
Uwielbiam młodych ludzi – ich energię, niekonwencjonalne pomysły i odwagę w sposobie bycia. Ale myślenie out of the box to jedno, a profesjonalizm to zupełnie inna sprawa. To drugie przychodzi z wiekiem. Przekonuję się o tym coraz częściej. Niemal każdego dnia. Chciałam za pomocą tego tekstu podziękować wszystkim ludziom po 50-tce, z którymi zetknęłam się na płaszczyźnie zawodowej. To wy tworzycie klimat i komfort w miejscach, w których pracujecie!
Hotel położony jest trochę na uboczu w stosunku do centrum Wrocławia. Dookoła dużo zieleni. Przy wejściu zwracają uwagę młode recepcjonistki i całkiem już niemłoda pani za barem. Kiedy weszłam, a był to już wieczór, pomyślałam sobie, że szybko muszę wrócić do lobby, żeby wydano mi jeszcze coś ciepłego do jedzenia. Nie spodziewałam się przy tym, że o tak późnej porze, będzie to coś dobrego. A powaliło mnie na kolana... Najpierw pani zza baru ze znawstwem poleciła mi danie, które warto o tej porze zamówić, a potem, w ciągu 20 minut przyniosła z kuchni coś, co zmieniło mój wieczór w niezwykle przyjemną przygodę. Zainteresowałam się, kto jest kucharzem. Okazało się, że podobna pani, która w dodatku wyszła zapytać, czy danie mi smakowało. Rzadko się to zdarza w hotelach.
Następnego dnia rano szefową sali również była osoba po 50-tce. I pierwszy raz od dłuższego czasu widziałam, że przez całe śniadanie gościom niczego nie brakowało. Jedzenie było uzupełniane momentalnie, gdy się kończyło, z dzbanków lała się gorąca kawa, a pani nadzorująca salę dyskretnym okiem spoglądała na stoły, przewidując trafnie, kto zaraz wstanie po jakąś dokładkę. Przypomniało mi się od razu kilka moich wyjazdów na koncerty lub narty, gdy przed bufetem rozgrywały się bitwy o jajecznicę albo gdy rodzice dzieci w napięciu wypatrywali przez dwadzieścia minut chwili, gdy rzucone zostaną racuchy z syropem klonowym (bo wiadomo, że jak je „rzucą”, to zaraz zabraknie), by rzucić się na nie i naładować talerze.
To samo dotyczy wielu innych sektorów branży usługowej: gastronomii, turystyki, rozrywki, telekomunikacji. Można wymieniać w nieskończoność.
Tymczasem to właśnie ludzie po 50-tce, pracownicy z wieloletnim stażem, tworzą wartość miejsc i przedsięwzięć. Jeśli spędzili w swoim fachu co najmniej dwadzieścia lat życia, znają się na nim jak mało kto, potrafią dobrze poradzić i sprawić, że klient będzie wracał po więcej.
Pewnie podobne piekło przeżywają też pracownicy dużych korporacji. Kryzys spowodował, że świetnych fachowców często zamienia się na tańszych debiutantów. A zanim dochodzi do tej wymiany, doświadczony pracownik musi nauczyć wszystkiego żółtodzioba i przekazać mu swoje kontakty… przeczuwając już lub nie przeczuwając, co się święci.
