andreudozphotography.files.wordpress.com

Komenda Policji w Poznaniu ogłosiła powstanie specjalnej puli nagród dla osób pomagających w walce z napisami na murach w wysokości 50 tys złotych. Mieszkam w tym mieście od wielu lat i niewiele może mnie zaskoczyć, jednak to w jaki sposób lokalni decydenci wyobrażają sobie idealne miasto zaskakuje mnie zawsze kiedy otwieram wiadomości.

REKLAMA
Zamierzałem napisać kilka tekstów o Poznaniu. W mieście panuje marazm, kolejne galerie uciekają do Warszawy, gangsterzy demolują kamienice, centrum pustoszeje – dobrze mają się tylko galerie handlowe. Te ostatnie chyba tez niedługo będą się cieszyć – obecnie w Poznaniu na jednego mieszkańca przypada 1,2 m2 powierzchni centrum handlowego. Ta liczba rośnie, w ciągu roku jest szansa na dobicie do 1,4. Obserwacje z tzw. pierwszego świata  mówią że opłacalność znajduje się w okolicy 1m2 – z sugestią, że prawidłowej wartości należy szukać poniżej.  Centrum miasta świeci dziesiątkami pustych lokali, na reprezentacyjnej kiedyś ulicy św. Marcin łatwiej wziąć kredyt hipoteczny niż kupić papierosy czy bilet na tramwaj.
 
Wytrawni lokalni politycy jeśli nie są pytani o brak matury swoich kolegów chętnie zajmują się tzw. rewitalizacją centrum. Osobiście wolę ich w roli przeciwników in vitro czy obrońców rodziny bo jest bardziej zabawnie, ale w tym temacie też bywa pociesznie. Z wielkim rozmachem powołano w Radzie Miejskiej komisję ds. rewitalizacji. W pospiechu niestety nie udało się dokładnie doczytać o co z tą rewitalizacją chodzi, ale trudno było odmówić dobrych chęci. Roboczo ustalono, że rewitalizacja oznacza jeszcze więcej ładnych ludzi, ładnych budynków i trochę nowocześnie wyglądających klamotów najlepiej powstałych na jakimś evencie związanym z designem recyklingowym. Przy okazji zaliczono kilka wpadek w postaci utworzenia zarysu strefy ograniczonego ruchu samochodowego (tzw. strefa 30 km/h) i zamknięto jedną z ulic przylegających do rynku dla samochodów.
 
Niewiele z tęgich umysłów pracujących na trudnym odcinku rewitalizacji Poznania dostrzegło aspekt społeczny problemu. Jak wiadomo miasto składa się z budynków a nie jakiegoś tłumu przypadkowych ludzi więc margines błędu został zachowany. Problemów lokatorskich, związanych z wieloletnim procederem bezkarnego nękania lokatorów reprywatyzowanych kamienic nie udało się jeszcze nawet dostrzec zza nawału pracy rewitalizacyjnej. Pojęcie gentryfikacji, które znacznie lepiej opisuje ambicje poznańskich radnych również nie zostało w znikomym stopniu przyswojone.
 
Jednak festiwal lansu trwa nadal i postanowiono rozprawić się z napisami na murach. Ogłosił to radny Mariusz Wiśniewski, obecnie gwiazdor rewitalizacji kiedyś zagorzały przeciwnik Marsz Równości, czym zainaugurował wówczas swoją karierę polityczną. Czas pomiędzy spędził konstruowaniem planów ustawiania stojaków na rowery, ławek i klombów pełen wiary, że przy ich odpowiednim skonfigurowaniu nikt nie odróżni Poznania od takiego na przykład Strasburga.
Nic tak skutecznie nie degraduje prestiżu miasta jak hasło „Kasuj władze nie bilety” lub „Rozbrat zostaje Grobelny odpada”. Szczególnie w oczach zagranicznych kibiców lub emigrantów zarobkowych z Warszawy skuszonych błyskotliwą kampanią billboardową.
 
Poznańska Policja z braku innych sukcesów dorównujących jej ambicjom i zdolnościom przerobowym postanowiła też zrobić coś dla miasta – stąd apel do obywateli, którzy skuszeni wizją łatwego zarobku powinni teraz podać jej pomocną dłoń. W zestawieniu z wielotygodniową akcją polowania na pieszych próbujących jakoś przemieszczać między rozkopanymi skrzyżowaniami, oraz skandaliczną bezczynnością na słynnej już Stolarskiej widać wyraźną zmianę.
 
Opublikowany kilka dni temu tekst Jarosława Urbańskiego i Marka Piekarskiego przywrócił mi wiarę w przyszłość Poznania. Wypowiadając wojnę małym ludziom, szukającym figury wroga do usprawiedliwienia swojej pozycji zaapelowali o 50000 nowych „tagów, , trow upów, sreber etc. Niech władza widzi na każdym rogu czy w każdym kiblu napis „50000/50000”. I nie dajcie się złapać… w sidła mieszczańskiej estetyki.” W końcu, bo życie miasta wygląda inaczej niż wydaje się klepiącym te same smutne komunały decydentom.
 
Mam nadzieję, że może Poznań stanie miejscem nowego otwarcia polskiego street artu, który dotychczas w krajowym wydaniu raził nieco sztucznością i był ewidentnie ciałem obcym. Jest szansa, że młodzi artyści zobaczą iż tak naprawdę rzeczywistość (szczególnie rynkowa) ma im bardzo niewiele do zaoferowania i postanowią zdobyć w niej swoje miejsce. A wraz z nim zbudować tożsamość.