Dzisiaj w nocy Steven Stamkos, center pierwszego ataku Tampa Bay Lightning, strzelając dwa gole, jako pierwszy gracz w NHL w tym sezonie, osiągnął granicę 50 trafień. Mało tego - jego przewaga nad drugim w tabeli strzelców goli, Jewgienijem Małkinem z Pittsburgh Penguins, wynosi - bagatela - 12 bramek!

REKLAMA
Dzisiaj w nocy Steven Stamkos, center pierwszego ataku Tampa Bay Lightning, strzelając dwa gole, jako pierwszy gracz w NHL w tym sezonie, osiągnął granicę 50 trafień. Mało tego - jego przewaga nad drugim w tabeli strzelców goli, Jewgienijem Małkinem z Pittsburgh Penguins, wynosi - bagatela - 12 bramek!

Bramki nr 49. i 50. lidera
To już drugi sezon 22-letniego napastnika, w którym strzela przynajmniej 50 goli (poprzednio, dwa lata temu, zanotował 51 bramek). Tym samym stał się siódmym hokeistą NHL, który przekroczył tę granicę dwukrotnie przed ukończeniem dwudziestego trzeciego roku życia. Pozostałe nazwiska na tej liście robią niemałe wrażenie: są tam Wayne Gretzky (pięć takich sezonów!) oraz Mike Bossy, Mario Lemieux, Joe Nieuwendyk, Paweł Bure i Aleksander Owieczkin (każdy dwukrotnie).
Grający z nr 91 "Stammer" wydaje się być strzelcem kompletnym. Szybkość, zwinność, tzw. "odejście" od rywala na kilku metrach, strzał z nadgarstka, orientacja na lodzie - na temat każdego z tych elementów można załączyć osobny film z youtube. Na mnie szczególne wrażenie robi jego umiejętność gry na ograniczonym polu, w tłoku, kiedy jest naciskany przez obrońcę przeciwnika, a kąt strzału wydaje się być niedogodny.
Czy Stamkosowi brakuje zatem czegoś, aby być hokeistą kompletnym? I tak i nie. Nie - biorąc pod uwagę wiek i potencjał dalszego rozwoju. Tak - jeśli porównać go chyba z jedynym centrem, który porównanie ze Stevenem wytrzymuje: Sidney'em Crosby. Napastnikowi z Florydy (oprócz Pucharu Stanley'a, naturalnie) brakuje już chyba tylko umiejętności wznoszenia swoich kolegów z zespołu na absolutne wyżyny gry sportowej. Bo tutaj nadal przejawia się wyższość kapitana Pingwinów.
Stamkos już jest doskonałym egzekutorem - nie wiem, czy w tym zakresie można jeszcze coś poprawić. Jego dalszy rozwój powinien zatem pójść w kierunku wpływu na sportowe umiejętności partnerów z Lightning. To ta nieuchwytna często cecha charakteru, która sprawia, że gracz doskonały staje się niezastąpiony. Od centrów genialnych wymaga się bowiem w równym stopniu własnej skuteczności, co wyjątkowo umiejętnego kreowania sytuacji strzeleckich dla skrzydłowych.
Aż strach się bać, co będzie, kiedy era Martina St.Louis i Vincenta Lecavalier się skończy, a nr 91 przejmie pełne dowodzenie na lodzie w barwach klubu z Florydy. Ich uczeń już - z młodzieńczym uśmiechem na ustach - przegonił mistrzów.