Tuż po dzisiejszej Panoramie miałam pognać do domu, zrobić dzieciom kolację, zasiąść do komputera i napisać tekst do naTemat, tak jak obiecałam to Tomkowi Machale. Plan się niemal powiódł. Niemal, bo jest już zdrowo po 22, a ja dopiero zaczynam pisać. Z mozołem, bo werwa kulinarno-blogerska gdzieś po drodze się ulotniła.
REKLAMA
Są takie dni, kiedy oderwanie się od pracy, a więc od polityki, która w dużej mierze ją wypełnia, przychodzi mi z najwyższym trudem. Mimo lat spędzonych w “newsach” wciąż ciężko nabrać mi dystansu, który pozwoliłby mi ze spokojem wzruszyć ramionami i powiedzieć sobie: Dom wariatów. Bo dom wariatów to jednak z założenia instytucja zamknięta, a jej mieszkańcy (dopóki któryś z nich nie da nogi i popędzi w siną dal) nie mają najmniejszego wpływu na moje życie. Co innego polityczny dom wariatów, który (dzięki wątpliwym niekiedy urokom demokracji) z założenia otwarty jest dla wszystkich. Każdy może doń wejść, tak jak każdy może zeń wyjść i za pośrednictwem TVP, TVN i Polsatu grasować po kraju w porze największej oglądalności.
I tak w porze największej oglądalności jeden z posłów największej partii opozycyjnej obwieścił Narodowi, że gdyby nie upadł rząd Olszewskiego nie doszłoby do katastrofy smoleńskiej. Tu przechodzimy do sedna sprawy. Otóż kłopot w tym, że wśród Narodu słuchającego w mniejszym lub większym osłupieniu słów posła, były moje dwie nastoletnie córki, które po powrocie niżej podpisanej do domu stanowczo domagały się ode mnie, bym im ten “fakt” objaśniła.
Ręce mi opadły, bo oto zdałam sobie sprawę z tego, że moje dzieci już nieodwołalnie wyrosły z wieku, w którym padają pytania o granice kosmosu i zamiast tego zaczynają domagać się objaśnienia im kosmicznie dziwnej rzeczywistości, która je otacza.
Nie byłam w stanie wytłumaczyć Ani i Julce związku nocnej zmiany ze Smoleńskiem, bo nie mam umysłu tak analitycznego, jak niektórzy posłowie. Przy całym mniej lub bardziej słusznym krytycyzmie wobec tego jak polskie państwo prowadzi śledztwo smoleńskie, na takie dictum, mogłabym moim córkom odpowiedzieć: ”bo to dom wariatów”. Mogłabym, ale Polska (przepraszam za patos) zasługuje na więcej, niż tak głupie uogólnienia, nawet jeśli prominentny poseł opozycji gada nieprzyzwoite w swojej istocie głupoty. No bo jak inaczej nazwać sugestię, że katastrofa prezydenckiego TU to już nie tylko rosyjski, ale polsko-rosyjski zamach? Sondaże sondażami, ale jest jeszcze coś takiego jak przyzwoitość, choćby wobec rodzin ofiar.
Mam świadomość, że kiedy zapytają dlaczego są w Polsce ludzie, którzy twierdzą, że żyjemy w “kondominium”, polski premier jest zdrajcą, a w “zniewolonych” mediach grasują cenzorzy z zakrwawionymi brzytwami w zębach, też nie będę im potrafiła odpowiedzieć.
Dlatego zamiast karkołomnych prób wytłumaczenia, “co poeta miał na myśli”, które nieuchronnie prowadziłyby do wniosku, że z tą Polską coś nie tak, przypomniałam moim córkom, że 23 lata temu stała się tutaj rzecz, jak na one czasy niezwykła. Że Solidarność wywalczyła pierwsze za żelazną kurtyną częściowo wolne wybory. Że tak jak mówiła Joanna Szczepkowska, 4 czerwca skończył się w Polsce komunizm. SKOŃCZYŁ SIĘ KOMUNIZM. Rozumiecie dzieci? Nie ma i nie będzie czołgów na ulicach, nie ma i nie będzie bezpieki, nie ma i nie będzie podsłuchów, prześladowań, czy choćby drobiazg - kartek na mięso.
Minęło prawie ćwierć wieku od tamtego przełomu. Od wyborów, które czy komu się to podoba, czy nie zmieniły Polskę, Europę i świat. Nie żyjemy w raju, pewnie wiele rzeczy chcielibyśmy tu zmienić, pewnie rzeczywistość tu i ówdzie skrzeczy - OK. Ale jesteśmy wolni, suwerenni i choć czasem bywa ciężko - jesteśmy na swoim. Nie dajmy sobie wmówić, że to nie jest “nasz” kraj i nie dajmy sobie zepsuć radości z następnego Święta Wolności. To dopiero za rok.
Tymczasem cieszmy się Wielkim Świętem Sportu. Żaden ze mnie kibic, o futbolu wiem tyle, że jak mawiał Kazimierz Górski, piłka jest okrągła,a bramki są dwie. Wiem jednak, że bez 4 czerwca 1989 nie byłoby ani w Polsce, ani na Ukrainie 8 czerwca 2012.
Do kulinarnego blogowania, nieco zmęczona newsami dnia i rozmową z młodymi, wracam jutro.
