
Super Wtorek to ważny dzień dla Republikanów. Jestem w Tennessee, stanie, który może okazać się decydujący dla wyniku dzisiejszych prawyborów na republikańskiego kandydata na prezydenta. Ultrakonserwatywny Rick Santorum ma tutaj duże szanse, a moje wczorajsze spotkanie z południową babcią tkającą na wrzecionie tylko to potwierdziło.
REKLAMA
Dziś Super Wtorek.
Cały kraj patrzy na dziesięć stanów, w których odbywają się republikańskie prawybory, czyli tzw. primaries. Mitt Romney, Rick Santorum, Newt Gingrich i Ron Paul walczą o około 18% (491) delegatów na republikańską konwencję narodową, na której wybrany zostanie kandydat na prezydenta z ramienia partii.
Cały kraj patrzy na dziesięć stanów, w których odbywają się republikańskie prawybory, czyli tzw. primaries. Mitt Romney, Rick Santorum, Newt Gingrich i Ron Paul walczą o około 18% (491) delegatów na republikańską konwencję narodową, na której wybrany zostanie kandydat na prezydenta z ramienia partii.
Cztery z dziesięciu stanów są w tzw. Bible Belt, czyli ultrakonserwatywej, religijnej części południowych Stanów.
Jednym z tych czterech stanów jest Tennessee, kraina Elvisa, Dolly Parton i Jacka Danielsa gdzie, pomimo szalejących tornad, spędzam spring break.
W Tennessee może być gorąco w Super Wtorek. Mimo ostatnich zwycięstw Mitta “Mittens” Romney, Rick Santorum ma duże szanse na wygraną. Sondaże pokazują różne wskaźniki poparcia, od ogromnej do niewielkiej przewagi bardzo konserwatywnego Santorum.
Choć Tennessee nie można nazwać głębokim południem, zwycięstwo ultraprawicowego Santoruma nie byłoby zaskoczeniem.
Wczoraj w Chattanooga, mieście na końcu pierwszej linii kolejowej z północy na południe Stanów, uczestniczyłam w zderzeniu dwóch kultur, doświadczając południowej mentalności na własnej skórze.
Zazwyczaj jankesi czyli mieszkańcy północnych stanów ze mną włącznie, wracają z wakacji na południu mile połechtani, a ci bardziej cyniczni nieco zdegustowani, południową gościnnością I uprzejmoścą. Ale ta gościnność ma czasami dwa oblicza.
Weszłam z przyjaciółkami do księgarni, której właścicielką była przemiła starsza kobieta. Gdy my rozglądałyśmy się po półkach, próbując dotrzeć do książek o tematyce innej niż religjnej, trafiając na tytuły typu “Hooded America” (kronika Ku Klux Klanu,) kobieta zaczęła nas zagadywać.
-A gdzie chodzicie do szkoły? - mówiła tkając szalik na staroświeckim wrzecionie (nie żartuje)
-W Filadelfii
-Aaa
-Jesteście tu na spring break?
-Tak, tak
-A ta wasza szkoła jest konserwatywna czy liberalna? (zapala nam się czerwone światło, czujemy jak milusi głos zaczyna być przesiąknięty jadem)
-Ee..eee.. liberalna
-Aaaa, czyli chcecie żeby rząd wszystko za was robił, tak?
-W Filadelfii
-Aaa
-Jesteście tu na spring break?
-Tak, tak
-A ta wasza szkoła jest konserwatywna czy liberalna? (zapala nam się czerwone światło, czujemy jak milusi głos zaczyna być przesiąknięty jadem)
-Ee..eee.. liberalna
-Aaaa, czyli chcecie żeby rząd wszystko za was robił, tak?
Rozmowa dalej się nie kleiła. Z ust słodkiej staruszki dalej sączył się jad. Czułyśmy się coraz bardziej nieswojo, zwłaszcza patrząc na wrzeciono, które teraz zdawało nam się złowrogie. Gdy wychodziłyśmy zapytała czy zaciągnęłyśmy pożyczki studenckie.
-Bo ja, mając 18 pięknych wnucząt w szkole, ciągle o tym myślę.
Gdy już byłyśmy na zewnątrz, wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem, ale poczułyśmy się dziwnie, nieprzyjemnie, obco. Na północy nikt przy pierwszym spotkaniu nie zapytałby nas tak wprost o poglądy polityczne.
Zapytaliby nas czy widziałyśmy ostatni skecz na Saturday Night Live naśmiewający się republikańskiej debaty, lub czy oglądamy Fox News, i po reakcji oceniliby polityczne poglądy. A o pożyczkach studenckich, czy jakichkoliwek innych sprawach finansowych rozmawia się tylko w gronie najbliższych przyjaciół.
Super Wtorek w Tennessee się rozkręca, a my mamy nadzieję, że na południu przestaną jednak w szkołach uczyć, że wojna secesyjna to “War of Northern Agression,” (“Napaść Północy”).
