
W ten weekend Warszawę opanuje przedświąteczna gorączka. Już widzę te tłumy w centrach handlowych, słyszę głosy „życzliwych” spieszących do kas i przymierzalni… Jak to dobrze, że ja zakupy mikołajowe mam już za sobą. W weekend będę się relaksować i szykować do Gwiazdki w duchu slow. Jak?
REKLAMA
W sobotę z rańca ruszam po choinkę. Mam nadzieję, że, jak od 15 lat, niezawodna okaże się ulica Polna. Co roku to tam jest największy wybór i najelastyczniejsi cenowo sprzedawcy… Do domu blisko, więc jakoś damy radę przytarabanić 3 metrowe drzewo. A jest i szansa na babunię z najlepszym sokiem malinowym, jaki piłam. Pojawia się na dwa dni przed Wigilią od 3 lat, sprzedaje pioruńsko drogie ćwikły, chrzany i buteleczki szkarłatnego eliksiru, ale jest on grzechu warty…
Potem część nielubiana: oprawianie i ubieranie. Tak, wiem, to niepopularne, ale nienawidzę ubierać choinki. Mam nadzieję, że i tym razem z odsieczą przybędzie moja Mama. Ja zajmę się rozplątywaniem lampek (a supłowisko zwykle jest okrutne!!), wiązaniem sznureczków i podawaniem bombek, a ona – strojeniem. Mikołaj ją potem wynagrodzi;0)).
Potem część nielubiana: oprawianie i ubieranie. Tak, wiem, to niepopularne, ale nienawidzę ubierać choinki. Mam nadzieję, że i tym razem z odsieczą przybędzie moja Mama. Ja zajmę się rozplątywaniem lampek (a supłowisko zwykle jest okrutne!!), wiązaniem sznureczków i podawaniem bombek, a ona – strojeniem. Mikołaj ją potem wynagrodzi;0)).
Popołudniu ruszę w miasto. Mróz ma trzaskać niemiłosierny, więc liczę, że tłumy pouciekają w domowe pielesze. Okutana we wszystkie wełny i puchy, jakie mam, popatrzę na witryny i skoczę w kilka apetycznych miejsc. Np. do my’o’my na Szpitalną, na bezalkoholowego grzańca pomarańczowego i jakąś wariację na temat bajgla. Potem ślizgawka pod PKiN i wizyta na Jarmarku – zakochałam się w Diabelskim Młynie (platonicznie, bo za zimno, by się do niego zbliżać ;0)). Na mało zdrową ale pożywną kolację – belgijskie frytki. Z Okienka na Polnej albo z nowej miejscówki na Hożej, tuż przy Marszałkowskiej. To ostatnie to ponoć jedyne miejsce w Warszawie, które nie salwuje się mrożonym półproduktem… Choć fryty i sosy z Okienka jak dotąd są moim the-beściakiem.
Wieczorkiem zrobię kilka dekoracji na świąteczny stół. W tym roku będzie eklektyczny, trochę skandynawski, trochę eko a trochę… barokowy. Inspiracje w internecie i w dawandowych tutorialach. A jak się wyrobię, to jeszcze w sobotę zabiorę się do lepienia pierogów. Składniki na farsz są (ufff, poszukiwania kapusty idealnej trwały wieki!! Udało się dzięki eko delikatesom na Widok), trzeba tylko podsmażyć, po wałkować i po lepić. Pierożki zamrożę nieobgotowane, na poniedziałek będą idealnie „przegryzione” i pyszniutkie.
W niedzielę rano wybieram się po ostatnie (no, prawie – pieczywko w poniedziałek; koniecznie z Charlotte – chleby z rozmarynem i rodzynkami i z piekarni na Polnej – bułeczki i chałki) zakupy spożywcze. Najlepsze owoce, warzywa i nabiały dostanę na Bazarze na Dołku nieopodal Metra Natolin. Tam też będę polować na prawdziwe miody, konfitury i syrop malinowy, jeśli „moja” babunia zawiedzie. I może dokomponuję dekoracje choinkowe…
Przed 15.00 szybka wizyta w Secret Life – bosko, że w ten weekend sklep działa i w niedzielę, w sobotę za Chiny się nie wyrobię a Mikołaj ma tam coś do odebrania. Generalnie jeśli jeszcze brakuje Wam czegoś dla kogoś bliskiego – polecam to miejsce. To kopalnia inspiracji!!
Obiad w Bułkę przez bibułkę – jakaś pyszna, pożywna i rozgrzewająca zupka. I do domu, do ostatnich porządków i pakowania prezentów. W tym roku, zainspirowana popisami Marysi z DaWandy, spróbuję być ekologiczna i pakować w gazety i to, co już mam w domu…
Wczesnym wieczorem gorąca, relaksująca kąpiel, kilka chwil w łóżku z książką i spać. W Wigilię pracuję, kursuję po mieście, muszę być wypoczęta. Zwłaszcza, że w nocy, jak już się goście rozejdą, z Mamą niezawodnie plotkować będziemy do 5 nad ranem…
Eh, już nie mogę się doczekać. Wesołych Świąt!!!
