Stało się - nawet ja, tytan pracy, doszłam do wniosku, że jak jeszcze chwilkę pożyję w takim trybie, to do piórnika wsunę się szybciej, niż ustawa przewiduje. Coś wspólnego z tym podejściem ma pewnie siekiera, która ostatnio wylądowała między moimi łopatkami. Poleciała ze strony, z której najmniej bym się tego spodziewała, ale na to szkoda słów. W każdym razie: w ten weekend nie ma zmiłuj, całe dwa dni robię tylko to, na co mam ochotę. Wam też gorąco polecam taki wydłużony "dzień dziecka".

REKLAMA
logo

Nie mam godzinnego planu, ani rozpiski co kiedy robię. Ale jest kilka miejsc, które od jakiegoś czasu planuję odwiedzić, kilka rzeczy, które chcę zrobić i ciągle - z racji pracy - odkładam to na jutro. Basta! A że wszystkie są na tym samym mokotowskim odcinku - wybiorę się pewnie na fajny spacer.
Na Mokotowie właśnie, a dokładniej na Puławskiej przy Madalińskiego dosłownie kilka dni temu otworzyło się nowe miejsce: Chleb Sklep. Działa jakiś tydzień, a mnie już dochodzą peany na jego temat. Ponoć boskie, zdrowe i smaczne pieczywo prosto z pieca, kuszące ciacha i rewelacyjne smarowidła własnej roboty. No to już wiem skąd będę miała bułeczki na weekendowe śniadanko.
logo

Dosłownie rzut beretem od Chleb Sklep jest Kurnik Shop. Na Bałuckiego. Zresztą to od Magdy, właścicielki Kurnika, o Chlebie usłyszałam. Stary Mokotów mocno trzyma się razem, wspiera i promuje. I świetnie, bo w obliczu faktu, że Puławska to jedna z najpaskudniejszych ulic w stolicy, dobrze, że przynajmniej tamtejsza aura jest pozytywna...
Wracając do Kurnika - polecam każdemu zakochanemu w skandynawskim designie. Meble, biżuteria, akcesoria, torby, buty i przede wszystkim genialne w prostocie i fantastyczne jakościowo ubrania. Na śmietankową tunikę poluję od grudnia, może wreszcie się uda...
logo

Z kolei przy ulicy Dąbrowskiego mieści się Reset Agaty Hasiak. Istne eldorado dla wszystkich rozmiłowanych w ekologii, recyclingu i upcyclingu. W sklepie Agaty meble, torby, poduchy, gazety dostają nowe życie. Połączenie stylu skandynawskiego z topornym PRLem jest zaskakująco odświeżające i... bardzo na czasie.
logo

Koniecznie też muszę zawadzić o Bułkę przez Bibułkę na Puławskiej, obok Dzikiego Ryżu. Nie wiem jeszcze, czy na poranną kawę, czy na którąś z ich rewelacyjnych zup, zobaczymy jak mi się weekend ułoży.
I tak to pewnie wyjdzie: w sobotę posnuję się po Mokotowie, w niedzielę zabunkruję się w domu. Z kakao wedle kuchni 5 przemian, zaległymi lekturami i filmami. Wprawdzie w kinach kuszą ostatnie seanse Roweru i Atlasu chmur, ale poczekam chyba na ich empikowe wersje... Na stoliku przy kawie czeka wywiad rzeka z Małgorzatą Braunek i biografia Mika Jaggera. I Drive z Gosslingiem, który nie wiem jakim cudem przegapiłam w kinach. Zamówię więc pizzę z La Tomatiny (niewiarygodnie cienkie ciasto, doskonale doprawiona; i przemiła obsługa, nawet przez telefon ;0)) albo chińszczyznę z Mandarina (wreszcie Chińczyk, od którego nie boję się zamawiać ;0)) i zalegnę na sofie.
Taki jest plan. Ale miałam nic nie planować więc... zobaczymy jak to wszystko wyjdzie w praktyce ;0)). W każdym razie: udanego weekendu!!