
Zadzwoniła do mnie znajoma, że w „Uważam rze” znalazła się niepochlebna recenzja mojej najnowszej płyty pt. „Piazzolla. Show Me Your Tango”. Wcale mnie to nie zdziwiło. Skoro z entuzjazmem napisała o niej „Polityka” i „Polska The Times”, a jednym z partnerów płyty jest portal NaTemat.pl, album nie może podobać się prawicowemu tygodnikowi. Wiadomo wszak od dawna, że dystans oraz humor są na prawicy deficytowe. Recenzja mnie jednak zaciekawiła, bo autor zarzucił mi w niej… brak żaru.
* czy wykonane przez polskiego aranżera Tomasza Filipczaka wyróżniają się jakimś elementem na tle innych aranży (na przykład aranżerów Galliano),
* czy fakt, iż kwintet miał w składzie gitarę klasyczną, a nie elektryczną, zmienia coś w odbiorze,
* czy wokalistka (tak, o mnie chodzi) śpiewa czysto, czy jej głos brzmi dobrze czy słabo w określonej tesyturze oraz czy interpretacja oddaje przekaz, zawarty w tekstach poetów, którzy dla Piazzolli pisali.
Te pytania mogłabym w nieskończoność mnożyć, ale przecież nie mogę spodziewać się od gorącego pana Adama chłodnej refleksji.
Panie Adamie, cieszę się, że moja płyta pana nie rozgrzała. Naprawdę, czułabym się dziwnie, wiedząc że rozpalam zmysły gorących chłopaków z „Uważam rze”.
Teraz pozostaje mi tylko ogłosić konkurs na dziennikarskie teksty o kulturze, które najmniej grzeją. Na początek polecam toporne i banalne artykuły pana Adama (tekstom nie pomaga nawet fakt, że grzeją się w ciepłym świetle naprawdę wielkich nazwisk):
PS Mimo wszystko ucieszyło mnie, że krótko po paszkwilu w „Uważam rze” bardzo pozytywną recenzję napisała „Rzeczpospolita”:
