Od dwudziestu lat jestem obecna w świecie mody. Chodziłam w pokazach największych kreatorów mody na wszystkich kontynentach świata (z wyjątkiem Australii i Antarktydy). Mam swój własny styl i nie sprzeniewierzam się mu nigdy, chyba że wychodzę w pokazie – wtedy jako profesjonalistka nie komentuję swojego stroju, a prezentuję go najlepiej jak potrafię. Ale mam świadomość jak wiele brakuje mi do tego, żeby zająć się krytyką mody. Dlatego nigdy się tym nie zajmę.
REKLAMA
Wróciłam z kolejnej – dziewiątej już edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland bardzo zmęczona. Tym razem postanowiłam wykorzystać pobyt w 100% i opuściłam dosłownie 4 pokazy.
Jestem na FW od początku. Między innymi dlatego, że to właśnie w Moda Forte rozpoczynałam swoją karierę modelki, a Irmina Kubiak uczyła mnie chodzić po wybiegu – tym bardziej kibicowałam Jackowi i Irminie, kiedy porwali się na organizowanie FW w Polsce.
Każda kolejna edycja była lepsza. I to jest to, co nazwałabym najwyższym profesjonalizmem. Robiąc coś pierwszy raz, można popełnić błąd. Najważniejsze żeby za drugim razem nie popełnić tego samego błędu. I tak właśnie jest z ekipą naszego polskiego FW. Każda kolejna impreza jest lepsza i błędy z poprzedniej są skrupulatnie poprawiane w kolejnej. Aktualna – dziewiąta była tak dobra, że z mojego punktu widzenia nie było nic do czego mogłabym mieć zastrzeżenia. Doskonała organizacja biura obsługi imprezy. Świetna ekipa dbająca o wybieg i miejsca dla najważniejszych gości. Patrząc na efekty pracy, ekipa na zapleczu również działała jak w szwajcarskim zegarku.
Pokazy „OFF Out of Schedule” zaskoczyły mnie zarówno profesjonalnym przygotowaniem, jak i jakością prezentowanych projektów. Niestety nie widziałam wszystkich pokazów, ale z rozmów kuluarowych wiem, że poziom był wyrównany.
Czy ubrałabym się w rzeczy, które zobaczyłam na kolejnych pokazach? Nie. Duża część z nich nie mieści się w moim kanonie stylu. Ale oceniam je jako dobre. Ocenę swoją motywuję wieloletnią znajomością rynku modowego, ale w tym właśnie miejscu chcę zastrzec jedną bardzo ważną rzecz. To jest wyłącznie moja prywatna opinia na temat oglądanych przeze mnie projektów. Nie jestem krytykiem mody, bo wiem jakie trzeba spełnić warunki, żeby krytykiem mody być. Trzeba mieć doskonałe rozeznanie w historii mody. Trzeba poznać rozwój głównych idei na przestrzeni lat rozwoju całej mody. Trzeba także – o zgrozo – poznać przynajmniej na poziomie średnio zaawansowanym historię sztuki. Trzeba znać wszystkie bieżące trendy nie tylko z gazet. Trzeba posiadać na tyle szerokie horyzonty w zakresie wiedzy o estetyce, kompozycji, a także samej sztuce wysokiego krawiectwa, żeby od oceny subiektywnej umieć przejść do oceny intersubiektywnej. Wiedząc to podejmuję świadomą decyzję, że krytykiem mody się nie stanę – nie posiadam bowiem wystarczających kwalifikacji i narzędzi, by taką działalność prowadzić.
