Jak donosi dzisiejsza prasa, finalizują się prace nad ograniczeniem ulg podatkowych dla twórców. Owe 50 % zostaje ograniczone do kwoty ok. 85 tys. PLN rocznego przychodu, mimo wielu protestów oraz przedstawieniu szeregu całkiem sensownych argumentów przez środowiska twórcze.

REKLAMA
Mechanicznie ustanowiony próg 85 tysięcy ma pomóc oddzielić dobrze zarabiających artystów czy naukowców od dzielnie znoszącej przeciwności losu reszty. Rozwiązanie nie było by tak niesprawiedliwe, gdyby zastosowano rozliczenie średniej przychodów z 3 lat. Niestety w ten sposób do jednego podatkowego wora wrzucono dobrze uposażonych profesorów pracujących za przyzwoite stawki na kilku uczelniach, konferansjerów, celebrytów oraz na przykład literatów którym raz, dwa razy w życiu uda się napisać dobrze sprzedającą się książkę. Podobnie rzecz wygląda z artystami wizualnymi, którym też po wielu latach pracy zdarzy się (co nie jest regułą) jeden lepszy rok.
Z odliczenia 50% kosztów uzysku korzystają też prawnicy, którzy są grupą zdecydowanie lepiej uposażoną od artystów. Lecz i w tym przypadku fiskalna wrażliwość decydentów nie sięga aż do takich niuansów.
Propozycja stworzenia katalogu czynności twórczych, które podlegałyby nielimitowanemu odliczeniu przedstawiona przez Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej również nie została w żaden sposób wzięta pod uwagę przy projektowanych zmianach.
Mamy natomiast do czynienia z argumentem o konieczności likwidacji nieuzasadnionych przywilejów podatkowych, co doskonale trafia we wrażliwość którą nazwałbym histeryzującym emo-korwinizmem. Niestety ta strategia antagonizowania obywateli z braku rzetelnej informacji o rzeczywistych realiach funkcjonowania twórców sprzedaje się to świetnie.
Jest jeszcze jeden aspekt – otóż w środowiskach naukowych zniesienie odliczenia będzie impulsem do pogorszenia warunków płacowych doktorantów i adiunktów, zarabiających rocznie grubo poniżej proponowanego progu. Stanie się tak z powodu zdecydowanie lepszej pozycji negocjacyjnej samodzielnych pracowników nauki, którzy racjonalnie będą dążyć do wyrównania strat spowodowanych przez dodatkowe obciążenia podatkowe. To oczywiście przypuszczenie, ale fatalizm jest tu jak najbardziej na miejscu.
W procesie ograniczania ulg dla twórców zabrakło namiastki konsultacji. Zabrakło elementarnej politycznej woli, żeby osiągając cel budżetowy jakoś zniuansować nowe przepisy i z nieco większą starannością wyłuskać tych, którzy faktycznie mogą ponieść większy ciężar. Nie zadano sobie żadnego trudu, żeby wyeliminować ewidentne nadużycia i patologie ale po prostu obcięto wszystkim. Teraz od 85 tys. PLN za rok od 40 a potem na przykład od 20 tys.
No i na koniec smutna anegdotka – w Poznaniu, gdzie mieszkam istnieje ponury i mało wytworny, acz kiedyś licznie uczęszczany lokal w którym na barze wisi tablica o treści Muzyczne życzenia klientów mamy głęboko w dupie. W drugiej sali przy stanowisku dj’a wisiała nieco skromniejsza Muzyczne życzenia mamy jeszcze głębiej niż ci za barem.
Przypomniało mi się to dzisiaj.