Wodotryski na Podzamczu - zdjęcie z portalu www.mmwarszawa.pl
Wodotryski na Podzamczu - zdjęcie z portalu www.mmwarszawa.pl www.mmwarszawa.pl

Po raz pierwszy od wielu lat, z różnych przyczyn, spędzam lato w Warszawie. I wcale nie żałuję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wolę warszawskie Powiśle od berlińskiego Prenzlauer Berg.

REKLAMA
Przez życie w ciągłych rozjazdach i wieczne turbulencje w różnych środkach komunikacji w Polsce i zagranicą, zupełnie nie zauważyłam, jak bardzo w ciągu kilku ostatnich lat zmieniła się Warszawa.
Wyjechałam dziś po późnym śniadaniu rowerem w stronę centrum. Nigdy tego nie robię. Do miasta jeżdżę z Wilanowa samochodem, a kiedy w weekendy wsiadam na rower, kieruję się raczej w stronę Lasu Kabackiego albo Wału Zawadowskiego. Dziś wybrałam się nad Wisłę i ku mojemu zdumieniu, nie musiałam tłuc się między pędzącymi sportowymi samochodami i ciężarówkami. Prawie wszędzie są już mądrze wytyczone ścieżki rowerowe. Bez problemu można dostać się nad rzekę, a tam... spełnia się moje marzenie...
Wiele razy, spacerując nad Sekwaną, w okolicach Sprewy, nad praską Wełtawą czy frankfurckim Menem (tu może jest najsłabiej), marzyłam o tym, żeby móc odbywać podobne spacery w Warszawie nad Wisłą. U nas - zamiast stylowych knajpek, fajnie zorganizowanego nabrzeża, ławeczek i latarń - panoszyli się zwykle zwykle brud, smród i menele. Dziś jest zupełnie inaczej. Na odcinku od Mostu Łazienkowskiego do Mostu Siekierkowskiego, choć tu nie jest jeszcze rewelacyjnie, można zatrzymać się na kawę czy drinka w dwóch fajnych portowych enklawach z plażowym piaskiem, stolikami, głośnikami z muzyką, barami i atmosferą chilloutu. Kawałek dalej - pod Centrum Nauki Kopernik - rozciąga się strefa relaksu jak marzenie, z leżakami, stojącymi na wspaniale zadbanej trawie, zwróconymi w stronę Wisły. Towarzystwo wyborowe. Wszyscy siedzą, rozmawiają, odpoczywają po jeździe na rowerze, czytają książki i gazety... Przyjemnie spędzać czas w takim miejscu.
logo
Leżaki pod Centrum Nauki Kopernik www.izabelakopec.eu
Kawałek dalej - wodotryski na Podzamczu i setki ludzi. Zamiast chamskich bud z frytkami i inną smażeniną, dyskretne dyspensery z napojami. Rodziny piknikują na trawie albo na rozstawionych gęsto ławeczkach. Toalety na swoim miejscu i wystarczająco dużo, żeby nikt nie musiał czekać albo męczyć się w kolejce. Gwar, uśmiechnięte twarze. Przedstawiciele różnych subkultur, kultury, grup wiekowych i jeszcze różnych innych grup leniwie koegzystują we wspólnej przestrzeni. Do tej pory taką pozytywną energię spotykałam częściej w berlińskim Prenzlauer Berg niż w którejkolwiek z warszawskich dzielnic.
Wyżej - na Starówce - moc wrażeń.
Między innymi - mój ukochany Jazz na Starówce, który od lat utrzymuje doskonały poziom. Rynek wypełniony po brzegi, podczas gdy ze sceny, punktualnie o 19.00 (dziś było akurat 10 minut opóźnienia) rozchodzą się fantastyczne dźwięki najciekawszych jazzowych zespołów świata. Dziś odświeżający Michel Wolny z Frankfurtu (w tercecie, tfu, w trio!!! grał między innymi Komedę), w zeszłym tygodniu Radio.String.Quartet.Vienna (z repreturaem Zawinula).
logo
Jazz na Starówce, 28 lipca 2012, Michel Wolny Project www.izabelakopec.eu
Po koncercie miłe knajpki na Krakowskim Przedmieściu (w piątki na Skwerze Hoovera polecam milongi - odbywają się na parkiecie pod wielkim namiotem). Z kultowymi Przekąskami-Zakąskami vis-a-vis Hotelu Bristol. Miłośnicy bardziej wykwintnego trunku i owoców morza mogą zjechać Karową w dół na Powiśle, gdzie czeka między innymi modna Boska Jola (restauracja Boscaiola). Mule i czerwone wino są tam doskonałe.
W drodze powrotnej na Wilanów, wystawa na płocie Łazienek - tym razem Rafał Olbinski. Ci, co lubią - oglądają po kilka razy. Ci którzy nie znają, mają szansę zapoznać się przy okazji spaceru lub rowerowego przelotu, z twórczością najbardziej dziś znanego na świecie polskiego plakacisty (robił okładki New Yorkerowi czy tygodnikowi Der Spiegel).
Po takim dniu wspaniale smakuje śledź z mrożoną wódką na gorącym jeszcze po całym dniu własnym tarasie. Właśnie na nim siedzę i myślę, jak bardzo się cieszę, że z postpeerelowskiej, smętnej, pełnej architektonicznej gargamelszczyzny pustyni kulturalnej, Warszawa przekształciła się w europejską metropolię. W miasto nie tylko otwarte na turystów, ale przede wszystkim przyjazne dla mieszkańców. W fajną, pełną zieleni przestrzeń, w platformę spotkań, wymiany myśli, kultur i wrażliwości. W przestrzeń, w której - jak według koncepcji Richarda Floridy - rządzi talent, technologia i tolerancja.
I nawet nie denerwuje mnie już, że coraz trudniej jest dostać się samochodem do centrum. Postanowiłam więcej jeździć rowerem.