O autorze
Jestem kibicem NHL od czasu, gdy moją kapslową drużynę hokejową prowadzili Kirk Muller i Kevin Dineen (wypłowiałą już "koszulkę" tego drugiego pewnie nadal znalazłbym w szufladzie biurka). Dzisiaj współtworzę najlepszy polski serwis na temat północnoamerykańskiego hokeja: NHL.com.pl. I mimo upływu lat, nadal uważam, że najlepszym strzałem z nadgarstka w ciągu ostatnich dwudziestu lat dysponował Aleksander Mogilny, a nie Joe Sakic ;).

Postaram się udowodnić, że zawodowy hokej już od ładnych kilku lat nie opiera się na przepychance osiłków i okładaniu się po twarzach. To fascynująca, szybka i męska gra, której śledzeniu warto poświęcić więcej czasu. To czego nie zdążę skomentować na bieżąco tutaj, znajdziecie codziennie na moim koncie na Twitterze (twitter.com/marcinhartman)".

Reguła Botchforda-Hartmana, czyli wiemy kto wygra Puchar Stanley'a w tym roku!

Znamy już szesnastkę zespołów, które zakwalifikowały się do rozgrywek o Puchar Stanley’a, a zatem już dzisiaj możemy z prawie 100% prawdopodobieństwem powiedzieć Wam, kto wygra to trofeum!



Znamy już szesnastkę zespołów, które zakwalifikowały się do rozgrywek o Puchar Stanley’a, a zatem już dzisiaj możemy z prawie 100% prawdopodobieństwem powiedzieć Wam, kto wygra to trofeum!

Zamiast wróżyć z fusów, sensowniej będzie przyjrzeć się – ponownie - zasadzie, która sprawdza się w 100% od zakończenia lokautu. Ponownie, bo mistrza NHL przewidzieliśmy już w ubiegłym roku.

Działanie tej reguły wydają się zauważać i respektować trenerzy dużej części zespołów, które zakwalifikowały się do rozgrywek playoff. Chodzi o zasadę, którą upowszechnił kilka miesięcy temu dziennikarz Vancouver Province, Jason Botchford – w pierwszej kolejności w odniesieniu do zespołu, o którym pisze na co dzień. Zgodnie z jego obserwacjami i obliczeniami, od lokautu żaden bramkarz zdobywcy Pucharu Stanley’a nie rozegrał w sezonie zasadniczym więcej niż 62 mecze (wszystkie, nie tylko tych, które rozpoczął). I w niczym nie przeszkadza nam, że duża część zespołów ma jeszcze do rozegrania jeden mecz w sezonie zasadniczym.


Co ciekawsze, i jest to już moja własna konstatacja, w czterech z pięciu par golkiperów z mistrzowskim pierścieniem (za wyjątkiem duetu Pittsburgh Penguins trzy lata temu) był co najmniej jeden Europejczyk. Kierując się zatem łączoną regułą Botchforda-Hartmana, spróbujmy określić, które z szesnastu zespołów, które zakwalifikowały się do playoff, mają największe szanse na wygranie Pucharu Stanley’a w tym roku. W pierwszej kolejności eliminujemy zespoły, których podstawowi bramkarze rozegrali ponad 62 mecze i/lub nie mają w swoich szeregach ani jednego golkipera z europejskim paszportem (poniżej kategoria „bez E”).


Mimo akcji marketingowej, zwracającej uwagę na konieczność posiadania wypoczętej „jedynki” w playoff, w przedbiegach odpada aż dziesięć z szesnastu zespołów: Pittsburgh Penguins (Fleury 66, bez E), Florida Panthers (Theodore 53, bez E), Ottawa Senators (Anderson 62, bez E), Vancouver Canucks (Luongo 54, bez E), Nashville Predators (Rinne 72), Phoenix Coyotes (Smith 66, bez E), Detroit Red Wings (Howard 56, bez E), Los Angeles Kings (Quick 68, bez E), Chicago Blackhawks (Crawford 56, bez E) oraz San Jose Sharks (Niemi 67).


Dwa warunki konieczne spełnia natomiast sześć klubów – co ciekawe, pięć z nich gra na co dzień w Konferencji Wschodniej. Są to: aktualni mistrzowie NHL Boston Bruins (Thomas 58), New York Rangers (Lundqvist 61), Philadelphia Flyers (Bryzgałow 59), New Jersey Devils (Brodeur 58), Washington Capitals (Vokoun 48) oraz rodzynek z Zachodu St. Louis Blues (Halak 45).

Z historii wiemy, że po lokaucie żaden klub nie wygrał Pucharu Stanley’a dwukrotnie (oczywiście może się to w tym roku zmienić, ale póki co eliminuje to Bruins). Z kolei menedżerowie Capitals i Flyers przekombinowali - starali się zwiększyć swoje szanse przez grę europejskimi duetami (Bryzgałow/Bobrowski we Flyers i Vokoun/Neuvirth w Capitals). Wydaje mi się to podejrzane, a historia ma to do siebie, że lubi harmonizować – Filadelfia i Waszyngton, za zaginanie czasoprzestrzeni, karnie nie wygrają tegorocznego „Stana” :).

Na placu boju pozostają zatem – podobnie jak w ubiegłym roku - trzy zespoły: Rangers, Devils i Blues. Jeżeli jesteś, czytelniku, kibicem któregoś z nich, możesz już mrozić szampana. Z tej trójki pochodzić będzie nowy mistrz NHL! Reguła Botchforda-Hartmana jeszcze nie zawiodła. Czemu miałoby się to zmienić akurat w tym roku?

PS: A kto jest Waszym faworytem do ostatecznego triumfu?