Pierwszym i najważniejszym krokiem ku trzeźwości jest uświadomienie sobie, że to nie ja, lecz alkohol kieruje moim życiem. Jest to krok bardzo trudny z wielu względów. Po pierwsze trzeba uznać swoją mniejszość wobec uzależnienia. Po drugie, przyjąć do wiadomości, że jest się osobą chorą, wymagającą leczenia. Że to co robiliśmy i jak robiliśmy będzie nas bolało jeszcze przez jakiś czas, bo w taki sposób nie postępuje nikt przy zdrowych zmysłach. Nikt, kto kieruje swoim własnym życiem.

REKLAMA
Tak więc osoba pijąca jest zniewolona. Rozpoczynając proces trzeźwienie wyrywa się z tego zniewolenia. Staje się osobą wolną. Podejmującą własne, niezależne decyzje. To ciężka praca i wspaniałe uczucie, ale… Czy we współczesnym świecie rzeczywiście możemy być wolni? Dla jednych z was to, co teraz napiszę będzie przerysowane, innych napełni smutkiem. Ale mam nadzieję, że wszyscy znajdą odpowiedni dystans, żeby zrozumieć główną myśl – wolność jest jedyną drogą do szczęścia.
W ostatnim czasie „zderzyłam” się dość mocno z człowiekiem, który próbował mną manipulować. Nie wzburzyła mnie ta próba, ludzie robią to cały czas, bo w taki sposób nauczyli się zdobywać przewagę, dzięki której kontrolują innych ludzi. Bardziej wzburzyło mnie to jak blisko byłam poddania się tej manipulacji. Tak subtelnie została utkana, że niewiele brakowało, a rzeczywiście poczułabym się „zobowiązana” do zrobienia czegoś, czego robić nie chciałam. Na co się nie umawiałam. Na co nie byłam przygotowana i co w ogóle nie było tematem umowy jaką zawarliśmy. Znam wiele osób, które w takich chwili bez mrugnięcia okiem odwracają się na pięcie i wychodzą. Takim to dobrze… Ale patrząc dokoła widzę jeszcze więcej takich, którzy przestępując z nogi na nogę kombinują w głowie, co się stanie jak powiem „nie”. Czy przypadkiem kogoś nie obrażą, czy nie zaprzepaszczą jakiejś szansy, czy na pewno mam rację. I już są przegrani. Bo przecież NIC SIĘ NIE STANIE. Najwyżej trochę stracą, bo nie zarobią, bo nikt mi nie zapłaci za to, co już zrobili. Każdy ma swoje motywacje. Każdy ma swoje granice. Ja tylko uczulam – gdzieś tu kończy się wolność, a zaczyna zniewolenie. Za pomocą manipulacji ktoś inny decyduje za Ciebie, co i dlaczego masz robić. Dobrze się z tym czujesz? To jest to, o co Ci w życiu chodzi?
Mam znajomą, która ciągle je. Ale nie wie o tym. Jej mózg tak nauczył się ją oszukiwać, że ona naprawdę nie wie, że je. Za każdym razem, kiedy narzekała, że jest za gruba, mówiłam jej – jedz mniej! A ona odpowiadała, że nie je prawie nic, a i tak tyje. Więc któregoś dnia będąc u niej robiłam zdjęcia. Niby rozmawiałyśmy przy kawie, ale w czasie naszej dwugodzinnej rozmowy ona zjadła dwa śniadania i obiad. Kiedy pokazałam jej zdjęcia była w szoku. Nie mogła uwierzyć, że to się działo w czasie naszego spotkania. Jej własna głowa potrafiła tak ją oszukać, że ona naprawdę nie wiedziała że coś je. To działo się poza jej świadomością. Zapytałam, co z zakupami? Przecież przynosi do domu te wszystkie rzeczy. Odpowiedziała, że nigdy o tym nie myślała. Rzeczy się kończyły i kupowała nowe. Tak to jest w domu. Rzeczy się kończą – trzeba kupić nowe.
Nie ma ani krztyny przesady w powiedzeniu, że szczęśliwe życie to uważne życie. Że aby odnaleźć szczęście trzeba być „tu i teraz”. Nie w przeszłości i nie w przyszłości. Uważne bycie „tu i teraz” może nas uchronić przed sytuacjami, w których to nie my decydujemy, a ktoś za nas, albo jakaś nasza słabość w nas samych schowana.
Budujemy poczucie swojej wartości na opiniach i poglądach innych ludzi na nasz temat – a czy im zależy na tym, żebyśmy byli szczęśliwi? Dlaczego im wierzymy? Skąd pewność, że nie chcę nas oszukać? Czy nie jest przypadkiem tak, że człowiek nieszczęśliwy, który myśli o sobie nie najlepiej i żyje w poczuciu winy, bo nie umie sprostać stawianym mu wymaganiom, jest po prostu łatwy do sterowania? W żadnym wypadku nie chcę promować narcyzmu i egocentryzmu. Ale chcę powiedzieć jasno i wyraźnie – w swoim życiu masz tylko siebie i ze sobą musisz to życie spędzić. Jeśli czujesz się ze sobą źle – zrób coś, bo życie nie jest ani złe ani smutne – to my, ludzie bywamy źli i smutni. Zawsze jednak możemy pójść inną drogą – zawsze możemy zacząć szukać szczęścia. Chcę promować postawę, w której nigdy nie będziemy ulegać kłamstwu wobec samych siebie, ale będziemy mieli dla samych siebie dużo łagodności. Nie będziemy tolerować wymówek, ale nie będziemy sobie stawiać celów zbyt wygórowanych. Po prostu nauczymy się żyć ze sobą w zgodzie i harmonii.
