10.05.2015, obwodowa komisja wyborcza numer 892 na Białołęce .
10.05.2015, obwodowa komisja wyborcza numer 892 na Białołęce . Fot. Adam Stępień/ Agencja Gazeta

Po pierwszej turze wyborów prezydenckich panuje szok, niedowierzanie, zaskoczenie… I jeszcze szereg innych odczuć. Euforia na prawicy, zgrzytanie zębów w obozie władzy. Ten szok i niedowierzanie towarzyszy także mi. Dlaczego?

REKLAMA
Wszyscy chcemy lepiej żyć. Zwłaszcza młodzi. Chcemy, żeby w Polsce panował dobrobyt taki, jak na zachodzie Europy. Chcemy lepiej zarabiać, żyć na wyższym standardzie, chcemy nie tylko mieć pracę, mieszkanie i pieniądze na wychowanie dzieci i na zagraniczne wakacje, chcielibyśmy dostawać godną emeryturę na starość. Każdy chce się bawić, używać życia, chcemy żeby było nas też stać na przyjemności. To zwłaszcza pragnienia młodych osób, które zaczynają dopiero dorosłe życie na własną rękę i widzą, że bez pomocy rodziców ledwo są w stanie przeżyć, a o tym używaniu życia mogą tylko pomarzyć.
Ci młodzi jednak nie chcą się przemęczać. Myślą, że po studiach powinni zarabiać z 3000 zł na rękę, chociaż jeszcze na dobrą sprawę NIC nie potrafią. I to tak w szerokim znaczeniu tego słowa. Nawet ruszyć dupsko do urny wyborczej im trudno. Praca to często dla nich zło konieczne, nie traktują jej poważnie, brak im odpowiedzialności. Wyjeżdżają więc lub chcą wyjechać. Bo jak mówią: „tu w Polsce nie ma perspektyw”.
Polska to dla wielu z nas taka szpetna, zapyziała dziura: konserwatywna, ureligijniona, pełna zabobonów, gdzie wszystkie zachodnie normy są zakazane i złe. Więc i młodsi i starsi próbują się wyrwać na zachód. Za chlebem. Na ten "zgniły" zachód, gdzie dopuszcza się in vitro, aborcję, marihuanę, gdzie świadczenia socjalne są wyższe, gdzie polityka prorodzinna kwitnie, gdzie warunki do rozwoju biznesu często są lepsze niż u nas. I jakoś tam im dobrze. Tak dobrze, że wracać już nie chcą. Przestają być uprzedzonymi rasistami, a zaczynają być tolerancyjnymi Europejczykami.
Przytłaczająca, mainstreamowa większość chce więc wolności, przewietrzenia stęchlizny minionych, politycznych lat. Ale co z tego, skoro najwięcej głosów w wyborach dostają partie konserwatywno-religijne? Partie, które, chcą wszystkiego zabraniać, za wszystko karać więzieniem i narzucać innym swoje normy moralne? Na partie religijno-fanatyczne, wierzące w spiski, nie dopuszczające do siebie faktu, że na świecie zdarzają się wypadki komunikacyjne (tak w ruchu lądowym, jak i – uwaga! – powietrznym), czy też szczycące się utopijnymi programami lub absurdalnymi pomysłami. Polacy głosują też na partię nijaką, która niczym wiecznie syty kocur nie robi nic, oprócz trzymania się u władzy. Która nie wprowadza żadnych zmian, no chyba że ma już nóż na gardle (ostatni przykład ustawy antyprzemocowej).
Ostatnio obserwowaliśmy zachwyt nad Korwin-Mikkem. Człowiekiem do cna zdziwaczałym, godną pożałowania polityczną kreaturą, szczycącą się szowinistycznym programem, zgodnie z którym głupie kobiety siedzą w domach przy garach i dzieciach. To facet z iście napoleońskim planem, zakładający że płacimy malutkie podatki, ale sami musimy zapłacić za edukację swoich dzieci, za opiekę zdrowotną, no i odłożyć jeszcze coś sobie na starość. Ile osób, zarabiających nawet ze trzy razy tyle co obecnie, będzie w stanie podołać temu wyzwaniu? Obawiam się, że tylko bogaci. Korwin-Mikke i jego program to czysta utopia, przypominająca poranne majaki alkoholika. Jego polityczna „kariera” to marzenie bogatych, starych i niedowartościowanych facetów. Korwin-Mikke to człowiek wyrwany z kabaretu klasy C. I byłby nawet całkiem śmieszny, gdyby nie był prawdziwy.
Kukiz? Emocje zbyt mocno wzięły górę u tego pana. Nerwus, według którego wszyscy politycy są źli. Nie ma programu, nie ma zaplecza, nie ma partii, pieniędzy, aby jesienią pewnie wkroczyć na scenę polityczną. Człowiek, który atakuje media, krzyczy że z nim „jadą”, podchodzi zbyt emocjonalnie do tego, co go spotyka, nie ma szans na dłuższą metę w polityce. Chyba że się zmieni, „wyrobi”. Polityka to biznes jak każdy inny. Z tą różnicą, że każdego polityka opluwa się publicznie, a biznesmena nieco rzadziej. Nie każdy się do tego nadaje. Śpiewanie piosenek to fajna sprawa, do młodych może trafiać taki facet, ale śpiewaniem można rozluźnić i zabawić towarzystwo, a nie rządzić i wydawać publiczne pieniądze. Facet ma charyzmę i potrafi porwać tłumy, ale mi to nie wystarcza.
