Kilka dni temu na zaproszenie prezydenta Bronisława Komorowskiego brałam udział w dyskusji poświęconej pomysłom na zwiększenie konkurencyjności i poprawę wzrostu gospodarczego Polski. Prezydent zaprosił byłych ministrów gospodarki i finansów, ekonomistów, przedsiębiorców. Jak powiedział podsumowując debatę - to początek serii dyskusji służących przygotowaniu strategii przystąpienia Polski do strefy euro..
REKLAMA
W panelu braliśmy udział z Jerzym Hausnerem, Andrzejem Olechowskim, Jerzym Osiatyńskim, Jackiem Piechotą, Mirosławem Gronickim, Stanisławem Kluzą i Januszem Steinhoffem. Mieliśmy zaproponować pomysły na budowę i utrzymanie konkurencyjności Polski. Mój głos nieco różnił się od pozostałych, bo nie skupiałam się na kwestiach ekonomicznych, ale mówiłam o fundamentach gospodarki – przejrzystym systemie stanowienia prawa i dialogu społecznym. O ile system stanowienia prawa wymaga tylko remontu, o tyle dialog między rządem - administracją publiczną a przedsiębiorcami trzeba zbudować od podstaw. Nowa konstrukcja powinna opierać się na zaufaniu, a nie podejrzliwości, zarówno w relacjach państwo-przedsiębiorca, jak i państwo-obywatel.
Teraz dzieje się tak, że instytucje mające służyć dyskusji i ustalaniu stanowisk mają charakter fasadowy. Przykład? Komisja Trójstronna jest paraliżowana brakiem zdolności do współpracy, niechęcią stron społecznych do przedstawianych przez siebie propozycji i niewystarczająco silną pozycją Ministra Pracy i Polityki Społecznej w ramach struktury rządu, przez co ustalenia komisji nie są ostateczne i mogą zostać podważone ze względu na trudną sytuację finansów publicznych. Z kolei proces konsultacji proponowanych przez rząd projektów ustaw i innych aktów prawnych odbywa się wyłącznie jako obowiązkowa formuła. Lewiatan uczestniczy w co najmniej połowie z tych konsultacji ale ze stanowisk przekazywanych przez nas niewiele wynika.
Wielokrotnie zdarza się także, że wyznaczane terminy konsultacji są zbyt krótkie, by rzetelnie ocenić wielostronicowy dokument. Do tego jakość dołączanych do aktów prawnych ocen skutków regulacji czy uzasadnień jest bardzo niska. Kluczowy z punktu widzenia pracodawców i całego rynku pracy projekt zmian w kodeksie pracy w zakresie wydłużenia okresów rozliczeniowych i ruchomego czasu pracy został uzupełniony o jedno zdanie uzasadnienia. Rząd nie brał także pod uwagę zastrzeżeń pracodawców dotyczących wejścia do wzmocnionej współpracy w zakresie jednolitej ochrony patentowej, a głębsza refleksja nastąpiła dopiero po szerokiej krytyce medialnej. Często mamy też do czynienia z monologiem. Pamiętam, jak po spotkaniu z Premierem w połowie zeszłego roku zobowiązanie do przekazania nam informacji zwrotnej w sprawie naszych kilkudziesięciu postulatów wypełniło tylko kilka ministerstw. Taka sama sytuacja dotyczyła stanowiska Lewiatana w sprawie nowelizacji prawa pocztowego. Nie tylko żadna z naszych propozycji zmian do projektu ustawy nie została uwzględniona w ostatecznym kształcie ustawy, ale nie otrzymaliśmy nawet formalnej odpowiedzi, z jakiego powodu nasze argumenty zostały odrzucone. Jak mamy planować dalsze działania, skoro nie wiemy, co zostało uwzględnione, a co odrzucone i dlaczego? Są oczywiście także przykłady pozytywne. Przy zmianie ustawy o VAT uwzględniono nasze uwagi. Należy docenić sposób działania Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Sprawiedliwości. Tylko te dwa ośrodki w sposób poważny odniosły rok temu się do publikowanej przez nas i przekazywanej do wiadomości rządu – Czarnej Listy Barier przedsiębiorczości. Wiceminister Maciej Grabowski (to także jego zasługa, że zmiany w ustawie o VAT zostały najpierw przedyskutowane a później zaakceptowane) przekazał nam na początku roku szczegółowy komentarz do wszystkich barier wskazywanych przez nas w Liście. Informację zwrotną w tej sprawie otrzymaliśmy też od Ministerstwa Sprawiedliwości, które bierze pod uwagę stanowiska pracodawców także w innych kwestiach, np. w zakresie deregulacji zawodów. Szkoda, że takie przykłady to ciągle wyjątek, a nie reguła.
Mam poczucie, że dialog zamiast dyskusją stał się formą wymiany stanowisk, które nie uwzględniają argumentów drugiej strony. Poziom debaty politycznej przeniósł się na debatę ekonomiczną i społeczną. O ile debata polityczna poza efektami medialnymi ma znaczenie dla oglądalności poszczególnych programów informacyjnych, o tyle poziom debaty o ekonomii i problemach społecznych i wyciągane z niej wnioski mają znaczenie dla nas wszystkich. I dlatego nie możemy dopuścić do pogłębienia się tej sytuacji.
