
„Ze względu na drastyczność sytuacji nie możemy państwu pokazać tego w telewizji, ale mogą państwo obejrzeć to na naszej stronie internetowej” – wypowiedź zaczerpnięta z czarnej komedii Kick-Ass z 2010 roku, w której prezenter telewizyjny zaprasza do obejrzenia brutalnej mafijnej egzekucji idealnie określa „potęgę” internetu.
REKLAMA
„14-latka zabiła się przez złośliwe komentarze w internecie” czy „Na Facebooku oskarżyli go gwałt – popełnił samobójstwo”. To tylko niektóre na prędce wyszukane w sieci tytuły artykułów opisujących bezsensowną śmierć osób, które nie wytrzymały internetowych szykan.
Zaszczute w internecie nastolatki nagminnie popełniają dzisiaj samobójstwa. Dlaczego nikt nie targa się na swoje życie po zaszczuciu w telewizji, gazecie czy radiu? Technicznie było to możliwe w telewizji nawet 30 lat temu, a program ”Zaszczuj nastolatka” po wieczornych wiadomościach z pewnością cieszyłby się ogromną oglądalnością. Widzowie nadsyłaliby kompromitujące zdjęcia swoich kolegów i dzwonili potem licytując najbardziej brutalne i obraźliwe wypowiedzi. Mimo technicznych możliwości tradycyjne media jednak tego nie robią.
Dlaczego zatem w internecie zamieszcza się wszystko? Nawet treści godzące w poszanowanie człowieka? Po prostu! Internet nie jest w praktyce – jakby się wydawało – kolejnym medium, ale wspólnym świadczeniem publicznym – w jednym worku z gazem i prądem. Jest jeden prąd, jeden gaz i jeden internet – zmieniają się tylko dostawcy. Nie obowiązują tu zasady savoir-vivre’u stosowanego w prasie czy telewizji, bo nikt nas za ich łamanie nie ukarze… Co najwyżej upomni i każe usunąć obraźliwe treści. Szkoda tylko, że kompromitujące zdjęcie nagiej koleżanki na pewno zostało już wielokrotnie skopiowane i udostępnione. A ów koleżanka przygnieciona szeregiem szykan i wyzwisk zawisła na strychu nie wytrzymawszy napięcia i beznadziei swojej sytuacji.
Dorośli znoszą sieciowe szykany trochę lepiej – najczęściej jakoś z tym żyją… Częściej niż nastolatki porywają się na rozwiązywanie problemu na drodze sądowej. Są nawet przypadki prawomocnych wyroków w takich sprawach. W 2010 cała Polska umierała ze śmiechu słuchając rozmowy nagranej przez lubuską policję z 85-letnią Panią Jadwigą, która zadzwoniła pod alarmowy numer zaniepokojona pożarem „styrty” siana. Niedosłuch rozmówczyni oraz przyjęte wcześniej środki uspokajające spowodowały ko(s)miczność rozmowy. Mimo iż lubuska policja zdjęła pierwotne nagranie, to kolejne jego wersje bawią Polaków do dzisiaj. Wystarczy wygooglować „styrta się pali”. A Pani Jadwiga… Cóż, tylko czasami płacze w poduszkę. Jej rodzinie też cała sytuacja odbija się z niesmakiem jak zgaga.
Zanim więc uzbrojeni w myszkę i klawiaturę przystąpimy z internetowym tłumem do bezmyślnego linczu czy powielania krzywdzących treści zatrzymajmy się na chwilę.
Może się okazać, że chłopak z udostępnianego po raz pięćsetny na Facebooku zdjęcia zarejestrowanego przez kamerę przemysłową wcale nie ukradł roweru, ale po prostu szedł tą okolicą do kina.
Dodane dnia następnego po ukazaniu się wpisu.
Niniejszym należą się podziękowania dla Pana Wojciecha Orlińskiego, którego książka "Internet. Czas się bać" była niewątpliwą inspiracją przy pisaniu tego artykułu.
Panie Wojciechu, moja orientacja w temacie to w ogromnej mierze Pana zasługa. Dziękuję!
Niniejszym należą się podziękowania dla Pana Wojciecha Orlińskiego, którego książka "Internet. Czas się bać" była niewątpliwą inspiracją przy pisaniu tego artykułu.
Panie Wojciechu, moja orientacja w temacie to w ogromnej mierze Pana zasługa. Dziękuję!
