W ciągu ostatniej dekady europejski PKB urósł nieznacznie, a gospodarki wielu krajów wpadły w spiralę długów. Z rynku zniknęły miliony firm i miejsc pracy. Bezrobocie wśród młodych wzrosło do niespotykanych dotąd rozmiarów. Politycy tymczasem ciągle nie potrafią uzgodnić wspólnej strategii wychodzenia z kryzysu, wdają się w przepychanki o narodowe interesy, wspólne stanowiska uzgadniają z dużym trudem i nie mniejszym opóźnieniem.
Od Euro przejdźmy do Euro
REKLAMA
A przecież czas biegnie nieubłaganie. Nie można już dłużej zwlekać ani z ratowaniem euro, ani z reformami finansów publicznych. Żeby ożywić europejską gospodarkę trzeba wreszcie doprowadzić do końca projekt jednolitego rynku, zwiększyć wymianę handlową z krajami spoza UE i mocniej wspierać inwestycje prywatne.
W ubiegłym tygodniu, podczas spotkania w Brukseli z Hermanem van Rompuy i Jose Manuelem Barroso, wspólnie z Jurgenem Thumannem w imieniu BUSINESSEUROPE, przedstawiliśmy szefom Unii plan wyjścia z kryzysu przygotowany przez europejskich przedsiębiorców. Zainteresowanie, z jakim go przyjęli sprawia, że po raz pierwszy mam poczucie, że przechodzimy od zapewnień i magicznych zaklęć do konkretnych działań. Wszyscy w końcu zrozumieliśmy, że ratunkiem dla Europy może być tylko ucieczka do przodu – dokończenie budowy unii ekonomicznej, fiskalnej i politycznej. I jak najszybciej trzeba w końcu wyznaczyć realistyczną, ale niezbyt odległą agendę. W przeciwnym wypadku projekt europejski czeka dezintegracja.
Chciałabym wierzyć, że Polska nie będzie zachowywać się biernie, że nasi politycy włączą się w końcu w główny nurt europejskiej debaty o sposobach wyjścia z kryzysu i przyszłości Europy. Postawa wyczekiwania, jaką zajęli np. z decyzjami w sprawie przystąpienia do strefy euro, osłabia naszą pozycję. Nikt przytomny nie ma co do tego wątpliwości. I dlatego, mam nadzieję, że od dziś euforię Euro, która niemal całkowicie pochłonęła na miesiąc naszych polityków zastąpi rzeczowa i twórcza debata o euro.
