Nie lubię jeść w pośpiechu i nie lubię jeść „byle czego”. Nasi dziadkowie doskonale wiedzieli, jak ważne są wspólne posiłki – były elementem spajającym rodzinę. Przy dużych stołach zasiadali wszyscy. Na stół „wjeżdżały” coraz to nowe dania. Posiłek zdawał się trwać w nieskończoność.
REKLAMA
Głośne rozmowy, śmiech, dzieci biegające dookoła. Kiedy byliśmy dziećmi, nie docenialiśmy z pewnością tego dobrodziejstwa. A był to niezapomniany, rodzinnie spędzony czas. Teraz takie chwile to rzadkość.
Niestety, żyjemy za szybko. Zapominamy o przyjemności płynącej z delektowania się, poznawania i odkrywania na nowo rozmaitych smaków. Łapiemy w pośpiechu co jest pod ręką i lecimy – bo gonią nas obowiązki, codzienność. Zwolnijmy! Czas na slow… slow food.
Pora obudzić w sobie odkrywcę, zatonąć w finezji smaków, poczuć radość płynącą ze zdrowego rodzinnego gotowania. Powiedzmy „nie” pędzącemu światu. Nigdy nie osiągniemy pożądanej harmonii i dobrego samopoczucia, jeśli nie będziemy myśleli także o celebrowaniu posiłków i nie będziemy przywiązywali wagi do jakości jedzenia.
