W cieniu dywagacji o tym, jakich zmian kadrowych można się spodziewać w najbliższych dniach, w Konferencji Wschodniej odbywa się jeszcze inny – dość nietypowy – wyścig. Każdy chce być na szóstym miejscu w końcowej tabeli.
REKLAMA
W cieniu dywagacji o tym, jakich zmian kadrowych można się spodziewać w najbliższych dniach, w Konferencji Wschodniej odbywa się jeszcze inny – dość nietypowy – wyścig.
Każdy chce być na szóstym miejscu w końcowej tabeli.
Co takiego wiąże się z tą akurat pozycją przed playoff? Otóż zespół z szóstego miejsca zagra w pierwszej rundzie z drużyną z miejsca trzeciego, a wszystko wskazuje na to, że będzie to najsłabszy z rozstawionych klubów. Przepisy NHL gwarantują bowiem zwycięzcom dywizji rozstawienie na miejscach 1-3… bez względu na liczbę zdobytych punktów.
O ile do siły sportowej i miejsca w tabeli prowadzących w dywizji Atlantic (New York Rangers) i Northeast (Boston Bruins) nie ma zastrzeżeń, to już kwestia prymatu w dywizji Southeast jest zupełne otwarta.
Otwarta i intrygująca, bo wiele wskazuje na to, że wchodzący z trzeciego miejsca zwycięzca Southeast (lub jak śmieją się niektórzy SouthLeast) może być jedynym klubem z tej dywizji, który awansuje do playoff. Według stanu na 21 lutego br. o palmę pierwszeństwa rywalizują w największym stopniu (choć jest to raczej wyścig żółwi) Florida Panthers, Winnipeg Jets i Washington Capitals.
Te trzy drużyny dzielą raptem dwa punkty, ale co najciekawsze na dzisiaj tylko Panthers (jako liderzy dywizji) łapią się do pierwszej ósemki w konferencji. Największą szansą na awans do playoff z tej dywizji jest zatem… wygranie jej. Do tego jednak, jak wspomniałem, od dłuższego czasu nikt się specjalnie nie kwapi.
Drugi wyścig, prowadzony w nieco bardziej dynamicznym tempie, to walka o szóste miejsce w tabeli. Tutaj grupa pościgowa jest szersza i składa się z czterech zespołów (New Jersey Devils, Philadelphia Flyers, Pittsburgh Penguins i Ottawa Senators). Dwa punkty to różnica między miejscem 4 (NJD) a 7 (OTT). Najmniejsze szanse na zajęcie „lukratywnego” szóstego miejsca mają Senatorowie, którzy rozegrali o dwa lub trzy mecze więcej niż pozostała trójka i pewnie będą musieli zadowolić się którymś z miejsc 7-8.
Dlaczego miejsce nr 6 na Wschodzie cieszy się takim zainteresowaniem? Zespół na tej pozycji zagra w pierwszej rundzie na wyjeździe z klubem, który właśnie stoczył walkę o życie, przypominającą emocjonalny rollercoaster, trwający zapewne do ostatnich meczów sezonu.
„Szóstka” w tym czasie będzie już prawdopodobnie pewna awansu i może spokojnie przygotowywać się do pierwszej rundy playoff. A będąc takimi Penguins, czy nie wolelibyśmy zagrać przykładowo na wyjeździe z Panthers niż – nawet u siebie – z lokalnym rywalem, na przykład Flyers? No właśnie – każdy by chciał.
W takiej serii można sobie wyobrazić podział zwycięstw po pierwszych dwóch meczach w Sunrise na Florydzie, gdzie szczególnie pierwszy mecz – po dziesięcioletniej nieobecności w playoff – będzie dla gospodarzy trudny psychicznie. A od 1-1 w serii na wyjeździe już dwa kroki do prowadzenia 3-1 po dwóch kolejnych meczach na własnym lodzie…
Nie ma pewników, ale można podejrzewać, że łatwiej będzie pokonać w pierwszej rundzie Panthers czy wyjątkowo bezzębnych w tym sezonie Capitals niż dywizyjnych i dobrze znanych z wiosennej mobilizacji Flyers czy Devils. Ot i cała tajemnica wyścigu po szóste miejsce na Wschodzie. To chyba jedyna w NHL nagroda za to, by nie piąć się zbyt wysoko w tabeli konferencji.
