
Grudzień to miesiąc podsumowań. Nie tylko dlatego, że robimy bilans dobrych i złych uczynków, żeby wycyrklować, co nam przyniesie św. Mikołaj, lecz również z tego powodu, iż mamy więcej czasu na rozmyślania. Właśnie wpadł mi w ręce kultowy "Kwestionariusz Prousta Vanity Fair" (poświęcona jest mu spora część "Książek. Magazynu do czytania" Wyborczej) i dlatego w tym roku podsumowanie zrobiłam sobie wyjątkowo wcześniej...
Nie ma ideałów. A niezmącone szczęście byłoby piekłem na ziemi.
Myszy i pająków.
Ani z Marią Antoniną, ani z carycą Katarzyną, ani z Marią Skłodowską-Curie. To może z jakimś mężczyzną?
Moją mamę.
Niecierpliwości.
Spóźnialstwa.
Spanie do godziny 11. Ale to nie ekstrawagancja, tylko przywilej (śmiech).
Hawaje, bo jest tam kolorowo i życie toczy się dwa, a nawet trzy razy wolniej. I nie ma insektów.
Pracowitość.
Nie kłamię.
Akceptuję siebie i kocham do cna, więc nie ma czegoś takiego, czego bym nie lubiła.
Nie mam w sobie pogardy do innych ludzi.
"Reszty nie trzeba".
"Femmes encerclés par le vol d'un oiseau" Joana Miró.
Zawsze - Baudelaire. Teraz - Murakami i Llosa.
Odpowiedzialność.
Siłę charakteru.
Kokoszka i Gerwazy.
"Wszystko mi wolno ale nie wszystko przynosi mi korzyść". To jest z listu św. Pawła do Koryntian. Wpisała mi to do pamiętnika kiedy byłam dzieckiem ś.p. siostra Angelika, z którą śpiewałam pierwsze psalmy w kościele.
A wy? Jak byście odpowiadali?
