Z dziką radością przeczytałam dziś w naTemat.pl jedną czwartą tekstu Izabeli Bek pod jakże optymistycznym tytułem “Francuzki nie tyją”. Niestety pozostałe trzy czwarte strąciły mnie w otchłań czarnej rozpaczy. Ale po kolei. Na początek euforia, kiedy widzę zdjęcie autorki z adnotacją, że jest właścicielką mojej ulubionej warszawskiej cukierni La Vanille. Kto tam kiedyś był, a mnie do La Vanille regularnie zaciągają córki wie, że przekroczyć próg tej cukierniczej świątyni, to znaczy znaleźć się w cupcake’owym niebie. Wie też, że oparcie się tutejszym słodkościom jest dowodem najwyższego męstwa i niezłomnej wręcz woli.
Poćwiczyłam, spociłam się solidnie (przepraszam za to wyznanie na blogu bądź, co bądź kulinarnym ), a teraz czas na nagrodę. Na blogu Izy Bek czytam, że, tu cytat “francuzka wybierze “pyszną pajdę najlepszego pieczywa z wysublimowanym, starannie dobranym dodatkiem, który podkreśli, a nie stłamsi, jego smak. Może będzie to kawałek koziego sera z rukolą? A może szynki parmeńskiej? Albo nutka bursztynowego miodu lawendowego”?
Do dzieła, potrzebujemy tylko :
koziego twarożku
suszonej szynki: kumpiak, parmeńska albo inna, ale teraz gdy o tym myślę, to przychodzi mi do głowy pokrojony cieniutko kindziuk, muszę to wypróbować...
miodu
rukoli
fig, albo teraz w sezonie jeszcze lepiej: pysznych, soczystych polskich truskawek
potem już tylko rukola i trochę świeżo mielonego pieprzu,
PS: Jeszcze raz baaaardzo dziękuję za zainteresowanie moją pisaniną i za wszystkie Wasze komentarze! :)