Chciałbym w tym miejscu przypomnieć wszystkim, którzy pretendują do roli „KRYTYKÓW”, czy to literatury filmu czy mody, że każda z tych dziedzin jest bardzo rozległa, posiada swoją własną historię rozwijającą się w kontekście uwarunkowań społecznych, którą trzeba znać jak własną kieszeń, żeby nazywać samego siebie krytykiem. Prowadzenie bloga modowego prezentującego własny styl jest dostępne dla każdego. Ale niezależnie od popularności, jaką taki blog się szczyci, sama ta popularność nie jest świadectwem kwalifikacji do wydawania ocen na temat projektów i stylu innych ludzi. Chyba że jest to ocena subiektywna i jako taka jest prezentowana. W innym wypadku będzie to najczęściej wyłącznie „gadanina”, która wcześniej czy później stanie się dowodem na ignorancję „gadającego” i niczym więcej. Rozumiem i akceptuję potrzebę oceniania otaczających nas zjawisk przez innych ludzi, ale o ile rozumiem o tyle nigdy nie zaakceptuję uzurpowanie sobie prawa do narzucania swojej subiektywnej oceny stylizacji i projektów innym ludziom przez osoby nie posiadające odpowiedniego zaplecza wiedzy i doświadczenia. Więcej, uważam, że bezkrytyczne promowanie takich postaw prowadzi do powszechnego dzisiaj zjawiska, które zostało trafnie określone krótkim zdaniem: „Bezguścia promują beztalencia”.
W tym kontekście zawsze zastanawia mnie, skąd tak duże rozbieżności w ocenach moich kreacji przy okazji kolejnych wydarzeń, na których decyduję się być obecna? Czy gdyby kreacje te miały metki Prady albo Versace także byłyby „aż tak złe”? Jak zostałyby ocenione, gdyby pokazała się w nich Joanna Horodyńska albo Kożuchowska czy Socha? Co tak naprawdę jest oceniane w tych recenzjach? Moje kreacje? Czy medialny wizerunek Ilony Felicjańskiej? Dużo bardziej wolę osoby, które z premedytacją nie witają się ze mną w miejscach publicznych niż te, które pięknie się uśmiechają, żeby chwilę później za plecami rozpowiadać o tym, że się skończyłam. Ci pierwsi mają przynajmniej jaja, żeby być fair wobec samych siebie. A co do tych drugich – przykro mi, długa i smutna droga przed nimi...
Sytuacje, w których ocena wynika z prywatnych sympatii czy zwykłego „widzimisię” są nagminne. Dla mnie, osoby doświadczonej w „medialnych przygodach” i dla M I M A Bags Macieja Muszyńskiego, który doskonale zna swoją wartość i ma jasno wytyczone cele, nie są to sytuacje dramatyczne. Ale dla młodych twórców czy artystów czyjeś niekompetentne krytykanctwo poparte wyłącznie siłą medium, które akceptuje jego ignoranckie rajdy, może oznaczać głębokie załamanie. Ale być może to jest właśnie kuźnią prawdziwych „fighterów”? Przy okazji dziewiątej edycji FashionPhilosophy Fashion Week Polska miałam przyjemność uczestniczyć w wyjątkowej uroczystości wręczenia dwóch nagród Ewie Minge. Patrząc na pracę Ewy na przestrzeni lat mogę powiedzieć dwie rzeczy. Tak jak polski Fashion Week tak i Ewa robiąc kolejne rzeczy wyciągała wnioski i uczyła się. Każda kolejna kolekcja, każdy projekt był lepszy, pozbawiony wcześniejszych błędów. I dzisiaj z dumą mogę mówić o tym, że na doskonale zorganizowanym i przeprowadzonym polskim FW odebrała w pełni zasłużoną nagrodę wyjątkowa polska projektantka Ewa Minge. Nagrodę nie byle jaką, ustanowioną przez Franka Sinatrę, która początkowo miała być wyróżnieniem dla hoteli o najwyższym standardzie obsługi, z czasem rozszerzoną i dzisiaj będącą wyróżnieniem promującym najlepsze dobra luksusowe – International Star Diamond Award. Najlepsze pod względem walorów estetycznych i walorów wykonania. Ta nagroda oznacza, że to co robi Ewa jest na najwyższym światowym poziomie. A wyborem tych rzeczy zajmują się ludzie, którzy posiadają wiedzę i doświadczenie pozwalające im wyłaniać takie dzieła z masy wszystkich tworzonych na ziemi. Cudowne było także to, że Ewa nie odebrała nagrody gdzieś w Stanach, ale zaprosiła przedstawicieli Akademii właśnie na Polski Fashion Week, żeby pokazać skąd jest, żeby pokazać, że u nas, w Polsce powstają rzeczy wyjątkowe. Bardzo ujęły mnie także jej słowa skierowane do całego modowego światka w naszym kraju, w których Ewa podziękowała za nieustającą, bezpardonową krytykę, bo to właśnie ona dała jej siłę, żeby dalej tworzyć i pokazywać, co jest naprawdę dobre. I tak jak Ewa powiedziała, że na krytyce zbudowała swoją silę, tak ja często powtarzam młodym ludziom sztuki – przygotujcie się – miarą sukcesu w tym kraju jest ilość wrogów i krytyki. Nie wiem, co wydarzy się dalej, ale wiem jedno – dalsze upieranie się, że praca Ewy jest „mierna” będzie wyłącznie świadectwem niedojrzałości i zawiści ze strony „możnych” polskiego środowiska modowego. Drugą rzeczą, którą mogę z pewnością powiedzieć jest to, że wśród projektów Ewy są takie, które chciałabym mieć i takie, które nie są w moim stylu. Co nie zmienia faktu, że w pokazie Ewy poszłabym z przyjemnością, prezentując jej projekty tak jak na to zasługują – jako projekty z najwyższej światowej półki.
Więc może to właśnie tak ma działać. Bezguścia promujące beztalencia, krytykują wszystko i wszystkich – jak popadnie. Same mogą bezpiecznie prześlizgiwać się między meandrami stylizacji podpierając się metkami – przecież gwiazda ubrana u Prady musi być ubrana dobrze... Czy aby na pewno? A ludzie o jasnej wizji, innowacyjni, którzy posiadają własne kryteria oceny i potrafią tworzyć coś wartościowego muszę uzbroić się w cierpliwość i bardzo grubą skórę. Jak Ewa czy kilka innych osób.
Każdy z nas ma prawo oceniać wszystko, co spotyka na swojej drodze. Ale warto zadać sobie zawsze pytanie „po co” oceniam. Żeby podbudować swoje ego? Żeby poczuć się lepiej mówiąc, że to co zrobił ktoś inny jest nie dość dobre? Zauważyłam, że im więcej robi dana osoba, tym mniej chętnie ocenia działalność innych ludzi. Dlaczego tak się dzieje? Może ci, którzy coś robią zdają sobie sprawę z tego, ile wymaga to pracy. Zdają sobie sprawę z tego, że pojęcie „ładne” i „nieładne” jest dużo szersze niż się potocznie wydaje. Że estetyka może mieć różne źródła i niekoniecznie będzie to czytelne na pierwszy rzut oka? Ja mam taką zasadę, że jeśli coś mi się nie podoba, staram się tego po prostu nie komentować. Wiem że nie jestem KRYTYKIEM i moja ocena jest subiektywna – nie musi być trafna w szerszym kontekście. A przede wszystkim może być niesprawiedliwa. Wiem jeszcze jedno. Jestem tylko sobą. Nie chodzę w cudzej skórze, nie żyje cudzym życiem i nie jestem w stanie ocenić, czy to co ktoś zrobił jest dobre czy złe. Nie mówię teraz o dziełach, ale o decyzjach życiowych. Kiedyś przestrzegałam zasad obowiązujących w AA: „Nie krytykuj. Nie oceniaj. Nie udzielaj rad”. Dzisiaj je rozumiem. Każdy z nas ma swoje życie. Każdy z nas czegoś się boi. Są ludzie, którzy podlegali takim presjom w dzieciństwie, że coś co mi wydaje się oczywiste w dorosłym życiu, dla nich jest nieosiągalne. Ja sama jeszcze dwa lata temu nie umiałam sobie wyobrazić rozwodu – bo tak mnie nauczono, tak mi wmówiono. I to, że nie umiałam sobie tego wyobrazić zaprowadziło mnie do szpitala na płukanie żołądka po zbyt dużej ilości tabletek. Śmieszne prawda? Dzisiaj jestem wolną kobietą. Szczęśliwą. Ale nikt, kto nie przeżył mojego życia nie wie, ile mnie to kosztowało. Ja nie oceniam ciebie. Ty nie oceniaj mnie. Nie wiem co masz zrobić ze swoim życiem. Jeśli powiesz mi, jak się czujesz, ja powiem ci czy kiedyś czułam się podobnie i co zrobiłam, żeby to zmienić. Nie oceniam. Nie krytykuję. Nie udzielam rad.
