Wydawało mi się kiedyś, że jeśli znajdę mężczyznę, który będzie za mnie podejmował wszystkie ważne decyzję to stanę się wolna. Wolna od problemów, wolna od odpowiedzialności. To była wizja prawdziwego szczęścia u boku wszystkowiedzącego, nieomylnego opiekuna.

REKLAMA
Najgorsza z możliwych wizji, w której złuda wolności zmieszała się ze strachem przed odpowiedzialnością i niespełnioną miłością do ojca, którego nigdy nie miałam. Ta mieszanka spowodowała powstanie tak silnych mechanizmów zacierających mi prawdziwy obraz rzeczywistości, że sama dzisiaj jestem zaszokowana odkrywając kolejne fakty z mojego własnego życia, którym jeszcze dwa, trzy lata temu zaprzeczałam będąc pewna, że mówię prawdę.
Nie jest to łatwe. Ale chcę wam o tym powiedzieć. Tak, byłam ofiarą przemocy. Ale nie myślcie stereotypami. Nie chodziłam z podbitym okiem. Nie musiałam zakładać jednoczęściowego kostiumu na basen z powodu siniaków. Akt zwykłej, fizycznej przemocy przytrafił mi się w życiu tylko jeden raz. O jeden za dużo. Ale kiedy moja przyjaciółka poprosiła mnie o spotkanie i po delikatnym wstępie zapytała wprost, czy nie jestem ofiarą przemocy, czy nie potrzebuje w tym zakresie pomocy powiedziałam jej, że absolutnie nie. Kolejne godziny terapii odkrywają przede mną koszmar. Czy wiecie na czym polega przemoc ekonomiczna? Ja już wiem. Poznałam kobiety, które przychodzą na spotkanie przy kawie mając na sobie więcej niż jest warte moje mieszkanie, a nie mogą bez wiedzy i zgody męża kupić bułki w sklepie. Są kobiety, które nie mają pojęcia o prawdziwej sytuacji finansowej rodziny, a swoje zarobki w całości oddają „do wspólnej” skarbonki, bo jemu już jutro uda się zrobić interes życia i będzie tak dużo pieniędzy. I tak przez dziesięć lat. Ja też dałam się na to nabrać. Dałam się nabrać tak bardzo, że jeszcze rok temu wydawało mi się to takie normalne i oczywiste. Dałam się nabrać tak bardzo, że nawet zadane wprost przez przyjaciółkę, której ufałam pytanie nie obudziło we mnie niepokoju.
A wiecie na czym polega przemoc seksualna? Nie mówię o gwałcie – to przypadek skrajny. Ale to tylko stereotyp, że przemoc seksualna jest wtedy, kiedy wydarzy się to co wszyscy potocznie nazywamy gwałtem. Nie czułam się ofiarą przemocy seksualnej. Aż do dnia, w którym dotarło do mnie, że przemoc seksualna może wyglądać bardzo niewinnie. Może być przebrana za „małżeński obowiązek”. Albo za „prezent urodzinowy dla twojego misia”. Za każdym razem, kiedy uprawiasz seks nie mając na to ochoty zadaj sobie pytanie „dlaczego”? Dlaczego to robisz? Dlaczego się na to godzisz? Czy czerpiesz z tego satysfakcję? Czy sprawia ci to przyjemność? Wiem, że to co teraz powiem nie jest popularnym punktem widzenia, ale mając 40 lat, dwoje dzieci i będąc w szczęśliwym związku, myślę, że mogę to powiedzieć: każdy – KAŻDY – akt zbliżenia cielesnego ma być dla ciebie PRZYJEMNOŚCIĄ. Nie masz żadnego obowiązku, żadnej powinności, żeby uprawiać miłość, jeśli nie jest to dla Ciebie przyjemne. Tak samo jak nie ma żadnego powodu, żebyś w łóżku godziła się na robienie czegokolwiek, co nie jest dla ciebie przyjemne. Seks ma być przyjemnością. Jeśli nie jest – idź do seksuologa, psychologa, zmień partnera, zmień swoje życie, bo po prostu je marnujesz. A z własnego doświadczenia mogę powiedzieć jedno – życie może być bardzo przyjemne! I tym razem mam na myśli głównie seks. :-)
Wiecie na czym polega przemoc psychiczna? Ja już wiem. Mój były mąż „sprawdzał” czy nie jestem za głupia na bycie jego żoną. Zdałam test. Wydawało mi się to wtedy takie urocze i słodkie. Dzisiaj dopiero widzę, że to był pierwszy takt symfonii manipulacji, której uległam z własnej woli. Skoro on sprawdza czy nie jestem za głupia, to znaczy że jest ode mnie dużo mądrzejszy. I był. Wiedział jak mną manipulować. Jak rozbudzać wątpliwości, co do własnej samooceny. Jak burzyć poczucie niezależności. Jak sprawić, żebym czuła się gorsza, zależna, podległa. Zobowiązane do wypełniania powinności małżeńskiej zawsze kiedy on ma na to ochotę. Oddająca wszystkie zarobione pieniądze bez jednego pytania. Tylko czasem w tajemnicy kupowałam sobie jakąś parę butów, mówiąc, że to prezent od jakiejś firmy za dobry występ na pokazie.
Tak, byłam ofiarą przemocy. Niestety we wszystkich jej przejawach. Niestety daleki jest mój przykład od stereotypu „przemocy” i jeśli w tym tekście odnajdujesz coś, co niepokoi Cię choćby odrobinę – błagam, nie lekceważ tego. Nie udawaj, że to Ciebie nie dotyczy. Nie wmawiaj sobie, że u Ciebie jest inaczej, bo przecież… Nie! Przemoc to przemoc. Nigdy i w żadnym wydaniu nie można się na nią godzić, bo jest ona ograniczeniem wolności.
Minęło parę lat. Dzisiaj wiem, że wolność „od” jest pułapką. Chęć uwolnienia się od nadzoru rodziców. Chęć uwolnienia się od podejmowania decyzji. Chęć uwolnienia się od odpowiedzialności za swoje życie… To jest tylko złuda wolności. To popchnęło mnie w jeszcze większe zniewolenie. Popchnęło mnie w całe lata życia, przez które godziłam się na bycie ofiarą przemocy. Dzisiaj wiem, że dużo ważniejsza jest WOLNOŚĆ DO. Wolność do decydowania o swoim życiu. Wolność do uprawiania miłości wtedy, kiedy mam na to ochotę. Wolność do zarabiania i wydawania pieniędzy tak jak chcę. Wolność do podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji – samemu, na własne ryzyko. To jest prawdziwa wolność, w której to ja decyduję jakim chcę być człowiekiem. W której ja decyduję dokąd zmierzam i co chcę ze swoim życiem zrobić.
Kiedy to wszystko dotarło do mnie czułam się jak w oku cyklonu. Cały świat dookoła wirował. Wszystko było postawione na głowie. A ja nie czułam na twarzy nawet najmniejszego drgnięcia powietrza. Aż pojawiła się pierwsza łza. Pierwsza z którą przyszły słowa wypowiadane do wewnątrz. Słowa, których bardzo potrzebowałam od samej siebie. Najważniejsze słowa: wybaczam Ci, nie żywię do Ciebie żalu za to, że godziłaś się na to przez cały ten czas. WYBACZAM CI.
Myślę, że miałam bardzo dużo szczęścia. Dzięki wiedzy jaką zdobyłam lecząc się z alkoholizmu. Dzięki wszystkim kursom i terapiom było mi stosunkowo łatwo wybaczyć samej sobie. Dość łatwo było mi powiedzieć sobie i poczuć to, że te dni są już za mną. Że ten rozdział życia już jest zamknięty, a teraz idę nową drogą. Opowiadam nową historię. Miałam też dużo szczęścia, że trafiłam na kogoś, kto właśnie wtedy powiedział mi o tym, jak działa wybaczenie wobec innych. Miałam w sobie dużo złości wobec ludzi, którzy w jakiś sposób przyczynili się do tego, że znalazłam się w takiej sytuacji. Mimo że wiedziałam także o tym, że sama jestem odpowiedzialna za swoje życie. Czułam coś co nazwałabym „niesprawiedliwością”. Chciałam żeby inni także ponieśli karę. Ale nikogo to nie interesowało. Wszyscy żyli swoim życiem, robiąc to co uważali za słuszne. Nie widząc nawet jak wielki żal mam w sobie. Ani nie umieli, ani nie chcieli tego widzieć. I wtedy właśnie usłyszałam coś co wstrząsnęło mną po raz drugi: „Kiedy człowiek cię skrzywdzi i żyjesz w poczuciu winy, twoje życie zatrzymuje się w tym miejscu. Tamten człowiek dawno już zapomniał co ci zrobił, a ty każdego dnia myślisz o nim. Myślisz o tym, że cierpisz. Żyjesz i podejmujesz decyzję dążąc do tego, żeby otrzymać zadośćuczynienie. A teraz zrób krok do tyłu i popatrz z szerszej perspektywy – twoje życie jest sterowane rękami człowieka, którego nienawidzisz. Każdego dnia podporządkowujesz swoje życie temu człowiekowi, poprzez jego czyn i twoje poczucie winy. Czy tego chcesz? Czy takie ma być zadośćuczynienie za krzywdy? Czy może chcesz odnaleźć w sobie przebaczenie, uwolnić się od nienawiści i poczucia krzywdy i zacząć żyć swoim życiem, szukając szczęścia i spełnienia”. Właśnie wtedy zrozumiałam, dlaczego przebaczenie jest tak ważne. Dlaczego bez przebaczenia sobie i innym nie jesteśmy w stanie pójść dalej, ku szczęśliwemu życiu.
Dzisiaj już to wszystko wiem. Przebaczyłam sobie. Przebaczyłam tym, którzy mnie skrzywdzili – teraz oni idą swoją drogą, a ja swoją. Mam nadzieję, że są równie szczęśliwi co ja. Mam także nadzieję, że Ci, którzy czuli się skrzywdzenie przeze mnie także odnajdą w sobie wybaczenie i uwolnią się ode mnie.
Ale przede wszystkim mam nadzieję, że jeśli coś Cię zaniepokoiło, kiedy czytałaś ten tekst, nie zostawisz tego. Nie zamieciesz pod dywan. Jeszcze dzisiaj zaczniesz działać – bo szkoda każdego dnia, każdej godziny. Szkoda sekundy na nieszczęśliwe, zniewolone życie.
Na koniec jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Bardzo często pytają mnie w mediach, po co o tym ciągle mówię, po co tak ostro, że może już więcej nie trzeba, bo wstyd i zażenowanie? Chcę powiedzieć wszystkim, żeby zastanowili się dwa razy nim zadadzą takie pytanie. Bo akurat takie pytania stawiają Cię po jednej ze stron. Strony są dwie: jest ofiara i jest kat. Czy w takiej sytuacji to ofiara budzi zażenowanie? Naprawdę? Lepiej jest uciszyć głos ofiary?
Nie będę milczeć! Nie będę dawała spokoju ani chorobie alkoholowej ani przemocy. Będę mówiła. Nie będę udawała, że nic się nie stało. Właśnie po to, żeby każdy z was wiedział kto jest ofiarą, a kto katem. Żeby każdy z was wiedział, że z tego można wyjść. Żeby każdy z was wyciągnął pomocną dłoń do osoby, która nie radzi sobie czy to z uzależnieniem czy z przemocą, bo samemu naprawdę bardzo trudno jest walczyć w świecie, w którym ucisza się ofiary i potępia grzesznika, a gloryfikuję katów i grzech. Nie zgadzam się na to! I wiem że nie jestem sama!