
Mięso jako metafora spełnienia najbardziej prymitywnych ludzkich potrzeb. Czy prawdziwa? Pierwszy mocno filozoficzny singiel z "Międzyczasu"
REKLAMA
“Nie czytać, jeśli złudzenia co do twojego życia tobie miłe” głosił napis w moim zeszycie z notatkami z wykładów, z pierwszych lat studiów, kiedy to prowadziłem jeszcze notatki, a słowa spływające na nas z katedr miały moc dużego czołgu z lufą wycelowaną prosto w nasze niedbale ulepione światopoglądy. Całe szczęście, ilekroć widziałem to ostrzeżenie, pozostawione dla mnie przeze mnie samego - ignorowałem je. I czytałem.
A było to rzeczy straszne…
Jako osoba niespecjalnie wierząca, za to osadzona w romantycznym i idealistycznym porządku rzeczy ciężko znosiłem każde wbicie gwoździa do trumny mojego rozumienia człowieka, jakiego byłem świadkiem podczas filozoficznych studiów. Im bardziej wyglądało na to, że jesteśmy tylko biologicznym skupiskiem bezładnie rozproszonych popędów, workiem na geny, nagą małpą, czy wręcz… zaledwie znacznie pokompliowanym mechanizmem nie różniacym się jakościowo od automatu do koli, tym bardziej walczyłem z faktami, szukałem jakiejś luki w tym bezdusznym patrzeniu na świat. I chciałem wiedzieć więcej.
Najtrudniej było mi się pogodzić z wnioskami dotyczącymi relacji damsko-meskich, jakie płynęły z tych lektur. Tym trudniej, bo co rusz znajdywałem ich uzasadnienie w rzeczywistości. Z moim niefilozoficznym (ale równie mocno dotkniętym niszczycielską siłą behawioryzmu) przyjacielem stworzyliśmy spójną etologiczną wizję świata, w którym nie ma nadziei. Stopniowo poddawałem się jej. Bo kiedy walczyłem na jednym froncie, dajmy na to biologicznym, atakowały mnie co rusz nowe siły - matematyka, ekonomia, psychologia. A życie bez złudzeń jest o wiele łatwiejsze.
A że kiedyś rapowałem, to zacząłem o tym pisać. To wtedy powstały pierwsze fragmenty tekstu kawałka, który właśnie publikuję.
Bardzo długo pisałem ten utwór. Głównie dlatego, że nie miałem doń odpowiedniej muzyki - aż do poznania Yana Ayaranego, producenta tego tracku. Ale także z powodu oczekiwań, jakie żywiłem wobec podsumowania tej moje walki z fizykalistyczną świata. Wszak nie miał to być kolejny rapowy numer ze zrymowanymi informacjami, które gdzieś tam wcześniej przeczytałem, ani tym bardziej filozoficzny wykład - dziedzina, którą się zajmuję to jednak rozrywka, choćby nie wiem, jak w moim mniemaniu wysoka. Chciałem w nim raz na zawsze rozprawić się ze zwierzęciem w sobie.
I chyba mi się udało.
“I wiem, że to tylko gest, ale też jakby świadectwo, że gdzieś jest coś więcej i można to prawie że sięgnąć”. A nawet jeśli nie, jesli jesteśmy tylko opakowaniem na geny, jak twierdzi Dawkins, albo ewolucyjny skok do człowieczeństwa zawdzięczamy przejściu na drapieżniczy tryb życia, czego dowodził Morris, albo nasze najgorętsze potrzeby wyjaśnić mozna obserwując, jak radzą sobie z nimi gołębie, za co Nagrodą Nobla nagrodzony został Herbert Simon, a cały ten współczesny i trudny do wytłumaczenia platonizm to naiwność i frajerstwo, to… i tak się na to piszę. Pozostawienie w swoim słowniku takich pojęć, jak: przyjażń, miłość, dobro, piękno; po tym, czego się dowiedziałem, to akt niebywałego heroizmu. Jestem w stanie podjąć wyzwanie.
A tak swoją drogą, to i tak niczego przecież nie wiemy.
