
Ten rok jest absolutnie wyjątkowy dla polskiego sportu. Sama niejednokrotnie krytykowałam państwową administrację za poszczególne decyzje, wskazywałam na błędy miejskich magistratów, jednak obecnie los zdaje się dawać krytykantom bolesnego prztyczka w nos. Czy jednak możemy mówić o sukcesach, będących wynikiem dobrych działań osób, które wpływają na siłę polskiego sportu, czy po prostu o niesamowitej lawinie szczęśliwych zrządzeń losu?
REKLAMA
Igrzyska w Soczi – złote medal Kowalczyk, Stocha czy Bródki. Rozkwit w kolarstwie – niesamowite sukcesy Majki czy Kwiatkowskiego. Mistrzostwo Świata zdobyte przez siatkarzy. Wysyp medali lekkoatletów na halowych Mistrzostwach Świata, doskonałe starty pływaków: Kawęckiego, Czerniaka czy Korzeniowskiego. Niezłe starty tenisistów. Wreszcie zwycięstwo Polskich piłkarzy, którzy przez lata byli jednym wielkim synonimem nieudolności, z ekipą Mistrzów Świata z tegorocznego mundialu. Gdyby ktoś przedstawił mi taki scenariusz w styczniu, wysłałabym go do psychiatry.
Nie chciałabym, abyśmy zadurzyli się w tych sukcesach. Nie jesteśmy sportową potęgą i jeszcze długo nie będziemy, dopóki nie zmieni się wiele czynników, niszczących dziś kariery dobrze zapowiadających się zawodników. Rok 2014 to rok pokazujący, jak wielu ludzi z charakterem rodzi się nad Wisłą. Obserwujemy sukcesy osób, które osiągają je dzięki latom wyrzeczeń, dzięki podejmowaniu trudnych decyzji i wreszcie, dzięki niekończącym się pokładom wiary w swoje nieprzeciętne umiejętności.
Nie da się wszystkich wpakować do jednego wora. O ile sukcesy Bródki czy Kowalczyk, które świadczą o ich heroicznej postawie i pokonywaniu takich problemów, jak brak odpowiedniej infrastruktury do treningów we własnym kraju, o tyle mistrzostwo siatkarzy można uznać za naturalną konsekwencję wieloletnich inwestycji w tę dyscyplinę sportu. Przez długie lata wskazanie sportowca roku w Polsce można było zestawić ze znanym powiedzeniem, że wśród ślepców jednooki jest królem. Dziś nie ma już ślepców, coraz mniej też jednookich – nie musimy już wstydzić się rywalizacji z zawodnikami z zachodu Europy, bo niejednokrotnie dystansujemy ich na wielu polach.
Wraz z tegorocznymi sukcesami, nie pożegnaliśmy jednak wielu problemów. Wciąż w wielu obszarach po prostu brakuje pieniędzy, nie ma dobrych warunków dla rozwoju sponsoringu. Dzieci niezwykle ufających w ich umiejętności rodziców czy sportowe samorodki, to wciąż zbyt często postaci, decydujące o sile naszego sportu. Potrzeba nam więcej osób, potrafiących postawić na nogi poszczególne dyscypliny sportu – zadbać o szkolenie czy infrastrukturę.
Sukcesy, z których dziś się cieszymy, należy więc rozpatrywać z chłodną głową i oceniać nasze sportowe siły realnie – zawodnicy bardzo często muszą trenować bez dostępu do odżywek czy suplementów, nie dysponują dobrym sprzętem, zarabiają grosze. Determinacja może przenosić góry i sport kocha takie historie, jak niektórych spośród naszych zawodników (patrz: Zbigniew Bródka). Sęk w tym, aby incydent zmienić w regułę.
Sukcesy, z których dziś się cieszymy, należy więc rozpatrywać z chłodną głową i oceniać nasze sportowe siły realnie – zawodnicy bardzo często muszą trenować bez dostępu do odżywek czy suplementów, nie dysponują dobrym sprzętem, zarabiają grosze. Determinacja może przenosić góry i sport kocha takie historie, jak niektórych spośród naszych zawodników (patrz: Zbigniew Bródka). Sęk w tym, aby incydent zmienić w regułę.
Aż strach pomyśleć, co moglibyśmy osiągnąć na sportowych, światowych arenach, gdyby nasi sportowcy mieli optymalne warunki do trenowania i ogólniej - do bycia sportowcem.Trzeba przecież powiedzieć wprost, że nadal niektóre dyscypliny traktowane są dzisiaj przez Państwo i samorządy po macoszemu.
Jeszcze inaczej wygląda sprawa w przypadku piłkarzy. Nasza kadra narodowa pomimo zwycięstwa nad Mistrzami Świata wciąż stanowi dowód na to, że pieniądze i dobre warunki pracy to nie wszystko. Wypada nam liczyć na to, że zwycięstwo z Niemcami nie było tylko ekstremalnym odchyłem od katastrofalnej normy. Awans w rankingu FIFA na 44 miejsce (chociaż pozycja 69 też miała swój urok :) zwiększa nasze nadzieje, że sport narodowy nad Wisłą wreszcie wyjdzie z dołka. Czy tak się faktycznie stanie? Wypada tylko ściskać kciuki.
Sport może stać się naszych znakiem rozpoznawczym w Europie, nie możemy jednak zaprzepaścić szans, które dają nam dzisiejsze tryumfy.
