
Wszyscy czują już wiosnę, momentami aura przypomina nawet lato – w klubach fitness pojawiło się coraz więcej przeróżnych osób, które nierzadko same właściwie nie wiedzą, co robią w tym miejscu. Widuję takich ludzi regularnie, bo lubię regularne treningi. Dziś o nich (ludziach, nie treningach), słów kilka.
REKLAMA
Między kwietniem a czerwcem pojawia się mnóstwo osób, które chcą przyszykować tzw. formę na lato. Zazwyczaj pod wpływem nagłego impulsu, czy chęci zaimponowania znajomym. Pojawiają się w klubie fitness, bo to łechta ich ego. Nie dlatego, że chcą realnie popracować nad swoją sylwetką czy zdrowiem.
Sprawa jest jasna- lekkie ubrania, ciepło, plaża, basen… Nasze ciało będzie wystawione na częsty obstrzał wzrokowy znajomych czy nieznajomych. Społeczeństwo wystawi odpowiednią notę, tak więc nie możemy pozwolić sobie na żadne uchybienia. Podążając za słomianym zapałem bierzemy się do roboty, idziemy do klubu fitness.
Przekrój społeczny ludzi w takich miejscach jest jak palety barw u malarza, jednak ja na podstawie moich wieloletnich obserwacji odniosę się do trzech grup, które nazwałam: Karton, Pani : Czy Wszyscy Mnie Widzą ? oraz Sportowiec. Zacznijmy zatem od Kartona.
Przychodzi mężczyzna w wieku 20-28 lat do klubu i już w recepcji szybko wysyła sygnały, że na sali treningowej to on będzie samcem Alfa. Dzień dobry, chciałem się zapisać (…). Po objaśnieniu warunków i zapoznania się z cennikiem nasz samiec najczęściej lapidarnie stwierdza: Drogo K**wa!, ale jednak chęć bycia Alfą wygrywa.
Tutaj krótki opis wyglądu naszego bohatera: wzrost około 176, ciemny blondyn, spodnie w kolorze myszy, koszulka z ogromnym napisem MMA (a co, niech wszyscy widzą) kurtka w kolorze khaki, czapeczka, torba czarna Adidas (zogromnym, białym napisem), buty brązowe, zapinane na rzepy. Krok oczywiście wahadłowy (tzw. bujanka). Jeżeli delikwent ma na sobie koszulkę polo, to oczywiście kołnierzyk stoi jak kołnierz u Agawy Brodatej podczas zalotów.
Nasz bohater po przebraniu wychodzi na salę i teraz to dopiero jest ciekawie:oczywiście koszulka MMA została (mają się bać i już). Trenuje ostro, podnosi, dźwiga, sapie, krzyczy... bryluje między sprzętami, jest w swoim żywiole. Mija już druga godzina, ale to nic - trzeba zapieprzać, przecież lato idzie, no i karnet był drogi.Czasem nasz Karton oczywiście wdaje się w rozmowy, ale gdyby translator usunął wulgaryzmy, to z pozostałych słów można by ułożyć szlak komunikacyjny nietoperzy, gdyż byłyby to zaledwie pojedyncze piski, gwizdy itd.
Wtem podczas ćwiczeń do Kartona podchodzi inny facet i mówi: Cześć, jak tam? Fajny klub prawda? Karton odpowiada: O co ci chodzi pedale?! Spie****! Tu nie ma mowy o uprzejmościach, bo Karton walczy o pozycję w stadzie i pokazuje innym samcom ich miejsce w szeregu.
Zastanawia mnie jeszcze często obuwie treningowe u tego typu ludzi: często jest to klapek z napisem Kubota, do tego czarna skarpetka przetarta na pięcie.
Na koniec treningu przychodzi oczywiście czas na prysznic i saunę, istny ogród rozkoszy. Wchodzi Karton do sauny - nie daj Boże jak będzie w niej jakaś niewiasta, zmysły natychmiast biorą górę , a i ręczniczek odchyli żeby "przypadkiem" pani zobaczyła to i owo. A nuż widelec coś się uda.
Po powrocie z treningu Karton ma poczucie dobrze zrealizowanego zadania. Cieszy go napompowana klata, kolosalne wrażenie jakie zrobił, wiec spluwa na chodnik i wchodzi do domu.
Zastanawiacie się dlaczego Karton? Bo jest pusty jak karton, w miejscu szarych komórek da się u niego zaobserwować próżnię. Czesto to skutek odpowiedniej ilosci tabletek lub igiel, ktore ugrzezly w tylniej czesci ciala Kartona.
Niedługo napiszę więcej o pozostałych grupach, które rozróżniam w klubach fitness czyli cdn. A jak wyglądają Wasze obserwacje?
