Puchar Stanleya - zdaniem wielu, najsłynniejsze i najtrudniejsze do zdobycia trofeum we współczesnym sporcie.
Puchar Stanleya - zdaniem wielu, najsłynniejsze i najtrudniejsze do zdobycia trofeum we współczesnym sporcie. cbc.ca

Dzisiaj w nocy mecz nr 4 finału Pucharu Stanleya. Gospodarze, Los Angeles Kings, po trzech meczach prowadzą 3-0 w serii i tylko jedna wygrana dzieli ich od ostatecznego triumfu nad New Jersey Devils. Czyżbyśmy mieli przed sobą zatem ostatni mecz sezonu, po którym kibicom NHL przyjdzie zapoznać się na nowo z innymi zajęciami w życiu do początku października (wtedy, o ile - o czym później - liga wznowi rozgrywki)?

REKLAMA
Zwycięstwo Królów dziś w nocy dałoby im również rzadką okazję do świętowania wygrania pucharu we własnej hali. A to akurat w NHL było raczej wyjątkiem niż regułą od ładnych kilku lat. Jestem pewien, że gospodarze woleliby nie jechać już do New Jersey, tylko już dzisiaj w nocy dać swoim kibicom w Kalifornii to, na co czekają od... cóż, początku klubu.
Jakkolwiek i kiedykolwiek zakończy się jednak sam finał, nad ligą ciążą czarne chmury zbliżających się rozmów właścicieli ze związkiem zawodowym zawodników. Kończy się bowiem umowa regulująca ich współpracę (i co ważniejsze: podział zysków) i jeśli nie udałoby się wynegocjować nowych (starych?) warunków, możemy mieć do czynienia (jak w 2005 r.) z tzw. lokautem. W skrócie - sytuacją, w której brak umowy skutkuje odwołaniem sezonu NHL.
Też mi się robi zimno, jak o tym pomyślę.
Zatem, jeśli jest jeden taki mecz, na który warto byłoby wstać w nocy (albo się nie kłaść), to postuluję, aby uznać, że ten mecz jest właśnie dzisiaj o 2:00 naszego czasu. I nawet gdyby Devils wygrali, teraz już, do końca serii, każdy mecz będzie miał tak dużą wartość.
Po prostu dlatego, że po nim może nastąpić w rozgrywkach tzw. "długo długo nic".
Oby nie. Ale jednak wstanę i obejrzę :). A Ty?