Córka z dziećmi wyjechała do Stanów, więc mnie w te wakacje wypadło doglądanie psów, kotów i budowy domu. W sumie całkiem sporo pracy fizycznej, tyle że bez stresu i pośpiechu. Na dodatek w towarzystwie przyjaciół. Wakacje to taki czas, kiedy w końcu można zgrać terminy i skrzyknąć się w dużym gronie, a wszelkie zobowiązania i pośpiech zostawić w Warszawie. W tym roku też się udało.

REKLAMA
Były więc niekończące się dyskusje na wszystkie możliwe tematy - od kuchennych, przez budowlane, po polityczne, oglądanie od 2 po południu do 2 nad ranem kolejnych odcinków serialu o Tudorach, leniwe herbaciane popołudnia, długie spacery z psami, bez zegarka i komórki, a na kolację - ryba własnoręcznie wyłowiona z jeziora. To jakby przenieść się w inny wymiar. A wokół tylko woda i łąki. Nie wiem, czy jeszcze gdzieś na świecie można takie spotkać. Na pewno nie w Europie ani w Stanach. Kocham Warmię miłością wielką. Nie ma sobie równych. Nigdzie nie spotkałam takiego bogactwa kwiatów, ziół i zielsk przeróżnych, takiej ciszy, tak krystalicznie czystych jezior. Ziemie cudownie ocalone przed przemysłowym rolnictwem Jedyny rodzaj inwazji, jaki może ci tam zagrażać to atak ze strony natury. Właśnie taki jeden przeżyłam. Na szczęście tylko zabawny: nie mogłam w domu wstawiać dwóch okien, bo zadomowiły się tam jaskółki. Musiałam czekać aż wylęgną się młode i wyfruną w świat.
W takich chwilach jestem coraz bliżej decyzji o przeprowadzce na wieś. Nikt mi nie wierzy, ale to znaczy, że nikt mnie tak naprawdę nie zna. A we mnie siedzi rolnicza dusza i kiedyś jej marzenia w końcu zrealizuję. Będę miała szklarnię i duży ogród. W mojej wsi już chyba nie ma prawdziwych rolników, więc poprawię statystyki. Dlatego bardzo mnie interesuje, co mówi minister Kalemba - o podatkach, o tym co planuje z KRUSem. Coś czuję, że już niedługo będzie mnie to dotyczyć bezpośrednio. Trzeba się szykować do powrotu do natury. Mam przeczucie, że to będzie nowy, wcale nie mniej emocjonujący etap w moim życiu.
serdeczności