały rząd Republiki Południowej Afryki w czasach apartheidu. Parę lat temu z kampusu udało się także “wykopać” na rok Coca Colę (sic!) podczas kampanii “Kick Coke,” z powodu nadużyć związanych z prawami pracowników, a także finansowaniu paramilitarnych grup w Kolumbii.
Dzień po opublikowaniu listu dostaliśmy odpowiedź od innego studenta.
List otwiera paroma kąśliwymi akapitami o tym, że gdybyśmy mieli bojkotować wszystkie firmy które w jakiś sposób wspierają armię izraelską, musielibyśmy przestać używać Google, które płaci podatki rządowi Izraela, a także firmy takie jak Intel, Microsoft, czy IBM. Uznaje bojkot za medialną zagrywkę, dodając, że uprzedzenia wobec Izraela są równie szkodliwe jak jakiekolwiek inne.
“Jeśli na Swarthmore College [na którym nieustannie podkreśla się dialog i współpracę], pro-Izraelscy i pro-Palestyńscy studenci nie mogą lub nie chcą przeprowadzić konstruktywnego dialogu, to mam niewielką nadzieję na postęp w stronę pokojowego rozwiązania którego, jak mi się zdaję, chcemy wszyscy.”
Mimo lawiny egzaminów i prac o których wspominałam na początku, Daily Gazette została także zasypana lawiną komentarzy na temat obu listów. Szkolna stołówka szumiała od dyskusji. A humus Sabra, o smaku czosnkowym, paprykowym lub zwykłym, ciągle stoi w lodówkach kawiarni. Zobaczymy na jak długo.