
Kiedy 1 kwietnia 2012 roku społeczeństwo birmańskie szło do urn wyborczych, nikt nie spodziewał się, że zmiany w kraju zajdą aż tak daleko. Największe pojawiły się w dawnej stolicy –Rangunie. Po raz pierwszy odwiedziłem to miejsce właśnie w 2012 roku. Miasto wyglądało wówczas jak wyjęte z apokaliptycznej wizji. Po ulicach jeździły samochody, nierzadko z lat 40tych i 50tych, których nie sposób było spotkać w żadnej innej znaczącej aglomeracji południowo-wschodniej Azji. Pieniądze wymieniano na ulicy, gdyż sztucznie narzucony kurs bankowy nie oddawał ich realnej wartości. Tylko najbogatsi mogli pozwolić sobie na telefony komórkowe, a internet dostępny był jedynie w kilku największych hotelach.