Co i kto może decydować za nas?
Wszystko co uzależnia – zaczynając od niewinnej czekolady i jedzenia, przez papierosy, alkohol, zakupy, seks, a kończąc na narkotykach. U źródła każdego uzależnienia leży jakieś cierpienie. Jakiś brak. Jeśli dociera do ciebie, że jest coś co Cię uzależniło, to dociera do Ciebie także to, że coś jest nie w porządku w Tobie. I to jest wspaniały pierwszy krok, żeby to naprawić.
Inni ludzie. Popatrz jak wiele osób chcę żebyś robił „coś”. A dlaczego ktokolwiek poza Tobą ma decydować o tym, co będziesz robić? Kto poza Tobą może wiedzieć czego chcesz? Spotkasz ludzi, którzy będą chcieli żebyś robił coś dla ich zysku. Ale spotkasz ludzi, którzy w dobrej wierze będą narzucali Ci swoją wolę – rodzice, rodzeństwo. Ale przecież nikt z nich nie jest Tobą – nikt nie może wiedzieć, co powinieneś zrobić. Może się także zdarzyć, że będziesz czuł się bardzo samotnym człowiekiem. Opuszczonym w zimnym i ciemnym świecie. Wtedy pojawi się ktoś, kto nie patrząc na to, jaki jesteś niedoskonały, brzydki, zły zaakceptuje Cię i przygarnie. Ale zawsze patrz uważnie, czy nie chce czegoś w zamian. Czy biletem wstępu nie jest wspólne ćpanie, albo picie. Czy biletem wstępu nie jest podporządkowanie się jego woli – utrata własnej wolności.
Może się zdarzyć, że po dziesięciu latach bycia szczęśliwą matką i żoną zacznie do Ciebie docierać, że w tym Twoim wymarzonym życiu coś jest nie tak… Niestety, to dokładnie tak samo, jak z moją przyjaciółką, która nie wiedziała, że cały czas je. Podejmujemy pewne decyzję i staramy się za wszelką cenę utrzymać siebie w przekonaniu, że te decyzje były właściwe. A to niekoniecznie musi być prawda. Spędziłam dziesięć lat w związku pełnym przemocy. Nie widziałam tego nigdy. Nie widziałam tego nawet po rozwodzie. Dopiero teraz zaczęłam odkrywać, jak bardzo byłam ślepa. Jak bardzo wmawiałam sobie, że moje życie jest doskonałe.
Dzisiaj wiem, że najważniejsze to iść dalej. Jeśli upadniesz – podnieś się i idź dalej! Do następnego dnia. Do następnej godziny. Idź dalej do szczęśliwego życia.
Nie daj się zwieść społeczeństwu. Ono tak doskonale wie, jak każdy z nas powinien żyć. W moim przypadku społeczeństwo powtarzało bezgłośnie „Dzieci muszą mieć rodzinę. Wychowałaś się bez ojca – tego chcesz dla swoich dzieci?” To takie prawdziwe. Kto z was w to wierzy? Ja wiem dzisiaj jedną rzecz – nikt na całym świecie nie ma takiej mocy, żeby uczynić kogoś szczęśliwym, jeśli sam jest nieszczęśliwy. Jeśli chcesz dać swoim dzieciom szczęście to żyjąc w związku, który nie daje szczęścia tobie, nie dasz im tego – bo to nie możliwe.
Nie namawiam nikogo, żeby negował społeczeństwo i jego normy. Ale namawiam wszystkich do tego, żeby do spraw norm i powinności podchodzić świadomie i krytycznie. Zadawać pytania i udzielać na nie odpowiedzi. To, co jest dobre dla wszystkich, niekoniecznie będzie dobre dla każdego. Zawsze jest droga pośrednia, taka, która nie robi krzywdy innym, ale także daje szansę nam nie krzywdzić samych siebie. Zawsze jest możliwość, aby pozostać wolnym człowiekiem.
Życie jest bardzo proste. Pod warunkiem, że jest się bezwzględnie uczciwym wobec samego siebie. Że nie ma się w sercu lęku i nie ulega się strachowi, który potrafi przejąć władzę nad całym naszym życiem. To jeden z najgorszych doradców. Bo zakorzeniony w nas samych – więc dotyka tylko tego co ważne i istotne dla nas samych. Jak się ustrzec przed strachem? Jak nie podejmować decyzji idąc za jego głosem? Ostatnio jechałam w tramwaju, patrząc jak powoli zaczynają pojawiać się świąteczne dekoracje. Pod wieloma względami te święta będą pierwsze. Przez chwilę poczułam mrożącą dłoń lęku na karku – a co jeśli nie będą doskonałe? Przecież ja muszę urządzić święta idealne. Nastała cisza… Czy faktycznie? Czy ja muszę urządzić święta doskonałe? Co to znaczy doskonałe święta? Ręka strachu powoli cofa się i chowa daleko za mną. To JA decyduję o moim życiu. To ja decyduję o tym, co jest dobre, a co złe. To ja oceniam swoje możliwości i stawiam sobie cele, które mogę osiągnąć. To ja KIERUJĘ SWOIM ŻYCIEM.
logo
Ilona Felicjańska by Arcadius Mauritz http://www.arcadius-mauritz.pl