Jego boss dał mu sznurowadło, wykałaczkę, dwie cząsteczki helu, jałówkę lamy oraz dużą ilość żwiru. Kazał zrobić konsolę na PSP. Welcome to his world. The world of Ron Wilson.
REKLAMA
Jego boss dał mu sznurowadło, wykałaczkę, dwie cząsteczki helu, jałówkę lamy oraz dużą ilość żwiru. Kazał zrobić konsolę na PSP. Welcome to his world. The world of Ron Wilson.
Nigdy nie przepadałem za byłym od niedawna trenerem Toronto Maple Leafs. Zdaję sobie sprawę, że w kontakcie z mediami potrafi być ostry, oschły i trudny w obyciu. Nie dalej jak w połowie grudnia ub.r. postulowałem, żeby nie dawać mu pochopnie przedłużenia kontraktu. Kontraktu, który w ubiegły piątek szef Wilsona, Brian Burke rozwiązał.
Nius i komentarz telewizji Sportsnet
Trudno mi jednak zgodzić się z w dużej mierze jednostronną oceną mediów w Kanadzie, uważających, że to właśnie Wilson winny jest tego, że Liściom wejście do playoff przechodzi koło nosa.
Na pełną analizę ostatnich czterech lat gry klubu pod rządami duetu Burke-Wilson przyjdzie jeszcze pewnie czas. Dzisiaj weźmy pod lupę obecny sezon. Sezon, który zdaniem Burke’a, miał być zwieńczony upragnionym (bo nie widzianym od czasów przedlokautowych) awansem do rozgrywek posezonowych. W końcu to sam menedżer Toronto, obejmując stanowisko cztery lata temu, anonsował, że nie ma zamiaru proponować kibicom pięcioletniego programu przebudowy.
Dzisiaj ten cytat straszy niczym listopadowe wąsy Mike’a Browna.
Oto kilka problemów, z którymi musiał zmagać się trener McGyv… przepraszam – Wilson. Brak pewnego pierwszego bramkarza. Brak efektywnego centra pierwszego ataku. Zaginięcie w akcji strzelca 30 goli w poprzednim sezonie – Nikołaja Kulemina. Tylko jeden obrońca z więcej niż czterema golami na koncie.
Wystarczy?
Zadnej z tych kadrowych słabości Brianowi Burke nie udało się rozwiązać przed ostatecznym terminem wymian, wcześniej w czasie sezonu, ani w lecie ubiegłego roku.
James Reimer i Jonas Gustavsson stanowią – z tym, że razem – jednego pewnego bramkarza. Aż szkoda, że nie mogą jednocześnie występować w bramce. Do ubiegłego poniedziałku istniała transferowa możliwość wzmocnienia klubu choćby Joshem Hardingiem z Minnesota Wild. Burke się nie zdecydował.
Tim Connolly już – jeśli w ogóle – nie jest materiałem na centra pierwszego ataku. Michaił Grabowski to idealny center drugiej linii, bez specjalnego apetytu na więcej. Zespół, w którym Tyler Bozak będzie docelowym rozwiązaniem na pozycji 1C będzie natomiast w jeszcze gorszej sytuacji niż obecni Leafs.
Kulemin przez większość sezonu był strzelecko niereformowalny i kompletnie niewidoczny. Pod koniec lutego była okazja pozyskania na jego miejsce skrzydłowego, któremu kończyłby się kontrakt. Ceny graczy z tej pozycji były niższe niż w przypadku obrońców. Burke też się nie zdecydował.
Najwyraźniej czekał, że spod rąk jego ówczesnego trenera wyjdzie jednak upragniona konsola PSP. Kiedy ten dziwny twór przestał przypominać już cokolwiek (jedno zwycięstwo w dziesięciu ostatnich meczach pod wodzą Wilsona), Burke się wreszcie zdecydował. Zmienił operatorów (Randy Carlyle zastąpił Wilsona), a nowy przyniósł ze sobą swoją instrukcję składania konsoli.
Nie zmienia to jednak faktu, że na dzisiaj Maple Leafs to nadal sznurowadło, wykałaczka, dwie cząsteczki helu, jałówka lamy oraz duża ilość żwiru. Ani Wilson, ani nikt inny nie złożyłby z tego konsoli.
