Kto by przypuszczał, że akurat Detroit Red Wings odpadną z rozgrywek o Puchar Stanleya jako pierwsi i to tylko po pięciu meczach? Oto jak widział serię z Nashville Predators trener Skrzydeł Mike Babcock.

REKLAMA
Kto by przypuszczał, że akurat Detroit Red Wings odpadną z rozgrywek o Puchar Stanleya jako pierwsi i to tylko po pięciu meczach? Oto jak widział serię z Nashville Predators trener Skrzydeł Mike Babcock.
Główna przyczyna porażki, do czego Babcock wracał wielokrotnie we wczorajszej pomeczowej konferencji prasowej, był brak głębi strzeleckiej wśród napastników. Trudno się temu dziwić, jako że zespół ze stanu Michigan w pięciu meczach strzelił zaledwie łącznie dziewięć goli. Babcock docenił grę Henrika Zetterberga i jego formacji, ale zauważył, że mimo częstego zmieniania ustawień ofensywnych wparcie ze skrzydeł w pierwszych dwóch liniach nie było wystarczające.
Z kolei trzecia linia była praktycznie przez całą serię osłabiona brakiem Darrena Helma, na którego energię po powrocie po kontuzji kolana, trener bardzo liczył. Helm owszem zagrał w pierwszym meczu, ale doznał nieszczęśliwego urazu rozcięcia ścięgna ręki ostrzem łyżwy, musiał być natychmiast operowany i już nie wrócił na lód. W trzeciej linii słabo, a i wyżej nieciekawie, bo, zdaniem Babcocka, Shea Weber i Ryan Suter skutecznie ograniczyli nie tylko wpływ strzelecki Pawła Dacjuka, ale również jego umiejętność kreowania gry dla kolegów (tylko trzy punkty).
To wszystko sprawiło, że pięciomeczowa seria, w której cztery spotkania kończyły się jednobramkowym zwycięstwem jednego z zespołów nie była – jak powiedział trener Detroit – wcale wyrównana. Jego zdaniem mecz nr 5, który ostatecznie przeważył szalę na korzyść Nashville, był wręcz najsłabszym w wykonaniu Skrzydeł. Nie mogło jednak być inaczej, kiedy Drapieżcom udawało się rekompensować bramkowo błędy, które prowadziły do utraty przez nich bramek, a Red Wings – nie. Brak skuteczności strzeleckiej był leitmotivem refleksji na temat przyczyn porażki Detroit w pierwszej rundzie.
Mike Babcock słusznie zauważył na zakończenie spotkania z mediami, że w ostatnich trzech sezonach jego zespół odpadał kolejno w drugiej, drugiej i pierwszej rundzie (w tym roku). Jak sam przyznał, to nigdy nie jest objawem tego, że drużyna zmierza w dobrym kierunku. Pewną nadzieję daje fakt, że Red Wings – jak powiedział – będą teraz mieli wyjątkowo dużo czasu, aby przemyśleć jak odwrócić tę negatywną tendencję. Tradycyjnie bowiem nikogo w klubie nie interesuje samo dostanie się do playoff.
Tyle na gorąco Babcock. Ja dodam natomiast od siebie, że oprócz czasu na refleksję na wiosnę, latem menedżer Ken Holland będzie miał najwięcej od czasu lokautu pieniędzy do wydania na pozyskanie nowych graczy. Trzon zespołu nie młodnieje (i jeszcze przez jakiś czas nie będzie wiadomo, co z ewentualnym powrotem na kolejny rok obrońcy Nicklasa Lidstroma), a na skrzydłach nie widać młodych zawodników, którzy mogliby szybko wzmocnić siłę ofensywną. Wspaniałym rozwiązaniem typu „instant scorer” byłby potencjalnie wolny strzelec 1 lipca – Zach Parise, ale to już temat na zupełnie inny komentarz…