„Widzisz, tylko on jeden potrafi naprawdę oddać charakter i ducha prawdziwego, światowego designu. On jeden umie wydobyć z modelki to, co jest najcenniejsze, unikatowe, inne. Wiesz, on ma taki talent. To jest właśnie to, co go wyróżnia z pośród tysięcy innych. Więcej – to go wyróżnia z tych dwudziestu najlepszych – dlatego właśnie liczy się tylko on…”
REKLAMA
To monolog na temat znanego fotografa. Ale mogę podać dużo więcej przykładów. Chcecie? Na przykład zaczyna się tak: „Wiesz, fryzura to odzwierciedlenie Twojej duszy. A fryzjer to nie tylko ktoś od mycia, cięcia, farbowania i czesania. Fryzjer to ktoś, kto musi umieć dostrzec w tobie to co najpiękniejsze – a to umie tylko on…” A może tak: „Jego wizytówką stało się kobiece piękno. Finezyjne połączenie wyrafinowanej harmonii proporcji i wysublimowanej seksualności. Mimo że jest mężczyzną, wie o kobietach coś, czego nie wiedzą nawet one same. Właśnie dzięki temu jego ubrania stanowią tak wyjątkowe dopełnienie kobiecości. Jest jedyny…”
Do czego zmierzam? Że bardzo łatwo dajemy się złapać w pułapkę stereotypów. A jeszcze łatwiej dajemy się pozamykać w szafkach z szufladkami. I nie są to efekty moich rozmyślań – to moje doświadczenia. Byłam tam, znam to aż za dobrze. Ja, biedna dziewczyna z Bełchatowa nagle, prawie z dnia na dzień znalazłam się na warszawskich salonach. I co? I usłyszałam tam, kto jest najlepszym fryzjerem, kto najlepszym stylistą, wizażystą, projektantem, fotografem… Gdzie chadza się na lunch, a gdzie na kolację. Uwierzyłam. Uwierzyłam we wszystko co mi powiedzieli. Bo niby jak miałam to zweryfikować? Bo niby dlaczego ktoś chciałby mi coś wmawiać i po co? Dzisiaj już wiem – ktoś bardzo chciał mi „coś” wmówić. I wszyscy ci „wmawiający” mieli bardzo konkretny powód, żeby to robić. A ja chcę wam o tym opowiedzieć, żebyście umieli się przed tym bronić. Skoro ja przeszłam tę drogę to podzielę się z wami tym doświadczeniem – może dzięki temu szybciej skupicie się na tym co naprawdę ważne.
Dlaczego wmawiają mi że tylko jeden fotograf robi naprawdę dobre zdjęcia?Dlatego że trzeba budować tak zwane środowisko. Czym się ono wyróżnia? Ekskluzywnością. A to oznacza, że nie każdy może się w tym środowisku znaleźć. Trzeba spełnić konkretne warunki – albo mieć odpowiednio zasobny portfel, albo znać odpowiednich ludzi, albo być sławnym i znanym lub posiadać władzę. Może także być dowolna mieszanka tego, co już wymieniłam. Ale najważniejsze – nasze środowisko będzie zamknięte. Bo jest elitarne. Zmiany będą w nim zachodziły powoli. Na zewnątrz będziemy przemawiać jednym głosem – że to właśnie my stanowimy elitę elit, a cała reszta się po prostu nie nadaje. Wewnątrz może nie będziemy już tak jednogłośni i zgodni – ale co w rodzinie to w rodzinie i wara innym od tego. Cała zabawa polega na tym, że w budowaniu środowisk nie ma nic złego. Źle się robi, kiedy pojawiają się intencje – czyli zaczynamy szukać odpowiedzi napytanie „po co” budujemy „ekipę”. Patrząc na to czego doświadczyłam mam wrażenie, że chodziło wyłącznie o pieniądze i budowanie jeszcze większego ego. Takie działania znacznie utrudniały powstanie konkurencji – skoro całe środowisko modowe wymienia trzech „dobrych” fotografów, to przecież nikt szanujący się nie będzie pracował z kimś innym. Pytanie tylko dla czego? Bo zamawiający nie zna się na fotografii i sam, na własną odpowiedzialność nie jest w stanie ocenić prac mniej „uznanych” fotografów? Z drugiej strony jest wiele osób bezpardonowo wykorzystujących tą sytuację. Jak? Negocjując z „nieznanym” fotografem (przykładowo) tłumaczą mu, że skoro dostaje od nich szansę to nie może żądać normalnego wynagrodzenia – musi zapłacić „frycowe”. W tym wypadku „oszczędności” całkowicie niwelują dyskomfort współpracy z kimś, kto nie należy do tych „najlepszych z najlepszych”. Ale i tak wszystkim będziemy mówili, że jest świetny, a kosztował 1/20 tego co „ten wiesz”.
