Zakończył się bardzo interesujący sezon zasadniczy w National Hockey League. 16 najlepszych zespołów za dwa dni zacznie walkę o najtrudniejsze do zdobycia trofeum zespołowe na świecie – Puchar Stanleya. Z siedmiu zespołów kanadyjskich, tylko Montreal Canadiens od połowy kwietnia będą nadal w grze.

REKLAMA
To zespół niepozbawiony problemów i znaków zapytania (choćby przyszłość zdrowotna i kontraktowa obrońcy Andrieja Markowa czy chęć pozostania w Quebecu snajpera Thomasa Vanka), ale na dzisiaj zdecydowanie najlepiej poukładany i najstabilniejszy.
Wszystkie pozostałe zespoły z kraju Klonowego Liścia w tych rozgrywkach zrobiły zdecydowany i wielce niespodziewany krok do tyłu (Vancouver Canucks, Edmonton Oilers, Toronto Maple Leafs, Ottawa Senators) albo nie zrobiły wielkiego kroku do przodu (Winnipeg Jets, Calgary Flames). Sytuacja w Manitobie, z nowym trenerem Paulem Maurice, daje przynajmniej przebłyski nadziei – szczególnie jeśli w lecie uda się ściągnąć do klubu 2-3 graczy, którzy będą w stanie pomóc „na już”. Płomienie dopiero zaczęły przebudowę składu, a już udało im się zakończyć sezon z dziesięcioma punktami więcej niż nominalnie mocniejsi i dłużej „przebudowywani” Oilers.
Ci ostatni mieli kłopoty ze zrozumieniem się zawodników z trenerem, jakością defensywy i braku regularnego wsparcia w postaci „secondary scoring”. Canucks zmagali się sami z sobą i nowym stylem gry narzuconym przez trenera Johna Tortorellę, zmienną obsadą bramki i niepokojami na linii zarząd-właściciele klubu. Senators zawodzili na własnym lodzie, ich duet bramkarski nie przekonywał, a młodzi obrońcy nie rozwijali się tak optymistycznie jak to się wydawało w zeszłym roku. Z kolei Maple Leafs dawali się zdominować ofensywnie w praktycznie każdym meczu, ich defensywa wołała o pomstę do nieba, a w zespole nie pojawił się przywódca takiego kalibru, by wziąć cały zespół „za twarz”.
Cała nadzieja Kanady jest zatem w tych playoff związana z niebiesko-biało-czerwonymi z Montrealu. To dobrze poukładany przez menedżera Marca Bergevin zespół, z bardzo mocnym w tym roku złotym medalistą z Soczi Carey Price’m w bramce i solidną obroną z gwiazdami w postaci Markowa i PK Subbana oraz odpowiedzialnymi Joshem Gorgesem i Mike’m Weaverem w obronie. Vanek świetnie wprowadził się do pierwszego ataku z rewelacyjnie skutecznym Maxem Paciorettym i nowonarodzonym (po kiepskim starcie jesienią) Davidem Desharnais. Swój akces do nagrody Selke Trophy zgłasza wszechstronny center drugiego ataku – Tomas Plekanec. Jeśli tylko Brendan Gallagher nadal będzie kąsał punktowo, Daniel Briere przebudzi się wiosną (jak to często czyni) a Alex Galchenyuk wróci do zdrowia, Canadiens mogą być rewelacją Konferencji Wschodniej.
Ich umiarkowany sukces w playoff (czy finał konferencji jest w zasięgu Tutejszych?) osłodzi trochę tragiczny sezon w wykonaniu zespołów kanadyjskich. Potrzeba do tego jednak wsparcia tysięcy gardeł. Jeśli zatem Twoi ulubieńcy nie zagrają w tym roku o Puchar, poćwicz już teraz (link poniżej) – allez, allez, allez, allez Montreal!