Martwi mnie ten owczy pęd do gloryfikowania krytykanctwa jako metody na życie. Metody na wybicie się z tłumu i zdobycie sławy. Czemu to ma służyć? Czy rzeczywiście ci ludzie, którzy z taką łatwością oceniają życiowe decyzje innych nie przechodzili przez trudne chwile? Nie podejmowali trudnych decyzji? Nie popełniali głupich błędów? Czy są szczęśliwi?
Coś jest nie w porządku z nami. Jeśli z taką łatwością potępiamy grzeszników a gloryfikujemy grzech, chociaż nasza religia uczy czegoś wprost odwrotnego. Coś jest bardzo źle, jeśli tak łatwo nam zdobyć się na niechęć i nienawiść, a tak trudno dać drugiej osobie wsparcie i dobre słowo, kiedy widzimy że próbuje coś zrobić. Nie wiem jak to zmienić i nie chcę nawet próbować. Wszystko co mogę to pilnować siebie. Żeby nie iść tą „łatwą” drogą. Żeby zachować czujność i współczucie. Żeby nie oceniać, a dawać wsparcie tam, gdzie może ono przynieść korzystną zmianę. Żeby nie mówić innym, co mają zrobić, a jedynie dawać świadectwo, że „coś” zrobić można.
Mam jeszcze apel do wszystkich, którzy mają jakieś „ale” do polskiego tygodnia mody – zróbcie imprezę, która w jednej piątej będzie miała taki zasięg i prestiż jak FW – wtedy pogadamy. Co do projektantów i znawców mody – moja logika jest prosta, jeśli FashionPhilospohy Fashion Week Poland jest jeden i w Łodzi to psim obowiązkiem każdego, kto poczuwa się do odpowiedzialności za jakość polskiego świata mody jest wspierać to wydarzenie. Jakakolwiek inna działalność, to kolokwialnie rzecz ujmując „sranie do własnego gniazda”. I tu nie ma miejsca na żadne dyskusje. Czy kogoś stać czy nie stać. Czy ma na to czas czy nie. Dwa razy do roku w Łodzi stawia się wspaniała ekipa z rewelacyjnymi projektami. Jeśli ze swojego wysokiego krzesełka na jednej z warszawskich ulic nie jesteś w stanie dostrzec tego co dzieje się w Łodzi to być może jest to pierwszy znak, że czas to miejsce zwolnić dla innych. Młodszych. Odważniejszych. Bardziej świadomych czym jest gra zespołowa i odpowiedzialność za modę w trochę szerszym ujęciu niż kolejna sprzedana sukienka.
Żebyście wiedzieli, na co się przygotować poniżej garść informacji o tym, co naprawdę dzieje się w Łodzi w czasie tygodnia mody:
Podczas pięciu dni odbyło się 40 pokazów mody. Każdy dzień pokazów gromadził trzytysięczną publiczność, a strefy SHOWROOM i CONCEPT STORE odwiedzało 7 tysięcy osób dziennie. Na Fashion Week Poland przyjechali przedstawiciele branży mody zarówno z Polski, jak i zagranicy – projektanci, styliści, kupcy oraz przedstawiciele mediów. Zostało wydanych ponad 1000 akredytacji medialnych, z czego 100 dla mediów zagranicznych. Na tej edycji było obecnych 200 akredytowanych fotografów i 50 blogerów. Na zaproszenia organizatorów polskiego tygodnia mody przyjechało 200 kupców i 50 gości zagranicznych.
Fashion Week Poland po raz pierwszy gościł w Centrum Promocji Mody, gdzie odbył się spektakularny pokaz japońskiej ikony mody Junko Koshino otwierający polski tydzień mody oraz pokazy sceny awangardowej OFF Out of Schedule. Dobrze już znana gościom poprzednich edycji wydarzenia przestrzeń w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej była miejscem pokazów sceny głównej – Designer Avenue. Tam też można było odwiedzić strefy Showroom i Concept Store. Ostatniego dnia Fashion Week Poland swoje podwoje dla kupców, mediów i zaproszonych gości otworzył Salon Showroom 87, gdzie swoje kolekcje prezentowali Agata Wojtkiewicz, Ewa Minge, Joanna Klimas, Hector & Karger oraz Mariusz Przybylski.
Więcej o FW znajdziecie tu: FashionPhilosophy Fashion Week Poland
