Zbigniew Herbert w jednym z listów podsumował obserwowanego na emigracji zachodniego intelektualistę. We wspomnieniach poety biedaczek z tego całego dobrobytu nie wie, co począć i pada krzyżem na podłogę swojego nieźle urządzonego mieszkania. Mniej więcej takiej formuły użył – pada na ziemię, zapytując: jak żyć, o co walczyć, gdzie szukać idei. Życie w świecie, w którym wszystko jest już rozwiązane, brak w nim łamigłówek, a historia się skończyła musiało być ciężkie, zaiste. Na szczęście świat wkroczył w erę wielobiegunową, na horyzoncie pojawiły się nowe Imperia Zła, nastał kryzys, a ostatecznie są przecież takie kraje, jak Polska, gdzie jeszcze nic nie jest rozwiązane.
Nasz oportunizm kruszał w miarę obserwowania zachowania Norwegów i masy przychylności, z którą spotkała się demonstracja. Człowieczy umysł reaguje szybko, w mgnieniu oka wcieliliśmy się w rolę autochtonów i chyba nawet zrozumieliśmy dlaczego tak ochoczo podpisują petycję mającą na celu zaprzestaniu deportacjom. Skoro wszystko przyszło im tak łatwo, a w dodatku mają świadomość jak dużo tego wszystkiego jeszcze jest... to dlaczego by się tym nie podzielić? O, jak łatwo być dobrym człowiekiem ze spokojną głową, pełnym żołądkiem i pewną przyszłością...
