Popełniłam błąd. W moim subiektywnym rankingu cech niepożądanych na drodze, na trzecim miejscu umieściłam "Kierowcę skody". Dziś oficjalnie wyłączam z tej kategorii kierowcę Skody Roomster, który zaoszczędził mi wielu frustracji, wywołanych organizacją ruchu drogowego w Warszawie. Kierowcy Skody Roomster to supermeni i dżentelmeni.
Według mnie mniej niebezpieczny niż pierwsze trzy kategorie. Niemniej jego upojenie przynosi katastrofalne skutki. Więcej powiedzą o tym kroniki policyjne.
Kiedy sukces pisany jest szminką, bywa okupiony kolizjami. Sama jestem niestety czasem przedstawicielką tego gatunku. W drodze na ważne spotkanie zdarza mi się dopieszczać urodę przy pomocy samochodowego lusterka. Jestem wówczas wdzięczna za wyrozumiałość - głównie za to, że uważni współużytkownicy jezdni omijają mnie szerokim łukiem, zdając sobie sprawę, że gdy lakier nierówno rozłoży się na paznokciu lub konturówka wyjedzie poza linię warg, mogę nieco zboczyć z mojego pasa ruchu...
Strzeżcie się! Zazwyczaj z rury wydechowej jego auta dobywają się wyjątkowo śmierdzące spaliny. Nie respektuje oznakowań na skrzyżowaniach. Prawdopodobnie ostatnia niedziela, gdy siedział za kółkiem, zdarzyła się tuż po wojnie krymskiej, w 1856 roku. Dlatego wóz ma zardzewiałą rurę wydechową, a kierowca gdy już raz depnie akcelerator, w euforii nie może z niego zdjąć nogi... Sam nie może. Czasem robią to za niego okoliczności.
Biznesmen tudzież biznesmen aspirujący. Nie może rozstać się z telefonem, gdyż jest bardzo zajęty opowiadaniem żonie/ kochance o swoich zawodowych sukcesach. Charakterystyczne: nie rusza na światłach i zwalnia po zakrętach. Groźny kiedy przyspiesza, bo nie panuje nad kierownicą, zwłaszcza jeśli oprócz prowadzenia rozmowy, wystawia akurat fakturę.
Zgłoszony przez Claudię Torres: "Kierowca nowego SUVa, który udaje, że nie widzi na drodze kierowców małych samochód, bo przecież to on jest doskonale widoczny, co zapewnia mu także pierwszeństwo w każdych warunkach, bo w końcu to inni ryzykują więcej".
Jeździ nerwowo. Porywczo. W drodze od jednych do drugich świateł wymija piętnaście aut. Nigdy nie czeka w kolejce do skrętu w lewo - wpycha się na sam przód tuż przed sygnalizatorem świetlnym. Wjeżdża na pasy, gdy jeszcze idą po nich ostatni piesi. Parkuje, gdzie mu się podoba, byle najbliżej celu podróży. Najchętniej wjechałby autem do samej kuchni. Nie rozumie, co oznacza ograniczenie prędkości na miejskiej ulicy - wydaje mu się, że ograniczenie prędkości do 50 km/h oznacza "dodaj 50". Uwaga - można zaobserwować groźną mutację: Kierowca starego BMW. Można go rozpoznać po dobywającym się z głośników disco polo.
Zwykle w szarym, butelkowozielonym lub morskim volkswagenie; również w skodzie. Włóczy się prawym pasem i sprawia wrażenie, że szuka całodobowego sklepu. W jego towarzystwie nie szarżujcie na drodze i trzymacie się swojego pasa. Inaczej ponury sąsiad ożywi się, wyświetlając napis: "Proszę zatrzymać samochód". Co ciekawe - Policjant od dawna nie jeździ z kogutem. Tego zwykle nakładają na maskę kierowcy, którzy nie chcą stać w korku na Prądzyńskiego. Koguty i inne sygnalizatory do nabycia w Internecie całą dobę.
"Takiemu kieliszeczek nie zaszkodzi, jak mawia ojciec dyrektor, i realizując w tym stanie swą misję ewangelizacyjną na drodze sprawia, że nawet najzagorzalsi ateiści zaczynają się modlić".
