Każda zmiana pracodawcy przez Wojtka Wolskiego wywołuje medialne spekulacje o „jego ostatniej szansie”. Zdajemy się nie zauważać, że najmniej swoimi zmiennymi losami przejmuje się… sam Wolski.
REKLAMA
Każda zmiana pracodawcy przez Wojtka Wolskiego wywołuje medialne spekulacje o „jego ostatniej szansie”. Zdajemy się nie zauważać, że najmniej swoimi zmiennymi losami przejmuje się… sam Wolski.
Urodzony w Zabrzu kanadyjski hokeista jest graczem utalentowanym, ale pozbawionym niezbędnego w NHL „zęba”: kombinacji twardości, odporności na stres i presję fizyczną oraz długotrwałej chęci do uporczywej pracy podczas treningów i meczów. Potrafi owszem błysnąć w pojedynczym spotkaniu, zachwycić nietypowym zagraniem technicznym czy efektownie (i efektywnie) wykonywać rzuty karne, ale nie jest w stanie utrzymać formy i zaangażowania na stałym, równym poziomie.
A bez tego skazany jest na życie na walizkach w NHL. Tak jak dzisiaj.
W sobotę wieczorem czasu polskiego 26-latek został oddany przez New York Rangers do Florida Panthers w zamian za trzecią rundę przyszłorocznego draftu i młodego obrońcę z poziomu ligowego zaplecza (Michael Vernace). To już trzecia przeprowadzka bohatera tego komentarza – jak pamiętamy przed Panthers i Rangers, reprezentował on również barwy Phoenix Coyotes i Colorado Avalanche (przez których został wybrany w drafcie z nr 21 w 2004r.).
Zgodzę się z Kevinem Allenem z USA Today, który twierdzi, że poprzedni trenerzy zawsze oczekiwali od Wolskiego więcej niż był w stanie zaoferować. Podobnego zdania byli również menedżerowie klubów, którzy albo wykładali na stół relatywnie duże pieniądze za jego usługi, albo przejmowali jego kontrakt w wymianach.
W tym sezonie Wolski zarabia 3,8 mln USD i nawet jego największym zwolennikom trudno jest uznać, że to zarobki odpowiednie do dziewięciu meczów i uzyskanych trzech punktów. Kontuzje oczywiście nie wybierają (jak w tym sezonie), ale też potencjał Wolskiego zawsze uznawany był za wyższy niż jego dorobek punktowy w danym sezonie.
Wideo: bramka z rzutu karnego w barwach Rangers - jeden ze znaków firmowych Wojtka Wolskiego.
A propos potencjału – jak mawiał mój trener w klasie sportowej w podstawówce – „potencjał to jest to, chłopcze, czym jeszcze *nie* jesteś”.
Niewykluczone, że Wolski nie zrealizuje w pełni swojego potencjału sportowego już nigdy. Przejście do Panthers, czyli klubu, w którym w tym sezonie zmartwychwstało kilka hokejowych karier, nie powinno dawać wielkich nadziei na przełom w rozwoju tego gracza.
Nie dlatego, że nie dostanie okazji do gry w dwóch pierwszych liniach, ani czasu gry w przewadze. Nie dlatego, że nie trafi jednego czy dwóch decydujących o zwycięstwie karnych. Nie dlatego również, że Wolski nie walczy o kolejny kontrakt (będzie tzw. chronionym wolnym graczem po sezonie).
Nadzieja na sportowy przełom pojawi się tylko w jednym przypadku – kiedy sam Wojtek zechce ciężko pracować i gryźć lód w każdym meczu. Bo potencjał to, coś czym jeszcze nie jesteśmy. Ale też to wszystko, czym możemy zostać, jeśli tylko sami chcemy tego najbardziej. Jest jeszcze czas, aby to zrozumieć.
