Jedna porażka od wyeliminowania i już pojawiają się spekulacje, że trenerzy Pittsburgh Penguins (Dan Bylsma) i Vancouver Canucks (Alain Vigneault) mogą rozstać się ze stanowiskami.
REKLAMA
Jedna porażka od wyeliminowania i już pojawiają się spekulacje, że trenerzy Pittsburgh Penguins (Dan Bylsma) i Vancouver Canucks (Alain Vigneault) mogą rozstać się ze stanowiskami. Ja jednak jestem zadziwiająco spokojny o ich losy.
Niewątpliwie obaj faworyci i ich trenerzy znaleźli się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Przegrywając 0-3 w serii do czterech zwycięstw, historycznie w NHL ma się tylko ok. 2% szans awansu do następnej rundy. Ten współczynnik jest jeszcze niższy, jeśli weźmiemy pod uwagę, że kluby z Pittsburgha i Vancouver przegrały dwa pierwsze mecze na własnym lodzie. Przed oboma zatem mecz nr 4 na wyjeździe i - być może – przedwczesne zakończenie sezonu.
O problemach obu klubów piszemy na bieżąco na NHL.com.pl w panelach omawiających przebieg obu serii. Wystarczy przypomnieć więc tylko, że Pittsburgh ma zadziwiające problemy ze skutecznością niezawodnego zwykle pierwszego bramkarza Marca-Andre Fleury oraz dziurawą jak ser szwajcarski i grającą mało fizycznie obroną. Vancouver – przeciwnie. Gra ofensywna i gra w przewadze, która nie była żadną przeszkodą w sezonie zasadniczym (4. miejsce w lidze) kuleje niemiłosiernie (bez goli w trzech meczach) – nawet na tle, mocno przecież niedysponowanych strzelecko przez większość sezonu – Kings.
Pojawia się pytanie, w jakim stopniu za taki stan rzeczy odpowiadają pierwsi trenerzy. Albo, idąc jeszcze dalej, w przypadku przedwczesnego pożegnania się z Pucharem Stanleya, czy to właśnie Bylsma i Vigneault zapłacą najwyższą cenę za tegoroczne niepowodzenia. W ocenie zjawisk długoterminowych, a za takie należy uznać, kariery trenerskie aktualnych coachów Pingwinów i Orek, podobnie jak analityk TSN Darren Dreger, kieruję się czymś co anglojęzyczni nazywają „body of work”, czyli oceną całokształtu pracy. A ten, w przypadku obu panów jest – w zakresie ich obecnych zespołów – nader chwalebny.
W przypadku Bylsmy wystarczy tylko wspomnieć o Pucharze Stanleya AD 2009, nagrodzie Jack Adams Trophy dla najlepszego trenera w ub.r., ale również zmianie stylu gry Penguins, odziedziczonego po Michelu Therrienie. Niepokojące tylko może wydawać się, że mimo stopniowego zdobywania z Bylsmą rosnącej liczby punktów w sezonie zasadniczym (odpowiednio 99-101-106-108 pkt), klub od czasu zdobycia Pucharu odpadał z playoff stopniowo coraz częściej (po mistrzostwie - półfinał i ćwierćfinał konferencji). Pewnym usprawiedliwieniem jest to, jak rzadko trener Penguins miał do dyspozycji na lodzie jednocześnie trio kluczowych napastników: Sidney’a Crosby, Jewgenija Małkina i Jordana Staala.
Z kolei Vigneault jest synonimem sukcesów, a ostatnio nawet dominacji, Canucks w lidze. Ten trener roku 2007 (pierwszy sezon z Orkami) i finalista tej nagrody w ostatnich dwóch latach, za wyjątkiem „czkawki” w postaci braku playoff w sezonie 2007/08, do tego roku był z zespołem na fali rosnącej w sezonie zasadniczym i umiarkowanie rosnącej w playoff. Pięć z sześciu sezonów Canucks z Vigneault zakończyli ze zdobyczą co najmniej 100 pkt, za każdym razem wygrywając swoją dywizję, a w ostatnich dwóch latach również President’s Trophy – nagrodę dla klubu, który zdobył najwięcej punktów w lidze. Po trzykrotnym zakończeniu walki o Puchar w drugiej rundzie, w ubiegłym roku zabrakło im zaledwie jednego zwycięstwa w finale do końcowego triumfu.
Trudno nie doceniać całokształtu – całkiem niedawnych zresztą - osiągnięć zarówno Bylsmy, jak i Vigneault. W ich świetle, potencjalna katastrofa w pierwszej rundzie tegorocznych playoff, jakkolwiek będąca plamą w CV, nie powinna doprowadzić do ich zwolnienia. Tym bardziej, że – jeśli Penguins i Canucks rzeczywiście odpadną już na tym etapie, to nie – ultymatywnie - z winy kroków podjętych przez trenerów. Zawodnicy (Fleury, obrona i gra w przewadze Penguins oraz siła ataku bez Daniela Sedina i gra w przewadze Canucks) zawiedli w większym stopniu niż trenerzy. Nie warto w chwili frustracji, winić za to w pierwszej kolejności Bylsmy i Vigneault.
