Z Olą Szałek z DaWandy i Olgą z 9 Design
Z Olą Szałek z DaWandy i Olgą z 9 Design DaWanda.pl

Chyba jednak jest coś takiego jak prawo serii... Jeszcze do zeszłego tygodnia na swojej drodze natykałam się na smutnych ludzi, mało sprzyjające okoliczności i kolejne mury z którymi boleśnie się zderzałam. A od 10 dni - zmiana o 180 stopni! Spotkałam się z taką masą pozytywnej energii, że aż sama nabrałam nowego wiatru w żagle.

REKLAMA
Inna rzecz, że może to kwestia nastawienia. Przestałam narzekać, użalać się nad sobą i zamęczać innych swoimi przemyśleniami na temat generalnej beznadziei polskiego rynku i zatrudniania młodych ludzi... Ba, zgodnie z postanowieniem z zeszłego wpisu (no wiem, najpierw miała być bajeczna praca a potem sport, ale może to metoda na zaklęcie rzeczywistości?) zaczęłam biegać! Ok, doświadczeni maratończycy typu Haruki Murakami, czy Tomasz Lis (o olimpijczykach nie wspominając) obśmialiby mnie bezlitośnie. Bo na razie jeszcze głupio mi kompromitować się na ulicach i biegam na siłowni. Wytrzymuję tylko 20 minut na poziomie 4, czyli około 4 kilometrów. Ale jak zaczęłam 9 dni temu już po 0.6 km, 4 minutach gubiłam płuca! Jakiś tam postęp jest...
Zacznę od polskiej wersji portalu DaWanda. Nie będę tu tłumaczyć na czym to polega, w końcu to nie laurka reklamowa. Ale faktem jest, że pasja i entuzjazm, jaką mają w sobie jej twórcy sprawia, że pisząc o nich „portal”, „Serwis internetowy” itp, coś mi tu zgrzyta. Ekipa naszej rodzimej DaWandy to młodzi ludzie z otwartymi głowami i pomysłami na to, jak podstymulować polską sztukę z sercem. Jak promować rzeczy (ubrania, meble, ceramikę, biżuterię, grafikę i wieeele innych) kiedyś chlubnie zwane rzemiosłem, a od dekady wypierane jest przez komercję i „masówkę”. W sumie trudno się temu dziwić. Bo i jak taki młody twórca ma się przebić? Często ma tylko swój pomysł i talent, ale z funduszami, ekonomią, zapleczem technicznym i generalnym know-how bywa krucho... Tymczasem, słuchając Marcina opowiadającego o tym, że nie tylko chcą sprzedawać polskie „hand made” na każdą kieszeń, ale też wspierać twórców rozmaitymi warsztatami, spotkaniami i możliwością korzystania z DaWandowego showroomu, sama zaczęłam zastanawiać się nad powrotem do mojej nieco zakurzonej pasji: witraży.
A swoją drogą - na prasowym dniu wnętrzarskim, kiedy miałam przyjemność odwiedzić DaWandę, zaskoczyło mnie jedno: strach przed kolorem. Nie, nie we wnętrzach, tu artyści fantastycznie bawią się barwą, światłem, cieniem. Koloru zabrakło mi u ludzi! Poza Olgą z 9 Design nikt nie odważył się na rzucające się w oczy ubranko... Ale może o to chodziło? Lepiej wyeksponowano dzieła młodych twórców!
logo
Eco-brain storming w DaWandzie

Koloru na pewno nie boją się dziewczyny z Ananasa dla domu, sklepiku - galerii na Emili Plater. Ala i Ania są barwne zewnętrznie i wewnętrznie (chyba mało fortunne sformułowanie, ale trudno). A ich sklep - bajkowy. Ceramika, pledy, książki, torby i generalnie wszystko, co emanuje takim urokiem, że wystarczy tylko spojrzeć, by poprawić sobie humor. Co jednak najważniejsze, w Ananasie, podobnie jak w Home&Moods, czy Secret Life, o których pisałam wcześniej, atutem równie istotnym (jeśli nie istotniejszym!) co piękne rzeczy są właścicielki. Pogodne, uśmiechnięte i chętne do rozmowy na tematy wszelakie. To miejsce do którego aż chce się wracać!
logo
Ananas dla domu

Skoro już padła nazwa Secret Life... Czy byliście już w żoliborskiej Secret Life Cafe? Jeśli nie, koniecznie się wybierzcie, zanim nastaną słoty i chłody! Kawiarnia ma piękny taras i wygodne leżaki, co w połączeniu z romantycznym klimatem polskiego babiego lata wprawia w fenomenalny nastrój. Atmosfera kawiarni jest równie urzekająca, jak sklepu (nic dziwnego, otworzyli ją brat Agnieszki, właścicielki SL na Polnej, wraz z żoną Zuzią; nad wystrojem czuwała oczywiście Aga) - niezobowiązująca, rodzinna i przyjazna dzieciom i czworonogom. A jedzonko - pychotne. Każdego dnia czeka nas niespodzianka - jaka zupka? Tarta wytrawna? Tarta słodka? Stały punkt to bezy, też rewelacyjne. Nie przemilczę też znakomitego wina portugalskiego w rozsądnych cenach i eleganckich kieliszkach. Wizyta w Secret Life Cafe to punkt obowiązkowy następnego wolnego weekendu!
logo
Kontuar w SLC, za kontuarem - Zuzia

Na koniec coś dla podróżników i amatorów czekoladowej rozkoszy. W związku z moją współpracą z magazynem „W piekarni i w cukierni” oswajałam ostatnio globalny rynek czekoladowy. I natknęłam się na genialną inicjatywę: www.chocolatenaive.com. Nie we Francji, Włoszech, czy Szwajcarii ale na Litwie! Jeśli tam będziecie, koniecznie poszukajcie w sklepie retro-tabliczki z pokarmem bogów! Każdy smak, a jest ich spory wybór, aksamitny, aromatyczny i... zaskakujący. A każde opakowanie - RĘCZNIE podpisane przez Domantasa, założyciela! Mnie dodatkowo rozbroił jeden z wywiadów z Domantasem właśnie. Opowiadał w nim o tym, jak rzucił intratną posadkę w Londynie, jak zmagał się z bezrobociem po powrocie do ojczyzny i jak... nigdy nie żałował swojej decyzji. Bo wierzy, że w życiu chodzi o to, by odnaleźć „swoją czekoladę”.
logo