Ręce, które leczą. Ręce (i cała reszta) architekta sukcesów klubu, menedżera LA Kings - Deana Lombardi.
Ręce, które leczą. Ręce (i cała reszta) architekta sukcesów klubu, menedżera LA Kings - Deana Lombardi. http://mayorsmanor.com (zdj. M. Zampelli)

Los Angeles Kings są o dwie wygrane od wzniesienia Pucharu Stanleya. To dobry moment, żeby zadać sobie trzy pytania o to, jak to się dzieje i... czy New Jersey Devils mogą jeszcze jakoś odmienić losy finału.

REKLAMA
Co New Jersey Devils udało się zrobić inaczej w meczu nr 2, co przyniosło pozytywny dla nich skutek?
Najbardziej zauważalna była intensywność w grze, szczególnie w pierwszych 10-12 min. nieparzystych tercji. Po meczu nr 1 narzekaliśmy na to, że prowadzony był on w dość sennej jak na finał atmosferze, że od gospodarzy wymagalibyśmy więcej wiary, zaangażowania, mocnego wejścia w serię, pressingu na Kings. I to w dużej mierze Devils byli w stanie poprawić – na razie jednak na krótką metę, bo druga tercja w ich wykonaniu nadal sprawiała, że powieki same się zamykały. Drugą pozytywną zmianą była większa odwaga i determinacja odnośnie liczby oddawanych strzałów – sporo z nich było jednak niecelnych lub kierowanych na bramkę Jonathana Quicka bez skutecznej zasłony światła bramki. Chlubnym wyjątkiem był gol Ryana Cartera (ale zobaczcie, jak wysoko postawiona została ta „zasłona”).
Co dało się zauważyć w grze Los Angeles Kings, co zadecydowało o ich sukcesie w meczu nr 2?
Zwróciłbym uwagę na dwa aspekty: cierpliwość i wyprowadzanie krążka z własnej tercji obronnej. Na cierpliwości w meczach wyjazdowych Królowie zbudowali swoje tegoroczne emploi – reputację zespołu, który nie przegrywa w obcych halach. Za wyjątkiem dwóch kar (dla Matta Greene’a i Willie Mitchella) za uderzanie kijem (w których Devils nie byli w stanie zagrozić gościom) zaraz na początku meczu, nie było w grze zespołu z Los Angeles nerwowości wynikającej z nieopanowania sytuacji na lodzie. Z pomocą niewątpliwie przyszło im bezbłędne momentami wyprowadzanie krążka z defensywy przez Drew Doughty (profesorski gol po przejechaniu ¾ długości lodowiska) oraz Wiaczesława Wojnowa. Diabły nie były w stanie regularnie odbierać im krążka ani powstrzymywać wyjścia z tercji przez cały wczorajszy wieczór.

Goal Drew Doughty
Czego się możemy spodziewać w meczu nr 3 (noc z poniedziałku na wtorek, w Los Angeles)?
Gdybym był trenerem Kings, Darrylem Sutterem, nie zmieniałbym niczego w grze swojego zespołu. Gra z mentalnej kontry daje wyniki, nawet jeśli – dłuższymi momentami w tym finale – przynosi kibicom mniej satysfakcji niż chcieliby mieć. Na miejscu natomiast Pete’a DeBoera (coach Devils) postawiłbym na… twardą defensywę, nawet za cenę.. podejrzenia o powrót do słynnej pułapki w strefie środkowej lodowiska (trap). Wszyscy spodziewają się, że New Jersey, po dwóch porażkach, musi się wreszcie otworzyć i zaatakować, dlatego właśnie, gdyby to ode mnie zależało, zagrałbym va banque i… szukał innego wyjścia.