Czyli chodzi o pieniądze. Albo o zarabianie jak najwięcej. Albo o wydawanie jak najmniej. W obu wypadkach tworzenie „środowiska” jest korzystne.
Miałam to wielkie szczęście że na początku drogi zaprzyjaźniłam się z cudowną Alicją, która bez owijania w bawełnę postawiła mnie do pionu, kiedy zaczęło mi „odbijać” – bo zostałam przyjęta „do środowiska”. Do dzisiaj jestem bardzo wdzięczna Alicji za to, że po prostu mi o tym powiedziała. To dało mi szansę na złapanie odrobiny dystansu. I chociaż wtedy jeszcze nie udało mi się wyzwolić z szufladek, to był to ważny krok, dzięki któremu później łatwiej było mi pójść dalej. Potem była moja choroba, wypadek i ostracyzm. Dzisiaj mogę powiedzieć, że dzięki temu (paradoksalnie) przejrzałam na oczy. Kiedy większość ludzi odwraca się do ciebie plecami nagle okazuje się że niby powinieneś wylądować w pustce. A wcale tak nie jest. Skoro tych kilku najlepszych odwróciło się to kto uczesze, umaluje, ubierze, sfotografuje? No i nagle, zupełnie niespodziewanie okazuje się że są „inni”. Nieznani. Ci, którzy nie są „ze środowiska”, ale robią rzeczy tak samo dobrze, a często jeszcze lepiej. Bo napędzani prawdziwą pasją, nie poświęcając czasu na koterie, robią rzeczy jakich mimo dużo większych budżetów ci „najwięksi” nawet robić nie próbują. Bo nie mają motywacji i czasu. Bo zajęci są pilnowaniem stołków.
To wcale nie oznacza, że tych najbardziej utalentowanych jest bardzo dużo. Ale z pewnością jest ich więcej niż próbuje się nam wmówić. Z pewnością zawsze, w każdej dziedzinie pojawiają się nowi ludzie, z nowymi wizjami, z nową siłą, którzy wnoszą świeżość i witalność w miejsce sztampy. Ten czas, kiedy nie było w modzie za bardzo kolegować się ze mną, stał się czasem największych odkryć. Spotkałam ludzi niezwykle utalentowanych. Zobaczyłam, że świat nie kończy się na kilku ulicach Warszawy. Zobaczyłam także, jak ważny jest dialog, otwarcie, eksperymentowanie i odwaga. Jak zamykające i ograniczające jest szufladkowanie i bezrefleksyjne wartościowanie rzeczy. Naturą świata jest zmienność. Wszelkie próby sztucznego hamowania zmian prowadzą do katastrofy. Dlatego źle wróżę wielu ludziom z naszej branży modowej. Za mało w nich odwagi, a za dużo asekuracji. A odwaga to nie szukanie na siłę poklasku, wywoływanie na siłę skandalu. Za mało wizji, a za dużo pragmatyzmu. Ci nowi, ci o których dzisiaj mówi się, że „nie wiedzą jak to jest” – właśnie przez to, że „nie wiedzą jak to jest” przyjdą i porozstawiają na nowo wszystkie figury na szachownicy – bo mają odwagę, wyobraźnię, wizję. Bo nie patrzą na to „co można” tylko na to „co chcą”.
Nie chcę być źle zrozumiana – nie neguję sensu istnienia „środowisk”. Ale zwracam uwagę, że kryteria tworzenia środowisk w Polsce niekoniecznie służą najlepiej rozwojowi i budowaniu czegoś wartościowego. Liderzy zamiast brać na siebie koszty tworzenia innowacji i poszerzania rynku „okopują” się na zdobytych pozycjach i za wszelką cenę chcą utrzymać status quo. Ale czy to jest najlepsze dla mody, a przez to dla nich samych? Klocki tej układanki są proste, ale bardzo dziwnie poukładane. Zawsze wysoko ceniłam duet Paprocki&Brzozowski. Za co? Za innowacyjność, odwagę, inność. Za to, że nie bali się być sobą i robić to co dyktowało im serce, a nie podlizywać się publice. Właśnie te cechy sprawiły, że stali się jedną z ikon polskiej mody. I nigdy nie miało dla mnie znaczenia czy będzie dla mnie miejsce siedzące w pierwszym rzędzie czy nie. Znaczenie miało to że Paprocki&Brzozowski znów tworzyli, a ja chciałam zobaczyć co. Ale coś się popsuło. Pokazy przestały być świętem nowych projektów i kreacji, a zaczęły być dopieszczaniem gwiazd. Dlaczego? Czy to właśnie te gwiazdy robią sprzedaż? Może media wymagają, żeby były gwiazdy to wtedy napiszą, że pokaz się odbył – projektów nie pokażą, bo nie wystarczy na nie miejsca koło galerii gwiazd – ale powiedziane w gazecie będzie. Od dwudziestu lat jestem związana ze światem mody. Mody na najwyższym poziomie. Nie mam żadnych oporów, żeby oglądać pokaz na stojąco. Nie mam nic przeciwko temu, żeby po pokazie nie było żadnych bankietów i poczęstunków. Bo pokaz jest po to, żeby oglądać projekty i tylko po to. Ale wielogodzinne opóźnianie pokazu z powodu spóźnionych gwiazd jest przejawem braku szacunku dla tych, którzy punktualnością okazali szacunek zapraszającym. Będę do upadłego bronić utalentowanych projektantów – czy są uznani czy dopiero zaczynają. Ale zdecydowanie mam dość imprez na pokaz, gdzie kolekcja schodzi na drugi, trzeci a czasem czwarty plan. Jeśli chcecie zrobić imprezę, to zróbcie imprezę, a pokaz zorganizujcie jako pokaz. Królowi co królewskie – Bogu co boskie.
Miałam przyjemność być gościem na Różach Gali. Jednym z najważniejszych dla mnie momentów tej imprezy było kilka słów, które powiedziała Beata Pawlikowska – przytaczam je z pamięci, proszę więc wybaczyć ewentualne nieścisłości. „Do wszystkich dziewczyn, które siedzą gdzieś w szarym kącie. Kiedyś też tam byłam. Aż któregoś dnia pomyślałam, że to niemożliwe, żeby życie było tylko smutkiem i samotnością. Dzisiaj odbieram tą nagrodę i to jest dowód na to, że życie może być piękne i szczęśliwe – musicie tylko odważyć się wyjść z tego ciemnego, smutnego kąta…” Z całego serca i z wielką przyjemnością gratulowałam Beacie tego wyróżnienia i słów, które powiedziała odbierając swoją statuetkę. Od siebie chciałabym dodać kilka rzeczy:Jeśli w coś wierzysz nie daj sobie wmówić że to niewartościowe albo że jesteś naiwna w tej wierze. Twoje serce się nie myli, to inni się mylą zazdroszcząc Ci odwagi wiary w marzenia.Pamiętaj, że nagroda jest dla wytrwałych. Jeśli nie czujesz zmęczenia i znużenia robiąc to co sobie wymarzyłaś – rób to dalej. Nie myśl „jak” – myśl „co”. Ty masz wiedzieć, co chcesz robić, a wtedy życie samo podsunie Ci rozwiązanie „jak” – Ty rób to co masz robić, nic więcej, nic mniej. Nie daj sobie wmówić, że coś jest dla Ciebie za dobre, za drogie, za ekskluzywne… Czytając książki w starej drewnianej chałupie, która była naszą biblioteką we wsi Sromótka, widziałam, że to ja kiedyś będę chodziła w balowej sukni po parkiecie odbijającym tysiąc świateł z tysięcy kryształów przepięknych żyrandoli, odbijających się w kryształowych lustrach… I tak się stało. Odwiedziłam najbardziej ekskluzywne miejsca na ziemi. Prezentowałam kolekcję największych projektantów. Nigdy nie myślałam „jak” – ale wiedziałam „co”.Nie daj sobie wmówić że tylko jedna osoba potrafi coś zrobić dobrze. Utalentowanych ludzi jest więcej – szukaj ich.
Warto wypracowywać sobie własne widzenie świata. Bycie niezależnym – chociaż w krótkich terminach bywa bolesne i nieopłacalne, to w dłuższej perspektywie zawsze przynosi olbrzymie benefity. O tym warto pamiętać wybierając swoją drogę. W co inwestować? W próżną sympatię „środowiska” czy w szacunek szerokiego grona odbiorców? szacunek do siebie? Musisz samodzielnie zdecydować.
Na jednym z ostatnich spotkań mówiłam o tym, że o Felicjańskiej mówiło się „Ta, która zawsze dostaje to, czego chce.” Powiedziałam na tym spotkaniu, że to się zmieniło, że teraz już nie ma we mnie takiej determinacji, żeby za wszelką cenę dopiąć swego. Ale to nie była do końca prawda. Teraz z perspektywy doświadczeń, które mam nie forsuję na siłę swoich pomysłów. Ale bardzo dobrze wiem, co jest moim celem i chociaż wielu ludziom nie podoba się to że małymi kroczkami przybliżam się do moich celów to jednak nieustannie to właśnie robię. Niektórzy już widzą dokąd zmierzam i dają mi wyraźne sygnały, że to miejsce dla mnie. A to dodaje mi sił żeby dalej iść swoją drogą.
Myślę że to jest najlepsza myśl na zakończenie tego felietonu – pilnuj swoich spraw, pilnuj swojej drogi. Reszta ułoży się sama.