Na to wszystko mamy kandydatkę kobietę. Piękną, może od stresu zbyt szczupłą, która świetnie się przygotowała, wyuczyła i wyćwiczyła. Zapewne włożyła w to mnóstwo pracy i poświęciła wiele godzin. Tylko dlaczego nie szła do wyborów jako kandydatka SLD? Z programem SLD, z ofertą dla lewicy? Kogo chciała namówić na głosowanie na siebie? Tych młodych? Za mało naturalna i porywająca. Starych „komuchów”? Zabrakło szyldu SLD. Prawicę? Miller im przeszkadzał. Kobiety? Za ładna. Mężczyzn? Niepoważna. Z maską na twarzy: wiecznie uśmiechnięta i zawsze zadowolona, nawet z wyniku. Wyszło jak wyszło. Mizeria. Mimo wszystko jestem pełna podziwu dla odwagi Magdy Ogórek, że wystartowała w wyborach na Prezydenta Polski. Ja bym się nie odważyła. Jednak tłumaczenie się, że Polska nie jest gotowa na kobietę prezydenta, a jej wyborcy uciekli do Kukiza uważam za słabe.
Nie tędy droga do zmian, których wszyscy tak chcemy. Zmian zarówno w sferze gospodarczej, jak i ideologicznej. Dla tych, którzy pragną postępu, chcą Polski gdzie żyje się, pracuje się i zarabia jak na zachodzie Europy, najgorsze jest to, że w drugiej turze po prostu nie mają na kogo zagłosować.
Obecny prezydent to żadna zmiana. To dalej wujkowato-dziadkowaty gość, który jak mówi, to z lekka zaciąga. Jest mdły, nijaki, bezjajeczny. Brak mu charyzmy i energii. Pewnie ma jakieś poglądy, ale nikt nie wie jakie. Najlepiej dowodzi tego fakt, że po jego przemówieniu, nawet nikt nie pamięta, o czym przed chwilą mówił. No chyba że ktoś sobie zapisał. Do tego ma słabość do marnych dowcipów i zabijania niewinnych zwierząt.
Nie utożsamiam się z prezydentem Komorowskim, ani z jego małżonką. Te dwie osoby reprezentują nas za granicą. Wiem, że względy estetyczne nie powinny mieć znaczenia w ocenie człowieka, ale w przypadku tego urzędu, mają.
Z drugiej strony mamy do wyboru człowieka PiS-u. Młodszego, z lepszą prezencją - jego samego oraz małżonki wraz z córką. Ciężko cokolwiek więcej konkretnego o nim powiedzieć, oprócz tego, że jest pierdołowatym posłem z PiS-u, z uśmiechem gościa wcinającego cytrynę. „Pisowskie” pochodzenie powoduje, że kojarzę pana Dudę ze śmietanką polskiego zdziwaczenia i symbolami narodowej schizofrenii: z Rydzykiem, Pawłowicz, Macierewiczem, Kaczyńskim, krzyżem, brzozą i zamachem Putina w Smoleńsku. To kandydat głównie - jak wynika z sondaży - ludzi biedniejszych, słabiej wykształconych i gorliwie wierzących (w swój prywatny odłam chrześcijaństwa), przede wszystkim ze wschodu Polski. Chociaż mam sześcioro dzieci i staram się żyć przykładnie, to nie wliczam się w elektorat Dudy. To straszne, że tak słabi, marionetkowi ludzie mogą mieć do powiedzenia w tym kraju tak wiele.
Szkoda mi partii Twój Ruch i Janusza Palikota, faceta, który jako jedyny w tym towarzystwie wie, czego chce. Polacy większą uwagę zwracali na niego kiedyś, gdy wzbudzał większe kontrowersje – szkoda, że dziś nikt nie przywiązuje wagi do tego, iż program partii Twój Ruch, jako jedyny ma wiele pomysłów, które mogłyby wpłynąć na poprawę jakości życia nad Wisłą i który zbliża nas do europejskości. I nie chodzi mi tu o wałkowane ciągle i wszędzie kwestie marihuany czy tolerancji wobec homoseksualizmu, tylko o kwestie gospodarcze. Czy uda się przetrwać Twojemu Ruchowi, wyciągnąć wnioski z błędów i dalej iść do przodu? Czas pokaże.
Druga tura? Nie ma na kogo głosować. Można głosować tylko na mniejsze zło, czyli nie na kogoś, tylko przeciwko komuś. Tak jak kiedyś wielu ludzi głosowało na Wałęsę, byle Tymiński się nie dorwał do władzy. Jedni zagłosują przeciwko obecnemu stanowi rzeczy, czyli przeciwko Komorowskiemu, nie bacząc kto jest jego kontrkandydatem. Drudzy przeciwko PiS-owi, bo nie wyobrażają sobie życia pod rządami Jarosława Kaczyńskiego. Czyli opcje są dwie: zagłosujemy przeciwko Dudzie, albo przeciwko Komorowskiemu. A ja bardzo chciałabym w końcu zagłosować za kimś w kogo mogę chociaż trochę wierzyć. Niestety, sami sobie zgotowaliśmy ten los. Teraz możecie zrzędzić: tu nie ma perspektyw! Tym szczególnie zrzędliwym, gratuluję sukcesywnego „udupiania” własnej Ojczyzny. Bo Polska stoi w miejscu.