
Za oknem piękna pogoda, słońce świeci, liście zielone jak trawa na murawie, choć może nie koniecznie jak ta ze Stadionu w Poznaniu :) Dwadzieścia stopni na termometrze – wreszcie mamy wiosnę z prawdziwego zdarzenia!
REKLAMA
Taka pogoda od razu inaczej nastraja człowieka do życia - uśmiecham się od rana, czuję energię, euforię, nadzieję i mam większą niż kiedykolwiek ochotę na ... zmiany – zwłaszcza w mojej garderobie! Ot, kobieca natura chyba :)
W ostatnich tygodniach miałam przyjemność uczestniczyć w kilku pokazach mody rodzimych Projektantów. Mimo że prezentowane kolekcje dedykowane są nadchodzącej zimie (której raczej nie wyczekuję ;), to sama aura pokazów, oraz atmosfera panująca na wybiegach i pośród publiczności przekonała mnie, że zima odeszła na dobre.
Nie jestem specjalistką ds. mody, a już na pewno nie fashionistką – tym bardziej teraz, kiedy pełnię najbardziej odpowiedzialną rolę życia – rolę mamy trójki urwisów.
Naturalnie, tak jak u każdej pracującej mamy, nastąpiło przewartościowanie pewnych spraw, hierarchia się zmieniła. Dylematy modowe, typu: fuksja - trendy czy już passe? - zeszły na dalszy plan.
Naturalnie, tak jak u każdej pracującej mamy, nastąpiło przewartościowanie pewnych spraw, hierarchia się zmieniła. Dylematy modowe, typu: fuksja - trendy czy już passe? - zeszły na dalszy plan.
Co nie znaczy, że nie przywiązuję wagi, do tego jak wyglądam. Zdaję sobie sprawę, że w obecnych czasach przysłowiowe „jak Cię widzą, tak Cię piszą” jest aktualne jak nigdy dotąd.
Jakbym określiła swój styl ubierania ? Bardzo prosto. Rzeczy, które noszę muszą być przede wszystkim wygodne, perfekcyjnie wykonane i uszyte oraz ultraklasyczne, chociaż coraz częściej uśmiecham się w kierunku ekstrawagancji i delikatnego szaleństwa (czy to w akcesoriach, czy w sukienkach). W strojach, które noszę muszę po prostu czuć się w 100% sobą, a nie kimś przebranym.
Kiedyś ubrania kupowałam głównie za granicą – wydawało mi się, że rynek polskiej mody to totalne podziemie. Nie mówiło się o polskiej modzie, media lakonicznie i z dystansem relacjonowały pokazy, a magazyny kobiece skupiały się na hołubieniu luksusowych, trudno dostępnych marek tj. Prada, Gucci, Chanel albo - wtedy jeszcze - debiutujących na naszym rynku sieciówek typu ZARA czy H&M . Obecnie, moje nawyki zakupowe zmieniły się o 180 stopni – jestem pod ogromnym wrażeniem, jak BUJNY ROZKWIT (trzymając się terminologii wiosennej :) przeżywa polski rynek mody i jak wielu mamy fantastycznych, utalentowanych designerów! Którzy, według mojej opinii, bez wahania mogliby konkurować ze światowymi dyktatorami mody.
Na polskich pokazach jest coraz bardziej światowo. Nie chodzi tylko o kolekcje, ale o cały entourage. Mamy potencjał, który z dumą powinniśmy pokazywać! Możemy śmiało eksportować kreatywność, świeżość, talent, a przede wszystkim niebywały optymizm młodych projektantów. Tegoroczne pokazy zachwyciły mnie klimatem i tym, o czym wspominałam wcześniej - „wiosną” pomysłu i talentu! Cieszy mnie, że z roku na rok pojawiają się wśród nas ludzie z ciekawą osobowością i nietuzinkowymi ideami, którzy nie boją się marzyć...
Zaklinajmy więc rzeczywistość w dobie kryzysu, Drodzy Państwo! Częściej się uśmiechajmy !! Więcej młodości ducha, więcej pozytywnej energii, więcej działania, więcej wiary w siebie. Bierzmy przykład z tych ludzi – polskich projektantów. Młodych, niepokornych, niepoddających się, brnących do celu mimo wielu przeszkód po drodze. Ja im zaufałam i trzymam za nich kciuki z całego serca, bo WARTO!!!!! :)
