Okładka tygodnika redagowanego przez gorących chłopaków.
Okładka tygodnika redagowanego przez gorących chłopaków. www.uwazamrze.pl

Zadzwoniła do mnie znajoma, że w „Uważam rze” znalazła się niepochlebna recenzja mojej najnowszej płyty pt. „Piazzolla. Show Me Your Tango”. Wcale mnie to nie zdziwiło. Skoro z entuzjazmem napisała o niej „Polityka” i „Polska The Times”, a jednym z partnerów płyty jest portal NaTemat.pl, album nie może podobać się prawicowemu tygodnikowi. Wiadomo wszak od dawna, że dystans oraz humor są na prawicy deficytowe. Recenzja mnie jednak zaciekawiła, bo autor zarzucił mi w niej… brak żaru.

REKLAMA
Najnowszy polski hołd dla twórczości Astora Piazzolli wypadł poprawnie, lecz rozczarowująco”, pisze dziennikarz, pan Adam Ciesielski (przy okazji – czy ktoś z państwa zna gorącego pana Adama?).
Postanowiłam dowiedzieć się, dlaczego, ale odpowiedzi nie otrzymałam. Na prawie czterech szpaltach, zamiast dokonać krytycznej analizy albumu i w oparciu o jakieś (wszystko zresztą już jedno jakie) kryteria sformułować ocenę, autor opowiedział o tym, kim był Astor Piazzolla i kto nagrywał jego dzieła. Na koniec, ni z gruszki, ni z pietruszki, zauważył brawurowo: „Śpiewowi solistki, dysponującej szkolonym mezzosopranem, nie można nic zarzucić, podobnie jak grze akompaniującego jej sprawnego kwintetu Aconcagua. Ale też nie można się niestety niczym zachwycić. W interpretacjach i aranżacjach dominuje klasycznie zorientowana poprawność. Jakże daleka od pełnej żaru i dramatycznego napięcia pasji twórcy obrazoburczych tang”.
Nie, nie piszę tego posta z pretensją ani w poczuciu rozczarowania. Naprawdę nie spodziewałam się, że gorący pan Adam pisząc recenzję wykona jakąś elementarną pracę krytyczną i rozważy choćby:
* czy ciekawsze są instrumentalne czy wokalno-instrumentalne wykonania Piazzolli,
* czy wykonane przez polskiego aranżera Tomasza Filipczaka wyróżniają się jakimś elementem na tle innych aranży (na przykład aranżerów Galliano),
* czy fakt, iż kwintet miał w składzie gitarę klasyczną, a nie elektryczną, zmienia coś w odbiorze,
* czy wokalistka (tak, o mnie chodzi) śpiewa czysto, czy jej głos brzmi dobrze czy słabo w określonej tesyturze oraz czy interpretacja oddaje przekaz, zawarty w tekstach poetów, którzy dla Piazzolli pisali.
Te pytania mogłabym w nieskończoność mnożyć, ale przecież nie mogę spodziewać się od gorącego pana Adama chłodnej refleksji.
Piszę, bo w istocie, rzecz mnie ubawiła. Dostało mi się przecież za żar, a raczej jego brak w odczuciu pana Adama.

Panie Adamie, cieszę się, że moja płyta pana nie rozgrzała. Naprawdę, czułabym się dziwnie, wiedząc że rozpalam zmysły gorących chłopaków z „Uważam rze”.

Teraz pozostaje mi tylko ogłosić konkurs na dziennikarskie teksty o kulturze, które najmniej grzeją. Na początek polecam toporne i banalne artykuły pana Adama (tekstom nie pomaga nawet fakt, że grzeją się w ciepłym świetle naprawdę wielkich nazwisk):
Z życzeniami chłodnej lektury
Izabela

PS Mimo wszystko ucieszyło mnie, że krótko po paszkwilu w „Uważam rze” bardzo pozytywną recenzję napisała „Rzeczpospolita”: