Nawet na tak małym i skromnym rynku sztuki jak nasz rodzimy zdarzają się wyraźne i niedopuszczalne konflikty interesów. Zgoda dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie na uczestnictwo w radzie programowej Domu Aukcyjnego Abbey House jest tego dowodem.
REKLAMA
Rada programowa DAAH to organ o charakterze wizerunkowym, mającym poprzez zaangażowanie jakoś czytelnych nazwisk, lub tylko doniosłych afiliacji podnieść wiarygodność samej instytucji.
Obecność w tym ciele dwu dyrektorów publicznych muzeów jest zjawiskiem niedopuszczalnym. O ile postać Ferdynanda Ruszczyca obecnego dyrektora Muzeum Kolejnictwa, a kiedyś zasłużonego szefa muzeum Narodowego w Warszawie raczej bawi niż niepokoi, o tyle nie mogę tego powiedzieć o postawie dyrektor Gołubiew.
W art funds operujących na rynku amerykańskim często powołuje się ciała doradcze złożone z uczestników rynku sztuki. Są nimi kuratorzy, artyści, dealerzy czasem lekko zdesperowani krytycy. Nieprzekraczalna granica jest ustanowiona jednak na linii dzielącej rynek sztuki od instytucji publicznych. DAAH nie jest oczywiście ani normalnym domem aukcyjnym ani normalnym funduszem, nasz rynek sztuki tez nie należy do potęg. Niemniej wykorzystywanie autorytetu związanego z kierowaniem prestiżową placówką publiczną do promowania instytucji inwestycyjnej o skomplikowanej reputacji jest skandalem. W sumie byłoby to skandalem nawet gdyby działalność DAAH nie budziła wątpliwości również na innych polach.
Z podobnych powodów osoby takie jak np. prezes GPW nie może zasiadać w radzie nadzorczej spółki notowanej na parkiecie a członkowie Rady Polityki Pieniężnej nie doradzają firmom pożyczkowym. Nie robią tego dlatego, że istnieje formalny zakaz a bardziej z powodu samego zrozumienia funkcji pełnionej w swoich instytucjach.
Konflikty interesów wynikające z uczestnictwem w rynku sztuki mają różny ciężar. Od lekkich i humorystycznych jak prezentowanie naczelnego Art&Business jako krytyka sztuki w programach telewizyjnych po nieco cięższe. Te drugie dotyczą granicy między działalnością komercyjna a funkcjonowaniem publicznej sieci wystawienniczej. Umożliwienie wykorzystania reputacji Muzeum Narodowego do promocji instytucji komercyjnej narusza wiarygodność instytucji, finansowanej z pieniędzy podatnika w celu pełnienia określonej misji.
Na koniec ostatnia, chyba ważna uwaga - nie uważam, że winę za tą sytuację ponoszą zarządzający DAAH - ta całkowicie leży w lekkomyślności dyrektor krakowskiego muzeum.
