Alain podczas prezentacji zespołu przed trwającą już rundą wiosenną.
Alain podczas prezentacji zespołu przed trwającą już rundą wiosenną. Warta Poznań, Roger Gorączniak

Fala rasizmu na naszych stadionach na szczęście powoli maleje. Nieraz zdarzało się jednak, że piłkarze ze względu na kolor skóry zostali obrzucani bananami, opluci czy zwyzywani. Doświadczył tego także rodowity poznaniak, zawodnik Warty - Alain Ngamayama.

REKLAMA
Na samym początku, gdy tylko pojawiłam się w klubie, sporym zaskoczeniem
była dla mnie informacja, że jedynyny z warciarzy który na tle kolegów
wyróżniał się kolorem skóry, pochodzi z naszego miasta. Tata Alaina pochodzi
z Demokratycznej Republiki Kongo, mama - z Poznania. Jego ojciec wyjechał z
powrotem do Afryki, kiedy Alain miał około 12 lat. Od tamtego czasu kontakt
utrzymują przede wszystkim przez telefon i internet. Czasem tylko zdarza się,
że ojciec odwiedzi Polskę.
Eskpedienci w sklepie czy pracownicy urzędów muszą nieźle się dziwić, gdy
słyszą, że ktoś o trudnym do wymówienia nazwisku mówi do nich płynną
polszczyzną. Alain od najmłodszych lat gra w Warcie Poznań - awansował z nią
na zaplecze Ekstraklasy i nie ukrywa, że liczy na kolejny awans w barwach
swojego macierzystego klubu.
W Warcie Poznań przeszedł wszystkie szczeble grup młodzieżowych i za czasów
trenera Wojciecha Wąsikiewicza znalazł się w kadrze pierwszego zespołu. Na
debiut musiał jednak trochę poczekać. Dopiero kiedy do klubu z Drogi
Dębińskiej trafił Jarosław Araszkiewicz, dzisiejszy trener Warty, Alain
doczekał się pierwszego występu w seniorskich barwach naszego klubu.
To walczak, zawsze na boisku zostawia wiele zdrowia. Niezależnie od sytuacji
kadrowej czy finansowej - w drużynie zawsze odgrywa ważną rolę. Lubię
oglądać jego zaangażowanie na boisku, gdy tylko jest w pełni dyspozycji
stanowi jeden z filarów drużyny.
Alain w niedawnej rozmowie z Weszlo.com powiedział, że za młodu raczej nie
spotkał się z rasistowskimi odzywkami pod jego adresem. Smutne jest jednak
to, że poznaniak grając z Lechią Gdańsk czy ŁKS-em jest traktowany jak inna
kategoria człowieka... Przypomnę tylko, że kibice z Gdańska ilekroć Alain
dochodził do piłki udawali dźwięki wydawane przez małpy, a fani ŁKS-u
ponadto próbowali go opluć, gdy wykonywał rzut z autu. Osobiście nie jestem
w stanie zrozumieć tak wielkiej nienawiści. Wiem, że na stadionie mogą
udzielić się emocje, ale takie zezwierzęcenie to dla mnie coś
niewyobrażalnego.
Bardzo rozbawiła mnie jedna anegdotka, którą opowiedział kiedyś Alain. Kiedy
reprezentacja Polski grała na mundialu w Niemczech, wybrał się ze znajomymi
na jeden z meczów do Multikina. Pokazywano tam wówczas spotkania na żywo na
dużym ekranie, a Alain wybrał się do kina ubrany w koszulkę z orzełkiem. Po
powrocie z meczu na drodze przy przejściu dla pieszych stanął jakiś
kilkunastoletni chłopak. Przyjrzał się warciarzowi i puścił do kolegi jakiś
głupi tekst, w stylu "ej, nawet on w koszulce Polski?!”. Mina mu zrzedła,
gdy usłyszał od pomocnika Warty, że Alain mieszka w Poznaniu dłużej od
niego...
Na całe szczęście dziś nasze społeczeństwo, także kibicowskie, zdaje się być
mniej ksenofobiczne. Oby na polskie stadiony powróciła normalność i
tolerancja. W szczególności wobec Polaków...