Popełniłem wielki błąd bagatelizując sprawę z motorówką. Byłem pewien, że to nic innego jak złośliwe fantazje moich oponentów. Podobnie jak moi przeciwnicy skupiłem się na słynnym „Bolku”. Dziś już wiadomo, że „Bolek” to pikuś, który miał nas wszystkich skłócić i odciągnąć od „prawdy”. Prawie się udało...
REKLAMA
Proponuję moim przeciwnikom i zwolennikom- Zostawmy na chwilę „Bolka”. Przyjrzyjmy się uważnie co z tą motorówką i moim sobowtórem. Ze swojej strony mogę zapewnić, że nie brałem udziału w żadnej wycieczce motorowodnej do Stoczni. Zatem jeśli to nie byłem ja - a niektórzy są pewni, że widzieli Lecha Wałęsę w łódce - jedynym wyjściem jest, że musieli widzieć sobowtóra. Ktoś musiał mocno tutaj namieszać.
Nie potrafię jedynie odpowiedzieć na parę, wydawałoby się prostych pytań. Kiedy miałbym płynąć rzeczoną motorówką? Czy wiedziały o tym gdańskie Służby Bezpieczeństwa? Kto miałby taką akcję zorganizować? Czy w akcji brali udział peerelowscy czy może zagraniczni agenci?
Zapraszam moich Przyjaciół i Nieprzyjaciół do wspólnego rozszyfrowania tej zagadki.
Pozdrawiam
Lech Wałęsa
Lech Wałęsa
