Była kiedyś w Warszawie taka lodziarnia: Palermo. Mieściła się na Mokotowskiej, rzut beretem od mojej podstawówki. Kojarzyła mi się z kilometrowymi kolejkami, mozaikową podłogą i lodami na żetony. Najlepszymi lodami, jakie w życiu jadłam.

REKLAMA
logo
Nie wiem, może to kwestia dziecięcej nostalgii, może uroku wyjątkowości miejsca, ale takich pistacjowych, waniliowych czy jagodowych jak w Palermo - w Polsce nie jadłam nigdy potem...
Na miejscu Palermo jest teraz Snobissimo. Nazwa też z włoskiego, ale klimat - sztywny jak w szwajcarskiej gwardii. Nie ma śladu po beztroskich chwilach.
logo

Ale wróćmy do lodów: czy jest miejsce w naszym kraju, które z czystym sercem możecie polecić? Takie, w którym to lody są pyszne a nie desery, pokryte masami bitej śmietany, polew, wafelków i innych mistyfikatorów smaku... Chętnie odwiedzę! Bo mnie dobija to, co nam się serwuje pod kryptonimem lodów. We Włoszech - kraju, który sztukę wytwarzania tego deseru doprowadził do maestrii - nie załapałyby się one nawet na miano jedzenia. Tam liczy się wszystko - jakość i pochodzenie śmietany, owoców, ilość i jakość cukru, proces krystalizacji i przechowywania. U nas w zdecydowanej większości miejsc robi się je z półproduktów, naładowanych chemią, sztucznymi barwnikami i aromatami... A te prawdziwe powinny być naturalne, kremowe, nadające się do nakładania tylko szpatułką.
logo

Bliskie ideału było Gelatone w podwórku przy Chmielnej, ale też dawno zamknięte. Limoni nie stosuje wyłącznie świeżych produktów. Lody na Patyku mają uroczy klimat, ale to jednak bardziej miejsce niż smak... Grycan to masówka. Blikle ma bardzo nierówne partie i tendencję do przemrażania lodów. Czy ktoś wskaże specjalistę?
Ja tymczasem za tydzień śmigam na Sycylię. Wprawdzie nie do Palermo, ale i tak wiem, że wreszcie przyjdzie mi doznawać lodowych rozkoszy podniebienia. Czego i Wam życzę!
logo